Jedynie prawda jest ciekawa

Zielona wyspa nad Wisłą

25.04.2012

W końcówce roku 2010 pisałem o bankructwie Irlandii, która miała być dla nas, jak uświadamiał nam premier Donald Tusk, wzorem do naśladowania.

Sarkastycznie można powiedzieć, że akurat obietnicę „drugiej Irlandii” udało się premierowi zrealizować. Zielona wyspa stała się zaznaczonym na mapie gospodarczej na czerwono państwem w likwidacji.

W 2010 r. deficyt budżetowy Irlandii wynosił 13 proc. PKB i był najwyższy w całej Unii, zaś ratowanie banków około 50 miliardami euro, a więc prawie jedną trzecią rocznego PKB „Zielonej wyspy” – według ekspertów miało spowodować wzrost deficytu do astronomicznego poziomu 32 proc. PKB. Minęło półtora roku, a w Dublinie jeszcze gorzej. Deficyt, jak poinformował Europejski Urząd Statystyczny (Eurostat), wzrósł do 13,5 proc. PKB.

Myliłby się jednak ten, kto przypuszcza, że w „zjednoczonej Europie” dzieje się dobrze. Portal bankier.pl poinformował, iż w ubiegłym roku deficyt budżetowy wszystkich krajów UE wyniósł łącznie 565,1 mld euro. Dług publiczny wzrósł do 8,22 biliona euro z 7,82 bln euro dwa lata wcześniej. Co więcej, relacja długu do PKB wyniosła 82,5 proc. w całej UE i 87,2 proc. w strefie euro, zaś według – ostrożnych – przewidywań zadłużenie państw eurolandu może przekroczyć nawet 90 proc. produktu krajowego brutto. Dane pokazują także, iż aż 12 z 17 krajów strefy euro złamało traktat z Maastricht, który ustanowił górny limit długu publicznego na poziomie 60 proc. PKB, a tylko szóstka eurolandowców spełniała traktatowe kryterium deficytu: czyli maksymalnie 3 proc. PKB.

Tusk, czy minister finansów Jacek Rostowski mówią, że u nas jest OK, więc dla wejścia Polski do strefy euro nie ma w bliższym lub dalszym (to zależy od siły występujących właśnie w strefie przedśmiertelnych drgawek) czasie alternatywy. Pamiętamy jeszcze niedawny skandal jak nowy szef Parlamentu Europejskiego, Martin Schultz, ujawnił, że Tusk podczas rozmowy z nim w cztery oczy stwierdził, że Polska pozbędzie się złotówki w 2015 r. Propaganda rządowa próbowała potem ten „przeciek” odkręcać, ale ze słabym skutkiem.

Kamienia młyńskiego u szyi w postaci euro  na razie jeszcze nie mamy, ale Tusk zdążył  założyć nam już inny - tzw. plan fiskalny. Polska Komorowskiego i Tuska to nie Czechy Vaclava Klausa, które paktowi, by uchronić swoją niezależność, powiedziały „nie”.

Jaka jest Europa doby planu fiskalnego? Ogromne deficyty finansów publicznych kilku europejskich krajów są nie do utrzymania i grożą popadnięciem w spiralę zadłużenia. Tuskowe wzorce - Irlandia z 13,1 proc. PKB deficytu i Grecja z 9,1 proc. - udowadniają, że unijna kuratela i uruchomienie wielomiliardowych „pakietów ratunkowych” nie pomogły. W Portugalii deficyt wynosi co prawda 4,2 proc. PKB, jednak dług publiczny zwiększył się – uwaga – z 93,3 proc. do 107,8 proc. PKB. Oznacza to, że raczej nigdy nie zostanie spłacony...

Rząd Tuska głosi, że kryzys się nas nie ima. Tymczasem rzeczywistość skrzeczy. Według Eurostatu, znajdujemy się w czołówce najszybciej zadłużających się państw Europy. Ubiegłoroczna dziura w kasie państwa sięgnęła 5,1 proc. PKB, czyli 78 mld złotych. Co prawda jest to o 30 proc. mniej niż rok wcześniej, ale dług publiczny wzrósł z 54,8 proc. do 56,3 proc. i przekroczył drugi próg ostrzegawczy zapisany w ustawie o finansach publicznych.

Ludzie czerpiący wiedzę z rządowych przybudówek medialnych mają jednak mysleć, że rząd to geniusz gospodarczy, finansowy i diabeł wie jeszcze jaki. Nie są więc informowani, że zaledwie kilka dni temu uruchomiona została operacja likwidowania rezerwy finansowej państwa,  by wspomóc europejskich biedaków. Do tego sprowadza się z tzw. pożyczka obiecana Unii przez Tuska. My,  taki św. Mikołaj dla Europy,  jesteśmy  bogaczami, a nasze rezerwy to Fort Knox, czyż nie?
 
W ocenie Janusza Szewczaka, głównego ekonomisty SKOK,  ten szeroki gest rządu jest oględnie mówiąc nieodpowiedzialny. „Według rządzącej nami kasty liberalnych demagogów, Polska jest tak bogatym krajem, jak Szwecja czy Norwegia. Te dwa kraje pożyczyły MFW podobne sumy, co my. Belka zdecydował o pożyczeniu Funduszowi aż 8 procent polskich rezerw walutowych. To ogromna suma - ponad 25 miliardów złotych. W Polsce brakuje na leki na raka, trzeba zamykać szkoły w Polsce, nie ma na zapłacenie za prace na autostradach. Tymczasem okazuje się, że mamy nadmiar kasy i szeroki gest. Postanowiliśmy uszczuplić własne rezerwy, by ratować europejskich bankrutów – Greków, Hiszpanów, Włochów, być może Portugalczyków. Tych krajów nie da się jednak uratować. Takie państwa jak Hiszpania czy Portugalia prędzej czy później podzielą losy Grecji (…). My nie mamy w ogóle zbyt dużo rezerw walutowych. Jeśli prezes Belka uważa, że ma nadmiar pieniędzy, powinien kupować złoto. My mamy jedną z najmniejszych w Europie rezerw w złocie. Szacuje się, że jest ich około 103 ton. Tymczasem pogrążona w kryzysie Portugalia ma 330 ton złota. I my tej Portugalii będziemy teraz pomagać” – podsumowuje Szewczak.

O takich skandalach Polak nie dowie się z tzw. mainstreamu, gdyż propagandowo mogłoby to zaszkodzić rządowi. Ludzie i tak narzekają na drożyznę, paliwo nie tanieje, gdyż jego ceny są wyśrubowane przez akcyzę i inne podatki. Po co więc dolewać oliwy do ognia?  Każdy temat zastępczy będzie lepszy. Co prawda za progiem krach w budownictwie, ale dla rządu na szczęście nadchodzi lato i tylko wypatrywać nowych seriali z setkami utonięć, a co weekend „gorących newsów” z sytuacji na drogach.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook