Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Skandal z Nangar Khel

21.03.2015

Ta sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu. Ale trafiła i Okręgowy Sąd Wojskowy w Warszawie uznał w kolejnym już procesie, że ostrzelanie z moździerzy wioski Nangar Khel przez żołnierzy Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie 16 sierpnia 2007 roku to nie zbrodnia wojenna, a taki był zarzut, lecz źle wykonany rozkaz. Co będzie dalej – nie wiadomo, bo ma być apelacja.

Najpierw najważniejsze fakty, których się najczęściej nie przypomina. Tego dnia rozpoznanie lotnicze dronami wykazało zwiększoną aktywność talibów w rejonie Nangar Khel. Potem w okolicy wioski zostali ostrzelani z broni maszynowej Amerykanie, którzy odpowiedzieli ogniem i wycofali się nie mając odpowiedniego uzbrojenia. Następny patrol, też amerykański, dysponujący moździerzem i wyrzutniami AT-4, wpadł na minę.

Ponieważ to zaczynało już przypominać zorganizowaną przez przeciwnika akcję wysłano patrol polski z ciężkim moździerzem 98 mm. Nakazano mu ostrzelać wzniesienia górujące nad wioską, ale sprzęt zawiódł, więc wysłano kolejny nasz patrol.

Gdy dowódca bazy, mając jednoznaczne instrukcje amerykańskie potwierdził rozkaz, na wzgórza wokół wioski, na których często ukrywali się talibowie, wystrzelono 24 granaty moździerzowe, z których trzy lub cztery pierwsze spadły na wioskę. Wina sprzętu, który jest nieprecyzyjny. Później poprawiono nastawy i reszta wybuchła na wzgórzach. Podczas ostrzału w wiosce zginęło sześć osób, a trzy zostały ranne.

W kraju wytoczono najcięższe działa. Aleksander Szczygło, minister obrony narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a potem m.in. szef BBN, myśląc że nie jest już nagrywany podczas udzielania telewizyjnego wywiadu, członków plutonu nazwał wręcz w lutym 2008 roku, „bandą durniów strzelających do cywili”.

Później przeprosił, twierdząc że zachował się zbyt emocjonalnie, ale słowa w eter poszły. Prokuratura, obok oskarżenia o ostrzelanie niebronionego obiektu, postawiła zarzuty dokonania zbrodni wojennej zabicia cywilów siedmiu żołnierzom: dowódcy zgrupowania, który miał wydać rozkaz, podporucznikowi - dowódcy patrolu oraz pięciu podległym mu żołnierzom: chorążemu, plutonowemu i trzem szeregowym.

Dla porządku dodam jedynie, że w pierwszym procesie w 2011 roku Wojskowy Sąd Okręgowy uniewinnił oskarżonych, po apelacji prokuratury do Sądu Najwyższego, ten utrzymał uniewinnienie trzech żołnierzy, a sprawę pozostałych czterech zwrócił WSO. Teraz otrzymali oni kary od dwóch lat do sześciu miesięcy w zawieszeniu, gdyż sąd orzekł, że „nie ma przekonującego dowodu, że doszło do popełnienia zbrodni wojennej przez oskarżonych – co nie oznacza, że nie popełnili oni przestępstwa”.

Sądy sądami, ale sprawiedliwość jest po stronie żołnierzy, których misją jest walka i zwalczanie przeciwnika, a najważniejszy jest rozkaz. Więc dla mnie fakt, że w ogóle sprawa trafiła na wokandę to skandal, wynikający z poprawności politycznej. Nasi żołnierze nie pojechali do Afganistanu na wycieczkę turystyczną, tylko na wojnę. I to wojnę szczególną, bo partyzancką. Talibowie nie noszą mundurów, po których można ich rozpoznać.

Więc cywile niekoniecznie muszą być cywilami, dzieci często potrafią doskonale strzelać z kałasznikowów, a wioski niekoniecznie muszą być oazami spokoju tylko bazami partyzanckimi.


Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook