Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Zrzuć z pomnika bolszewika!”

13.02.2012

11 lutego w Krakowie, w ósmą rocznicę śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, po raz kolejny zbezczeszczono jego popiersie.

Zamazano stopień wojskowy, farbą napisano „zdrajca”. Sprawcy nieznani. Królewskiego miasta nie stać w tym wypadku na monitoring lub patrole, choć gdyby chodziło o obelisk „ku czci sowieckich wyzwolicieli” to środki zaraz by się pewnie znalazły. Tak jak w Warszawie przy pomniku Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni, popularnych tzw. czterech śpiących, przy ul. Targowej, po tym jak wymalowano na nim „antypaństwowe” napisy, m.in. „Smoleńsk pomścimy”.

Budowa drugiej linii metra była świetnym pretekstem, by tego symbolu stalinowskiego poddaństwa się w końcu pozbyć i wywieźć chociażby do Kozłówki. „Ten pomnik komunistycznej propagandy, sprzeczny z historyczną rzeczywistością, jest dla Polaków symbolem serwilizmu i hańby - tym bardziej niemożliwym do zaakceptowania, że obrażającym pamięć i godność żołnierzy AK, WiN i NSZ zamęczonych w katowniach i więzieniach NKWD i UB znajdujących się w czasach stalinowskiego reżimu w najbliższej okolicy dotychczasowej lokalizacji pomnika.

Gdy 18 listopada 1945 roku uroczyście odsłaniano pomnik, kilkaset metrów dalej trwały przesłuchania, mordowano ludzi i chowano potajemnie w bezimiennych zbiorowych mogiłach”- napisali w proteście do władz Warszawy, podpisanym przez blisko pięć tysięcy osób, członkowie Społecznego Komitetu Protestu Przeciwko Przywróceniu Pomnika Braterstwa Broni

Ale co tam protesty warszawiaków. Pomnik, który spowodował opóźnienie budowy metra, gdyż ambasada rosyjska nie zgadzała się na jego przesunięcie, nie zniknie. Zostanie jedynie przesunięty bliżej ul. Cyryla i Metodego (przy tej ulicy mieściła się właśnie jedna z najbardziej ponurych katowni ubeckich), jak również… poddany renowacji za około milion złotych. Z kieszeni podatnika rzecz jasna. Stołeczni włodarze, zamiast powiedzieć, że Rosja w tej sprawie nie ma nic do gadania, posłuchali wytycznych spadkobierców Wielkiego Księcia Konstantego . No bo co to by było, gdyby Putin wzorem Stalina zmarszczył swoją brew i spojrzał gniewnie za zachodnią granicę?

Prof. Wojciech Sadurski stwierdził w wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” z 8 listopada 2011 r., iż: „symbolika i ceremoniały wysyłają do obywateli sygnały o charakterze ich państwa".

Celna konstatacja. Jaki jest więc charakter naszego państwa? Zestawmy może dwa proste fakty: odmowę władz stolicy z Platformy Obywatelskiej budowy pomnika upamiętniającego ofiary tragedii smoleńskiej (nie mówię już o honorowym patronacie prezydenta Bronisława Komorowskiego przy usuwaniu krzyża z Krakowskiego Przedmieścia) oraz decyzję tych samych polityków, by „pieczołowicie odrestaurować” obelisk symbolizujący żołnierzy stalinowskich. O ile więc prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz nie widzi potrzeby upamiętniania – jak to się teraz mówi – w przestrzeni publicznej osób, które zginęły lecąc, by oddać hołd dwudziestu jeden tysiącom polskich oficerów pomordowanym przez Sowietów w Lesie Katyńskim, to nie ma nic przeciwko honorowaniu przez niepodległą Polskę żołnierzy stalinowskich, którzy polskich oficerów mordowali.

Czyli cały czas obowiązuje slogan: „Armia sowiecka niezwyciężona”. A Polska podległa.

W ten ciąg wydarzeń wpisuje się krakowska dewastacja popiersia „pierwszego polskiego oficera w NATO”. Generał Wojciech Jaruzelski powiedział przed laty: „Jeśli uznamy Kuklińskiego za bohatera, to znaczy że my wszyscy jesteśmy zdrajcami". W ponad dwadzieścia lat po okrągłym stole Jaruzelski nadal pozostaje, obok gen. Czesława Kiszczaka, „człowiekiem honoru” dla elit z ulicy Czerskiej i okolic oraz śmietanki Platformy Obywatelskiej, i bryluje na prezydenckich salonach. Nie można go skazać za ludobójstwo komunistyczne, a tym bardziej zdegradować do szeregowca.

Z Kuklińskim na odwrót. Za zdrajcę uważali go nie tylko komuniści sowieccy i polscy, którzy bezskutecznie próbowali porwać go z USA do Moskwy, by postawić przed plutonem egzekucyjnym. Gdy to się nie udało w 1984 r., w procesie kapturowym w Warszawie został zdegradowany i skazany na śmierć. Wyrok ten w 1990 r. (sic!) został zamieniony na 25 lat więzienia, a przywrócenie stopnia wojskowego nastąpiło dopiero pięć lat później. W 1997 r. prokuratura wojskowa umorzyła przeciwko Kuklińskiemu śledztwo(a nie uniewinniła go!), stwierdzając że działał w stanie wyższej konieczności. To trzeba przypominać, jak również to, co o Kuklińskim sądził prezydent Lech Wałęsa, który odmówił pułkownikowi prawa do rehabilitacji i publicznie nazwał zdrajcą.

Nie tak dawno zapis na Kuklińskiego zaczęła też wprowadzać Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prezydent stolicy wydała w 2010 r. decyzję o likwidacji Izby Pamięci pułkownika na stołecznej Starówce w związku z planowaną w Warszawie wizytą prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa. Po tym jak, według informacji podanych przez „Tygodnik Solidarność”, amerykańskie władze zagroziły prezydent Warszawy zakazem wjazdu na teren Stanów Zjednoczonych chyłkiem wycofała się z tej kompromitującej decyzji. Tamta lekcja widocznie jednak nie poskutkowała, skoro teraz z Placu Zamkowego zniknąć ma pomnik katyński, odsłonięty przez pułkownika w 1998 r. w obecności 20 tysięcy osób. Ponoć znalazł się właściciel działki…

Pułkownik Kukliński spoczywa dziś, na szczęście, w Alei Zasłużonych cmentarza na warszawskich Powązkach. Nie byłoby tego, gdyby nie poległy 10 kwietnia 2010 r. śp. prezydent Lech Kaczyński.

Obecna władza traktuje dekomunizację i oderwanie się od spuścizny peerelu jak najgorszą zarazę. W polityce nie ma przypadków, tak więc nieprzypadkowo marszałek Sejmu Ewa Kopacz 5 lutego zwróciła do poprawki pisowski projekt ustawy „o usunięciu symboli komunizmu z życia publicznego Rzeczypospolitej Polskiej”. Pretekstem stało się to, że nie określono kosztów tej operacji. „Gdyby takimi sprawami zajmowali się politycy po 1945 i 1989 r., nie doszłoby do usunięcia alei Adolfa Hitlera” – skomentowali ten fakt poirytowani parlamentarzyści PiS.

Zupełnie jakby nie wiedzieli, że w dzisiejszej Polsce największym zagrożeniem jest „faszyzm”, a komunizm to nic takiego, zwłaszcza że priorytetem dla polityków PO jest polsko – rosyjskie „pojednanie”, którego symbolem jest i będzie dla potomnych Władimir Putin obejmujący w Smoleńsku Donalda Tuska. To nie jest przecież tylko sprawa pomnika Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni, ale także nominacje generalskie po 10 kwietnia 2010 r. i powrót na decyzyjne stanowiska w armii absolwentów sowieckiej Woroszyłówki, czy militarno-polityczne zbliżenie pomiędzy Warszawą a Moskwą na warunkach dyktowanych przez Kreml. To także obrona przez Platformę Wojskowych Służb Informacyjnych, których pion dowódczy był szkolony w Moskwie, otoczony opieką sowieckich przyjaciół z wywiadu wojskowego GRU. Prezydent Bronisław Komorowski jako poseł PO w sejmie głosował przeciwko likwidacji WSI, zaś późniejsze ataki na Komisję Weryfikacyjną i paraliżowanie jej prac przez rząd Donalda Tuska są same w sobie już komentarzem.

Walka o dekomunizację życia publicznego, w tym usunięcie symboliki peerelowskiej z naszych ulic i placów, walka o dobre imię pułkownika Kuklińskiego znieważanego także po śmierci, to w istocie spór pomiędzy obrońcami Polski Ludowej, a tymi dla których była ona kolonią sowiecką, z której do końca – przez brak dekomunizacji właśnie – do dziś nie wyszliśmy.

Być może jednak czara się przepełnia. Stowarzyszenie KoLiber rozpoczyna właśnie akcję „Zrzuć z pomnika bolszewika”. „Nie można pozostać obojętnym wobec tego, że w naszym kraju nadal stoją pomniki ku czci osób odpowiedzialnych za śmierć i prześladowania dziesiątek tysięcy Polaków”– mówił 11 lutego „Rzeczpospolitej" prezes stowarzyszenia Seweryn Szwarocki. W najbliższych dniach działacze KoLibra zamierzają uruchomić stronę internetową dokumentującą miejsca, w których znajdują się pamiątki po komunizmie. A jest ich wiele, by wymienić chociażby pomniki Karola „Waltera" Świerczewskiego w Warszawie i Jabłonkach, czy żołnierzy sowieckich w Lesku i Białymstoku.

 

Jak skończy się inicjatywa KoLibra? Mają przeciwko sobie silną machinę władzy, ale za sobą ludzi nieskażonych wirusem homo sovieticusa. Podobną akcję, pod hasłem „Zadzwoń do ubeka”, przeprowadziła w latach 90. Liga Republikańska. Tamta skończyła się sukcesem.

 

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook