Jedynie prawda jest ciekawa

Żołnierze wyklęci, kaci bezkarni

01.03.2013

I znów przed nami 1 marca i Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych.

Data to symboliczna - zamordowania w więzieniu na warszawskim Mokotowie w majestacie prawa komunistycznego członków IV Zarządu Głównego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", największej niepodległościowej struktury poakowskiej: Łukasza Cieplińskiego, Adama Lazarowicza, Mieczysława Kawalca, Józefa Rzepki, Franciszka Błażeja, Józefa Batorego i Karola Chmiela.

Rozpoczęły się już obchody organizowane przez różnego typu społeczności lokalne i patriotyczne. Będą przemówienia, pokazy filmów. Okazji do pokazania swojego patriotyzmu i oddania tradycji wolnej Polski nie przepuścił, a jakże, prezydent Bronisław Komorowski. Wręczył ordery Krzyża Niepodległości, złożył kwiaty pod tablicą na budynku Ministerstwa Sprawiedliwości…

Jednym słowem, patriota jak się patrzy. Taki obraz ma zostać przekazany społeczeństwu. Tymczasem to propaganda – nic więcej, bowiem przez cały okres rządów Unii Demokratycznej i jej klonów z Platformą włącznie (a więc środowiska politycznego obecnego prezydenta) Żołnierze Wyklęci i inni antykomuniści byli faktycznie wyklęci. Dopiero prezydentura Lecha Kaczyńskiego i rządy PiS (pomijam krótki karnawał rządu Olszewskiego) kartę tę odwróciły. To z jego inicjatywy rotmistrz Witold Pilecki i generał August Fieldorf „Nil” zostali pośmiertnie odznaczeni Orderem Ora Białego. Zaczęto naprawianie krzywd. I to za prezydentury Kaczyńskiego przyznanych wcześniej orderów i odznaczeń została pozbawiona – w 2006 roku – zmarła dwa lata później w Anglii prokurator wojskowa Helena Wolińska-Brus, która podpisała wniosek o aresztowanie „Nila”. I gdyby nie antykomunistyczna Liga Republikańska, odsądzana przez tzw. salon od czci i wiary, i przygotowana przez nią na początku lat 90wystawa poświęcona żołnierzom antykomunistycznego podziemia, tzw. II Konspiracji – określenie „żołnierze wyklęci” w ogóle nie zaistniałoby w obiegu publicznym. I gdyby nie prezydentura Warszawy Lecha Kaczyńskiego to być może do dziś nie mielibyśmy w stolicy Muzeum Powstania Warszawskiego. Takie są fakty.

Gdy myślę o Żołnierzach Wyklętych to przychodzi na myśl cytat z artykułu Józefa Mackiewicza z londyńskich „Wiadomości” z 1947 roku: „Co stanowi o metodzie działania sowieckiego na podbity naród? Tę metodę można porównać do operacji chirurgicznej, polegającej na wyjmowaniu pacjentowi jego mózgu i serca narodowego. Ale wiemy, że pierwszym warunkiem jest, aby pacjent leżał spokojnie. (…) Pod tym względem bolszewicki zabieg chirurgiczny nie tylko nie różni się od normalnego, a raczej bardziej niż każdy inny uzależniony jest od mądrze stosowanej etapowości, a warunkiem jego powodzenia jest właśnie ta straszna, milcząca, zastrachana, sterroryzowana psychicznie bierność społeczeństwa. Jego bezruch. Jego fizyczne poddanie. Społeczeństwo, które strzela, nigdy się nie da zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazywać bohaterami.”
Tak, oni nie chcieli stać z bronią u nogi i patrzeć biernie na zalewający Polskę terror komunistyczny. Ci najbardziej znani, z II Konspiracji, Wolności i Niezawisłości, Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Armii Krajowej Obywatelskiej, Konspiracyjnego Wojska Polskiego, to „Anoda", „Żelazny", „Ogień", „Krysia" („Mściciel"), „Zapora", Andrzej Czaykowski, „Żbik"… Ale przecież to nie tylko oni. To liczne patriotyczne grup młodzieżowe, m.in. z zapominanej dziś II Konspiracji Harcerskiej, liczącej ponad 140 organizacji, takich jak: Harcerskie Organizacje Podziemne, Czarna Ręka (Krwawy Mściciel Czarna Maska), Harcerskie Siły Zbrojne-Wrzos, Harcerze Armii Krajowej. To także żołnierze-górnicy, którym w tzw. wolnej Polsce odmawiano prawa osób represjonowanych, którzy jako młodzi chłopcy za swój antykomunizm płacili niewolniczą pracą w kopalniach uranu w Polsce i Sowietach. Jeszcze inni mordowani byli w kazamatach Urzędu Bezpieczeństwa. Starsi mieszkańcy Siedlec pamiętają noc z 12 na 13 kwietnia 1945 r., gdy pracownicy tamtejszego Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego rozstrzelali bez sądu i wyroku szesnastu młodych ludzi, podejrzanych o działalność konspiracyjną. Wypadki te opisałem przed laty w tekście „Siedlecki mini-Katyń”, dostępny na http://jakuccy.pl/siedlecki-mini-katyn I gdyby czarnymi punktami oznaczać miejsca, w których ginęli i gdzie leżą do dziś często w bezimiennych grobach walczący z komuną - mapa Polski byłaby czarna. Praktycznie nie ma wioski, w której nie byłoby, tych bezimiennych także – mogił ofiar sowieckiego NKWD, Smiersza, UB, Informacji Wojskowej, Milicji Obywatelskiej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego…

Wspaniale, że jest Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych, bo pamięć jest najważniejsza dla narodu. Ale jednocześnie rachunki krzywd nie zostały wyrównane.
Mordercy sądowi gen. „Nila” uniknęli odpowiedzialności. Maria Gurowska , sędzia, która skazała szefa Kedywu AK zmarła w roku 1998 przed zakończeniem procesu o zabójstwo sądowe. Podczas przesłuchania w prokuraturze nie wykazała skruchy. Gdy rodzina generała Fieldorfa zwróciła się do prezydenta Bieruta o jego ułaskawienie, sędzia Gurowska tak zaopiniowała tę prośbę: „Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje. (...) Zdaniem sądu nie istnieje możliwość resocjalizacji skazanego". Kazimierz Górski, śledczy, który przez sześć miesięcy przesłuchiwał Fieldorfa i sporządził akt oskarżenia, mieszkał do śmierci w Warszawie niepokojony przez nikogo. Alicja Graff – prokurator wojskowa, która wystosowała do naczelnika mokotowskiego więzienia pismo nakazujące przygotowanie i wykonanie wyroku śmierci na generale „Nilu”, również do śmierci nigdy nie niepokojona przez wymiar sprawiedliwości „wolnej” Polski. Witold Gatner, prokurator nadzorujący wykonanie wyroku, również nie poniósł odpowiedzialności, mało tego w tzw. wolnej Polsce w latach dziewięćdziesiątych był szefem zespołu radców prawnych firmy „Agros”.

Te kilka nazwisk to tylko lista zbrodniarzy sądowych z jednego procesu. A przecież byli jeszcze ci od procesu TUN (tzw. spisek w wojsku, skrót od nazwisk Tatara, Utnika i Nowickiego), był prokurator wojskowy Stefan Michnik, żyjący dziś spokojnie poza krajem. Lista zbrodniarzy jest długa, równie długa jak lista popełnionych przez nich zbrodni. Większość z nich dosięgła już śmierć, pomagając wywinąć się sprawiedliwości.
Także sprawcy prześladowań opozycji z lat nam bliższych mogą spać spokojnie. Sąd Najwyższy swoją uznał, że zbrodnie komunistyczne uległy przedawnieniu. Całe wysiłki podejmowane przez IPN ukarania funkcjonariuszy MO czy SB spaliły na panewce. Mało tego, ci co bili ludzi „Solidarności”, grozili im śmiercią i zostali skazani dziś sami…występują o zadośćuczynienie lub odszkodowanie za niesłusznie poniesione kary. Tak jak trzej funkcjonariusze toruńskiej bezpieki, którzy poszli śladem swojego kolegi po fachu 63-letniego Mieczysława K. Witold P., Bronisław S. i Bogdan B. łącznie domagają się od państwa blisko 500 tys. zł. Bogdan S. w 2007 r. został skazany na rok więzienia w zawieszeniu i niespełna 1,3 tys. zł kar finansowych za prześladowanie drukarzy Toruńskiego Informatora Solidarności. Teraz, po anulowaniu wyroku, żąda od państwa aż 320 tys. zł. Jak mówi jest mu „trudno ocenić bezmiar szkód wyrządzonych przez tę na zimno zaplanowaną eksterminację, prowadzoną wobec mnie przez IPN”. Jego koledzy są skromniejsi: Witold P. chce ponad 107 tys. zł, a Bronisław S., który podczas swojego procesu wyznał, że „jest dumny z pracy w SB”. Jak należy się spodziewać – jest to początek, tym bardziej, że w całym kraju IPN zdążył skierować do sądów ok. 300 spraw za zbrodnie komunistyczne, z których większość została osądzona.

W latach 90. Liga Republikańska przeprowadziła udaną akcję „Zadzwoń do ubeka”, niedawno inna młodzieżówka – KoLiber – rozpoczęła kolejną, tym razem pod hasłem „Zrzuć z pomnika bolszewika”. Zważywszy na silną machinę władzy, ta akcja pozostanie wołaniem na puszczy. Trudno bowiem w kraju niezdekomunizowanym żądać skutecznie sprawiedliwości.

Wbrew aktorce Szczepkowskiej 4 czerwca 1989 roku nie skończył się w Polsce komunizm. Homo sovieticus rozkwitł w innej formie i ma się dobrze. Powstały film o generale „Nilu” tego obrazu nie zmienia.
Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook