Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zakąska do wódki się zmieniła…

28.08.2014

Niebywałe, ale 24 sierpnia nie odezwały się triumfalne dzwony, nie było fanfar, próżno było szukać pełnych hołdu programów publicystycznych i czołówek w programach informacyjnych.

Nie było też wystąpień prezydenta i premiera. A przecież to data obowiązkowa dla wszystkich świętujących dwudziestopięciolecie tzw. wolnych wyborów dogadanych w Magdalence i przy okrągłym stole przez władców ludzi czerwonego establishmentu oraz styropianową opozycję, wywodzącą się głównie z dawnych aktywistów partii komunistycznej i zwolenników finlandyzacji Polski ludowej. W tym to dniu Sejm poparł kandydaturę Tadeusza Mazowieckiego na szefa rządu i jak głosi propaganda z Czerskiej i okolic był to „pierwszy niekomunistyczny” gabinet, choć zgodnie z prawdą takowym był dopiero rząd Jana Olszewskiego wyłoniony w wyniku faktycznie wolnych niekontraktowych wyborów parlamentarnych w 1991 roku. Ten Mazowieckiego z brakiem komunizmu miał wspólnego tyle co nic, no chyba że za rasowego antykomunistę uznamy np. generała Czesława Kiszczaka czołowego przedstawiciela „długiego ramienia Moskwy” by użyć sformułowania Sławomira Cenckiewicza, Kiszczak, prawa ręka Jaruzelskiego w stanie wojennym, odpowiadający za zbrodnie tego okresu, był głównym architektem okrągłego stołu i otrzymał tekę wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych, a więc najważniejszego resortu siłowego.

„Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma jednak ona wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu (…). Zasadę walki, która prędzej czy później prowadzi do wyeliminowania przeciwnika, musi zastąpić zasada partnerstwa. Nie przejdziemy inaczej od systemu totalitarnego do demokratycznego. Obywatele muszą mieć, poczucie wolności, bezpieczeństwa i współuczestnictwa" – mówił wówczas Mazowiecki. Ludzie na tę deklarację nie zwrócili raczej uwagi, ale trudno im się dziwić. Większość do przemian podchodziła z entuzjazmem, mieliśmy mieć „własny rząd”, orłu założono koronę. Wałęsa był bohaterem narodowym, a ci którzy na wiecach z jego udziałem skandowali że był „Bolkiem”, współpracownikiem komunistycznej bezpieki, byłi niemalże linczowani przez tłumy. To, że Jaruzelski został prezydentem po tym jak Michnik w „Gazecie Wyborczej” ogłosił hasło: „wasz prezydent, nasz premier”, wytłumaczono koniecznością zmian demokratycznych i pokazywano, że jest to objaw stabilizacji politycznej.

Ludzie zostali oszukani i ta zabawa trwa do dziś. Zmieniają się tylko aktorzy i sceneria. Wtedy dogowor w Magdalence Geremka, Kuronia, Wałęsę i innych z tuzami czerwonego układu zawierano przy wódce z zakąskami, dziś oficjele państwowi dobijają niejawnych targów politycznych i mówią o polskości jako o „murzyńskości” przy wódce z ośmiornicą i innych specjałach.

Oszustwo stało się kamieniem węgielnym Polski pookrągłostołowej. Pamiętam te potępieńcze tony na temat lustracji i dekomunizacji, deklaracje że akta należy zabetonować by nie wyszły nigdy na światło dzienne, a potem zwalczanie Instytutu Pamięci Narodowej przez Wałęsę, Platformę Obywatelską i komunistów. Ale przecież założeniem polityki „pierwszego niekomunistycznego rządu” nie było pokazanie donosicieli SB, tylko niszczenie akt, by ludzie nie dowiedzieli się ilu szpicli było wśród działaczy podziemia. Nigdy nie chodziło o odcięcie się od pępowiny peerelu, tylko o jego przedłużenie w innej symbolice. W rezultacie zamiast rozliczeń mamy wiecznie chorego Kiszczaka, który nie może stawiać się na procesy, esbecy są uniewinniani gdyż ich przestępstwa się przedawniły dzięki amnestii przyjętej przez Sejm kontraktowy z inicjatywy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, a więc Michnika i spółki. Nigdy nie przejęto, poza mało wartościowymi wyjątkami, majątku PZPR, a projekt stosownej ustawy zgłoszony w tamtym sejmie został określony przez naczelnego „Wyborczej” mianem „jaskiniowego antykomunizmu”. I tak dalej, i tak dalej.

Zdania, że „gruba kreska” była dla Polski dobrodziejstwem Mazowiecki nie zmienił do końca swoich dni: „Tego zdania cały czas broniłem, bronię i będę bronił. Było słuszne i mądre. Oferowało Polakom demokrację, wszystkim, nie dzieląc ich na lepszych i gorszych, na partyjnych i bezpartyjnych. Nie wolno było postąpić inaczej. Do PZPR należało wtedy około dwóch milionów osób, a do satelickich ZSL i SD około pół miliona. To z i ich rodzinami stanowiło blisko pięć milionów polskich obywateli. Odtrącić ich? Wykluczyć z przemian? Ten akapit zapowiadał ewolucyjność przemian. A nie rewolucję, która w historii zawsze kończyła się polowaniem na czarownice”.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook