Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Święto Michnika

31.05.2014

„Niestety z racji mojego wieku sądzę, że nie dożyję już pełnego odrodzenia ducha narodu polskiego. Moja młodość płynęła w zupełnie innych warunkach. Upłynęła na walce z takimi osobami, jak Baumany. Ciężko płaciłem za ich rządy. Sądziłem, że doczekam wielkiego szczęścia i zobaczę wymarzoną Polskę, za którą padali młodzi ludzie, moi koledzy, przyjaciele, moi nauczyciele. Niestety to było marzenie, które się nie ziściło. Być może znajdą się w Polsce ludzie, którzy szczęśliwie doczekają innego czasu.”

Tak opisuje obecną polską rzeczywistość w wywiadzie dla portalu stefczyk.info sędzia Bogusław Nizieński, były Rzecznik Interesu Publicznego, żołnierz AK, Narodowej Organizacji Wojskowej, a po wojnie działacz Wolności i Niezawisłości, najbardziej chyba znienawidzonej obok Narodowych Sił Zbrojnych przez komunistów. Przyczynkiem stał się wyrok sądu we Wrocławiu skazujący na więzienie młodych ludzi protestujących przed rokiem przeciwko wykładowi na tamtejszym uniwersytecie prof. Zygmunta Baumana, dziś jednego z wielu tzw. autorytetów o nienagannym życiorysie. A w rzeczywistości – członka PPR i PZPR, majora Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego zwalczającego podziemie niepodległościowe, o czym mówi wprost uzasadnienie „Wniosku awansowego” z listopada 1950 roku: „przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów”. Oraz, o czym się już nie wspomina, agenta Informacji Wojskowej o pseudonimie „Semjon”.

Gorzkie są słowa byłego Rzecznika Interesu Publicznego, ale prawdziwie. Tak zwana wolna Polska, za którą Nizieński i tysiące innych oddawali życie, płacili więzieniem, czy złamaniem karier, to kraj chory pod względem politycznym, a pod względem gospodarczym – jak podkreśla prof. Witold Kieżun – neokolonia, zgodnie zresztą z definicją Colberta, iż o potędze politycznej państwa decyduje potęga jego gospodarki. Colbert był ministrem gospodarki w rządzie Ludwika XIV, ale nie oznacza to, że jego słowa są nieaktualne. Czy ktoś chce, czy nie, państwo pozbawione własnego przemysłu, własnych banków, czy silnej armii jest po prostu niczym. A jak wyglądają skutki transformacji po 1989 roku wiemy aż za dobrze.

W spadku po okrągłym stole, którego ustalenia wciąż obowiązują, niezależnie od tego które z partii właśnie rządzą krajem, otrzymaliśmy Polskę schizofreniczną. Można by tu długo pisać stosunku do pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, ciągnących się w nieskończoność procesach o grudzień 1970 roku, za stan wojenny i jego zbrodnie, o próbach zniszczenia Instytutu Pamięci Narodowej, czy o braku dekomunizacji i lustracji, co można było zrobić, ale zabrakło woli politycznej. Poprzestańmy na tym, że przestępstwa z lat PRL do dziś nie zostały ukarane, a dla ich sprawców i decydentów nie są powodem do wstydu, a wręcz przeciwnie – nobilitacją, zaś ludzie rzeczywiście walczący z czerwonym systemem są przez państwo odrzuceni, żyją na marginesie i ledwie wiążą koniec z końcem.

Na początku tzw. transformacji często mówiło się, że niegdysiejsi kaci mają się dobrze, pobierają wysokie emerytury nie niepokojeni przez aparat sprawiedliwości wolnej Rzeczpospolitej, a ofiary ich działalności ku chwale Bieruta, Stalina i kolejnych władców Polski ludowej, „cieszą się” emeryturami często na granicy egzystencji biologicznej, a widząc swojego prześladowcę przechodzą na drugą stronę ulicy, gdyż strach przed nim jest ciągle żywy. Minęło dwadzieścia pięć lat i czy coś się zmieniło?

Błędem byłoby założenie, że wszystkiemu winni są komuniści. Przez to ćwierćwiecze rządziła i tzw. prawica spod znaku AWS, czy PiS z własnym prezydentem. Czy za tymi rządami poszły zmiany o surowych konsekwencjach dla ludzi starego systemu? Pomijam tutaj rząd Jana Olszewskiego z lat 1991 – 1992, który od początku skazany był przez prezydenta Lecha Wałęsę i grupy skupione wówczas w Kongresie Liberalno-Demokratycznym i Unii Demokratycznej na przegraną ze względu na swój antyokrągłostołowy charakter, co dokonało się nie tylko jak się powszechnie sądzi w wyniku wykonania uchwały lustracyjnej Sejmu, ale i zablokowania szyfrogramem porozumienia o stworzeniu polsko-rosyjskich spółek handlowych na terenie dawnych baz Armii Czerwonej, które Wałęsa miał zawrzeć w Moskwie.

Adam Michnik stwierdził kilka dni temu programie „Tak jest”, że zmarły gen. Wojciech Jaruzelski zrobił więcej dla wolnej Polski niż pułkownik Ryszard Kukliński, gdyż widział szansę, by wyrwać kraj z komunizmu. Nic to dziwnego, w ustach obrońcy ludzi honoru – bohaterów „Gazety Wyborczej” i okolic. To przecież Michnik w kwietniu 1990 roku sprzeciwiał się nacjonalizacji majątku byłej PZPR, nazywając ją „jaskiniowym antykomunizmem”, a w 1993 roku w sejmie odpowiadając Jarosławowi Kaczyńskiemu, który podkreślał, że „dekomunizacja jest po prostu likwidacją przywileju pewnej grupy”, oświadczył: „Czy pan ma świadomość, że to samo Hitler mówił o Żydach? Że trzeba zlikwidować przywilej pewnej grupy (…) Pieniądze, biznes, adwokaci, lekarze, wolne zawody, media. Tak mówili hitlerowcy. Pan mówi to samo o komunistach. Ja nie mogę tego słuchać w ogóle.”

Przed nami 25. rocznica tzw. odzyskania niepodległości. Co to nie będzie się działo. Zapowiedzią jest już to, że telewizja ma uruchomić specjalny kanał tematyczny poświęcony wyborom czerwcowym, w wyniku których wybrany został sejm kontraktowy, który z założenia magdalenkowego i okrągłostołowego miał za zadanie zablokować wszystkie zmiany niezgodne z „dogoworem” styropianowej lewicy z komunistami. Już wyobrażam sobie, jakie zachwyty zostaną roztoczone nad tymi wszystkimi bohaterami przemian, a więc dawnymi stalinistami, którzy później stali się przeciwnikami totalitaryzmu i zagorzałymi antykomunistami. Mimo że prawda jest taka, że ustrój powszechnej szczęśliwości zbrzydł im dopiero po odstawieniu ich do kąta przez silniejsze frakcje w PZPR, gdy nie było się już pod kogo podwieszać. Stąd wziął się „antykomunista” Bauman”, „antykomunista” Geremek, „antykomunista” Mazowiecki, „antykomunista” Michnik”, „antykomunista” Kuroń, „antykomunista” Modzelewski i inni – w tym tzw. komandosi – których celem nie była żadna tam niepodległość, którą mieli w tzw. głębokim poważaniu, a finlandyzacja Polski jako części Imperium Sowieckiego.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!


Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook