Jedynie prawda jest ciekawa

Wylewanie dziecka z kąpielą

10.05.2017

Czy wszystkie dotychczasowe rekordy Europy zostaną wrzucone do kosza? Chce tego Svein Arne Hansen, prezydent European Athletics, a jego propozycja ma być analizowana w sierpniu podczas posiedzenia Międzynarodowej Federacji Lekkiej Atletyki (IAAF).

Stare rekordy trzeba anulować, gdyż były zdobywane w czasach, gdy kontrole antydopingowe nie były tak skuteczne jak obecnie. Wymazanie najlepszych wyników Starego Kontynentu byłoby też zadośćuczynieniem wobec kibiców, którzy wciąż mają wątpliwości, co do prawidłowości osiąganych rezultatów, a lekka atletyka odzyskałaby w ten sposób wiarygodność. Ta argumentacja nie przekonuje.

Każdy, kto interesuje się sportem, nie zaprzeczy, że doping był stosowany od starożytności, a przemysł dopingowy istniał, istnieje i będzie istniał. W czasach tzw. realnego socjalizmu prym wiodła w nim Niemiecka Republika Demokratyczna, która przebiła nawet naukowców sowieckich. Osiągnięcia sprinterki Marity Koch od razu budziły wątpliwości. A przypadek Heidi Kreger, która zdobyła w 1986 roku złoty medal w pchnięciu kulą na mistrzostwach Europy w Stuttgarcie? Wspomaganie treningu anabolikami, głównie oral turinabolem, doprowadziło do tego, że „wyrosła na mężczyznę”. 

To oczywiście jedynie dwa przykłady z wielu, skutek realizowanego na polecenie władz partyjnych programu 14.25, obejmującego tysiące zawodników. Skala faszerowania sportowców NRD różnego typu anabolikami wyszła na jaw dopiero po zjednoczeniu Niemiec. Można tu dodać jeszcze niesamowite rezultaty osiągane przez Jarmilę Kratochvilovą z Czechosłowacji na 800 metrów, ale lista jest znacznie dłuższa. Tylko czy przypadki „koksowania się” mają wyeliminować osiągnięcia tych, którzy byli czyści podczas bicia rekordów?

Gdyby pomysł prezydenta European Athletics wszedł w życie, rekordów zostaliby pozbawieni Anita Włodarczyk i Usain Bolt. Z list zniknęliby najlepsi nasi lekkoatleci. Ale jeśli już, to dlaczego mamy poprzestać na rekordach Europy? Rozszerzmy tę ideę również na mityngi, takie jak Diamentowa Liga (wcześniej Golden League), na mistrzostwa Europy, mistrzostwa świata i olimpiady, czyli te wszystkie imprezy mistrzowskie, podczas których ustanawia się rekordy. Wszak i tam kontrole nie były takie jak dziś. Uznajmy je wszystkie za niebyłe i wróćmy sport do epoki kamienia łupanego. To oczywiście sarkazm, ale pokazuje niedorzeczność całej propozycji.
„Nagle będziemy musieli notować rekordy Europy, które przy tych najlepszych w historii będą mało wartościowe. 

Zatwierdzanie nowych rekordów miałoby się odbywać według kilku zasad. Między innymi zawody musiałyby się znaleźć na oficjalnej liście federacji kontynentalnych czy światowej. Próbki sportowców po przeprowadzonych badaniach musiałyby zostać zamrożone na dziesięć lat. Wiem, że wcześniej się tego nie stosowało. Wiele dotychczasowych rekordów nie budzi wątpliwości, a zostałyby one wymazane. To wylewanie dziecka z kąpielą. I niebezpieczny precedens, bo za 10-20 lat znowu ktoś mógłby powiedzieć, że te nowe też są podejrzane i należy je wymazać” – ocenia propozycję prezydenta European Athletics Marek Plawgo, jeden z najwybitniejszych polskich lekkoatletów. Mam nadzieję, że zwycięży głos rozsądku.

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook