Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Socjalistyczny dobrobyt

30.07.2012

W strefie euro czerwony alarm. Grecja, czy Hiszpania padają jak muchy dzięki dobrodziejstwu wspólnej waluty

...i wspólnego europejskiego domu. Finowie – i nie tylko oni – głośno mówią o powrocie do pieniądza narodowego. W panice przed rozpadem brukselskiego potwora kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji François Hollande apelują o ratowanie strefy euro za wszelką cenę. Tym bardziej, że nie pozostawiają złudzeń i eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ich zdaniem eurozona „w każdej chwili może się rozpaść, a kroki podjęte przez przywódców państw euro nie pomagają”. Analitycy MFW postulują więc przyznanie Europejskiemu Bankowi Centralnemu prawa wypłacania pożyczek zadłużonym państwom, a tym samym uruchomienia środków, np. euroobligacji, które pomogłyby pogrążającej się w zapaści strefie euro. Wówczas, jak poinformował niedawno „The Telegraph”, bank mógłby spełniać rolę „pożyczkodawcy ostatniej szansy", by przerwać eskalację długów państw.

Unia z jej wspólnym pieniądzem miała być gigantem gospodarczym zdolnym dogonić Stany Zjednoczone. Jak było do przewidzenia okazała się kolosem na glinianych nogach, żywiącym się korupcją i bankową lichwą. Gdy kilkanaście lat temu byłem w Grecji i pytałem o to, jak się żyje po wprowadzeniu euro, w odpowiedzi słyszałem same narzekania. Obniżył się poziom życia wskutek kursu wymiany drachma-euro, ceny poszły w górę, pensje w dół. To dopiero był początek i dziś Grecja, której kołem zamachowym gospodarki była zawsze turystyka, jest bankrutem, a politycy chcą powrotu do drachmy, co byłoby równoznaczne z opuszczeniem UE. Zresztą nawet z opublikowanego ostatnio raportu amerykańskiego banku Citi wynika, że do około 90 proc. wzrosło ryzyko, że Grecja opuści strefę euro w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy, choć jeszcze niedawno prawdopodobieństwo takie szacowano na 50-75 proc. A zresztą, czy ktoś chce jeszcze Grecji w Unii? Bruksela zostawiła ją nagą i bosą, jest więc nieprzydatna do niczego. A tonąca w długach Hiszpania, która po wspólnej deklaracji Merkel-Hollande wystąpiła o nową pomoc finansową, w wysokości około 300 miliardów euro ponad przyznane jej 100 miliardów na dokapitalizowanie banków? Jej nadzieje rozwiał szybko niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble, twierdząc że kwoty, które Madryt dostał do tej pory i tak są duże.

Dłużników - potencjalnych bankrutów ciągnących unijny statek na dno - coraz więcej, nikt więc nie chce robić za dobrego wujka, trwającego w eurostrefie. Fińska minister finansów Jutta Urpilainen w wywiadzie dla dziennika "Kauppalehti" powiedziała wprost, że Finlandia „nie będzie trzymać się euro za wszelką cenę. (…) Jesteśmy przygotowani na każdy scenariusz, w tym porzucenie wspólnej unijnej waluty”. Niemal równocześnie fiński rząd poinformował, że zablokuje wykorzystanie funduszu ratunkowego strefy euro EMS do wykupu obligacji zadłużonych krajów eurolandu.

Być może tą drogą, mimo apeli kanclerz Merkel, pójdą i Niemcy, którym marka kojarzy się z silną pozycją ich kraju oraz dobrobytem gospodarczym, no bo jak była własna waluta, to Niemcy były lokomotywą gospodarczą regionu. Znany ekonomista i doradca finansowy Jens Ehrhardt prognozuje w artykule zamieszczonym w dzienniku “Handelsblatt”, iż system euro w obecnym kształcie nie przeżyje: „Jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby wystąpienie Niemiec ze strefy euro. A waluta euro, pozostała w innych krajach, musiałaby zostać mocno zdewaluowana. W takich warunkach gospodarki krajów śródziemnomorskich znów mogłyby stać się konkurencyjne”. Co prawda, według stacji „Deutsche Welle” istnieje niebezpieczeństwo, że po powrocie do narodowej waluty Berlin – wskutek dużego wzrostu wartości marki - mógłby mieć podobne problemy, jakie od trzech lat ma Szwajcaria i jej drogi frank. Jednak skutki wystąpienia Niemiec ze strefy euro, czyli spadek niemieckiego eksportu i przejściowy wzrost bezrobocia - byłyby dla Niemiec i tak mniej bolesne niż wieloletnie wspieranie samej Grecji, czy Hiszpanii.

Czy to co dzieje się w UE nie przypomina nam Związku Sowieckiego w okresie jego agonii? Pewnie że tak, ale Unia i Sowiety to przecież, jak zauważył Władimir Bukowski, dwie odsłony tego samego tworu totalitarnego. „W jaki sposób Związek Radziecki był rządzony? Był rządzony przez piętnastu, przez nikogo nie wybranych ludzi, którzy przed nikim nie odpowiadali i przez nikogo nie mogli zostać zwolnieni. W jaki sposób rządzona jest Unia Europejska? Przez 25 ludzi, których nikt nie wybrał, którzy przed nikim nie odpowiadają i którzy przez nikogo nie mogą zostać zwolnieni.” - mówił Bukowski podczas Konferencji Eurosceptycznej 11 kwietnia 2003 roku w auli Akademii Świętokrzyskiej w Piotrkowie Trybunalskim.

„Czym był Związek Sowiecki? Związek Sowiecki był związkiem socjalistycznych republik. A czym jest Unia Europejska od momentu swojego powstania w 1992 roku? Unią socjalistycznych republik” – podkreślał.
Uderzające trafnością spostrzeżeń wystąpienie rosyjskiego dysydenta zostało wtedy, rzecz jasna, jako niepoprawne politycznie przez media przemilczane.

„Wiemy jak doszło do upadku Związku Sowieckiego, możemy się więc domyślać, jak dojdzie do upadku Unii Europejskiej. My już żyliśmy w tej przyszłości i wiemy jaka ona będzie. Po pierwsze wiemy więc, że efekty istnienia Unii Europejskiej będą dokładnie przeciwne tym obietnicom, które tam są teraz składane. W systemie sowieckim obiecywano nam, że jest on szczęśliwą rodziną narodów, a skończyliśmy nienawiściami między narodami, które niemal doprowadziły do wybuchu. I to samo będziemy mieli w Unii Europejskiej. Obecnie nie ma wrogości pomiędzy narodami europejskimi, ale na koniec eksperymentu europejskiego ta nienawiść będzie. Dzisiaj obiecuje się nam, że przyszłość ekonomiczna krajów europejskich będzie świetlana i będziemy mogli konkurować ze Stanami Zjednoczonymi. Dokładnie to samo obiecywali swym obywatelom przywódcy sowieccy. Ale efekty tych obietnic były łatwe do przewidzenia. Biurokracja, przeregulowanie oraz zmniejszanie możliwości współzawodnictwa doprowadzą do stagnacji i w końcu do recesji. I oczywiście możemy przewidzieć, że Unia Europejska skończy tak jak Związek Sowiecki, czyli po prostu się rozpadnie. I podobnie, jak to miało miejsce w przypadku ZSRS, bałagan po rozpadzie będzie tak potężny, że potrzeba będzie wielu generacji, by doprowadzić sprawy do porządku” – charakteryzował Bukowski na wspomnianej konferencji podobieństwa gospodarki UE do sowieckiej gospodarki planowej, która skończyła tak jak skończyła.

Od tamtego wystąpienia minęło dziewięć lat, które trafność tez Władimira Bukowskiego tylko potwierdziły. Polakom zaszczepiono euroentuzjazm, ściśle według wzorców propagandy sowieckiej, odbierając prawo głosu inaczej myślącym. Pamiętamy te szampany, sondaże, zachwyty nad tym ile da nam Unia i dlaczego jak najszybciej trzeba wejść do euro. Totalne pranie mózgów uprawiane przez mainstreamowe media i polityków.

Przypominam to nie bez powodu. 27 lipca CBOS przedstawił wyniki badań, z których wynika, że dwie trzecie badanych jest przeciwnych przyjęciu przez Polskę waluty euro, a jej wprowadzenie popiera co czwarty ankietowany. Dodatkowo, co trzeci Polak spodziewa się, że w najbliższych latach strefa euro skurczy się bądź rozpadnie. Więcej, w ciągu ostatniego półrocza odsetek przeciwników przyjęcia wspólnej waluty zwiększył się o 8 pkt proc. - do 68 proc. i jest najwyższy z dotychczasowych. Powiększył się także do 14 proc. odsetek przeciwników naszej obecności w UE, co oznacza, że poparcie dla przynależności Polski do Wspólnoty jest obecnie najniższe od siedmiu lat. Co więcej, o ile trzy lata temu prawie połowa Polaków skłaniała się do przekonania, że Europa powinna się coraz bardziej jednoczyć, o tyle obecnie pogląd ten podziela niespełna dwie piąte - 38 proc. badanych. Przybyło natomiast osób przychylających się do opinii, że integracja zaszła już za daleko (odsetek tych osób wzrósł z 21 proc. do 27 proc.).

Czy można się dziwić, że w mediach o tym raporcie ani widu, ani słychu? Gdyby wyniki były odwrotne mielibyśmy czołówki we wszystkich gazetach, rozgłośniach i stacjach. A że jak widać Polacy idą po rozum do głowy, no to nie można tego nagłaśniać i temat trzeba przykryć. Na zatrucia grzybami jest jeszcze za wcześnie, ale pojawiła się afera taśmowa z PSL w roli głównej i sondaż zamieciono pod dywan. Wszak ma być kolorowo i radośnie. Tak jak na Titanicu.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook