Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Życie jak w Madrycie

26.05.2012

Kiedyś, na określenie dobrobytu, używało się sformułowania „życie jak w Madrycie”. No to je mamy.


Ciemne okna, świece na stołach, „kozy” zamiast kaloryferów. Największymi szczęśliwcami mogą być ci, którzy mają kominki, ale to też niekoniecznie, gdyż drewno do niego jest coraz droższe.

Już dziś, jadąc przez Polskę w nocy, czujemy się jak za okupacji gdyż ledwo zipiące gminy wyłączają na noc oświetlenie na ulicach. Na jesieni rząd miłości i powszechnego dobrobytu szykuje kolejny pasztet w postaci wzrostu cen energii. Co najmniej o 40 procent. Za każdym razie przy podwyżkach słyszymy tłumaczenia, że dana branża nie ma pieniędzy i jest biedna. Podobnie z energetyką. Ciekawe więc gdzie idą nasze coraz większe daniny.

Już widzę ten raj dla komorników i zakładów energetycznych! Coraz więcej jest rodaków nie płacących na czas rachunków, a państwo jest bezlitosne. Pół biedy jeśli prąd służy tylko do oświetlenia, ale makabra zaczyna się, gdy z braku innych możliwości trzeba nim również ogrzewać lub nawet dogrzewać mieszkania. Mój daleki znajomy musiał to zrobić, tam gdzie ma dom nie ma gazu ziemnego, a propan butan ze zbiorników jest też drogi, podobnie olej (a dochodzi jeszcze inwestycja na kotłownię), a węglem też wcale nie tanim nie ma kto u niego w domu palić. Jest przedsiębiorcą, kontrahenci zalegali mu z płatnościami i w rezultacie nie opłacił na czas kilkutysięcznej faktury. Nie pomogły tłumaczenia, że czeka na przelewy. No mercy – jak mawiają anglosasi. Minął termin, przyjechali fachowcy, weszli na słup, odłączyli. Lodówka „popłynęła”, żywność poszła do śmietnika, gdyż znajomego i jego rodziny akurat nie było w domu. Opowiadał mi potem wściekły, że „urzędniczki mogły chociaż zadzwonić i uprzedzić o terminie, bo gdy miał niedopłatę o wartości paczki papierosów telefony z zakładu dzwoniły bez przerwy”. W końcu przelewy przyszły, znajomy zapłacił, i zakład prąd przyłączył. Nie za darmo oczywiście, jeno za kolejne prawie 100 złotych.

Strach się bać, tym bardziej że jak zauważa unijny Eurostat już teraz Polacy płacą w UE jedne z najwyższych rachunków za prąd, podobnie jak za gaz. Ceny prądu i gazu dla gospodarstw domowych w Unii wzrosły średnio od połowy 2010 r. do połowy 2011 r. o 6,3 proc. Najbardziej na Łotwie (o 27 proc.), Cyprze (19 proc.), w Portugalii i Hiszpanii (13 proc.).Nad Wisłą prąd poszedł w górę w tym czasie o 5,1 proc., a gaz o 6,5 proc. Średnia cena elektryczności dla gospodarstw domowych w UE wynosi 18,4 euro za 100 kilowatogodzin (kWh), a w Polsce 13,5 euro. Jeśli chodzi o gaz to drożej jest tylko w Bułgarii, na Węgrzech, w Słowenii, Szwecji, Portugalii i na Litwie. Średnia pociecha płynie z tej wyliczanki, gdyż biorąc pod uwagę siłę nabywczą, mamy jeden z najdroższych prądów w Europie. Przed nami są tylko Cypryjczycy, Węgrzy, Słowacy i Niemcy.

Tuskowe „reformy dla ludzi”, powszechna szczęśliwość obywateli od której aż huczą tzw. media głównego nurtu i cuda po irlandzku, wychodzą nam coraz bardziej bokiem, o czym zaświadczają puste portfele. W sklepach coraz częściej klienci rezygnują w kasach z kupna niektórych produktów, gdyż okazuje się, że nie starcza pieniędzy. Ale jak ma być inaczej skoro, jak podała kilka dni temu Polska Agencja Prasowa, np. za jajka płacimy o 76,1 proc. więcej niż rok temu, za wieprzowinę – 17,9, a za kurczaki – o 8,6 proc.

Ponadto zwiększa się, zgodnie z platformerskimi zapowiedziami przedsiębiorczość młodych Polaków. Zwiększa się, czyli coraz więcej z nich jest bez pracy, mogą też zapomnieć o zatrudnieniu na etacie. Międzynarodowa Organizacja Pracy wyliczyła właśnie, że średnia stopa bezrobocia w UE sięga już niemal 23 proc.. Za rządów PO doszlusowujemy powoli do Hiszpanii i Grecji. Tam ponad połowa młodzieży nie ma gdzie się zatrudnić, w Polsce to 27 proc. I wskaźnik ten rośnie nieprzerwanie od pięciu lat. Czyli od 2007 r., czyli od przejęcia rządów przez Platformę. „By żyło się lepiej. Wszystkim”.

Kiedyś, na określenie dobrobytu, używało się sformułowania „życie jak w Madrycie”. No to je mamy. Z tym że, taki drobiazg, oznacza coś zupełnie innego.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook