Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Rugi katastralne

21.06.2012

Okazuje się, że państwo polskie nie ma pieniędzy np. na pomoc społeczną, ale jako państwo opresyjne, zawczasu szykuje się, by wprowadzić nową daninę.

Niedawno trafiłem do jednej z komórek Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Już miałem wchodzić, gdy uważnie przeczytałem tabliczkę. A tam: „Urząd Miasta Stołecznego Warszawy. Biuro Geodezji i Katastru”.

Zaraz, zaraz. Jakiego katastru? Przecież kataster w Polsce nie obowiązuje!

Po powrocie do domu usiadłem od razu do laptopa. Chwila poszukiwań i jest! Okazuje się, że państwo polskie nie ma pieniędzy np. na pomoc społeczną, ale jako typowe państwo opresyjne, zawczasu już szykuje się, by wprowadzić nową daninę, która wielu uczyni żebrakami bez własności.

W maju, a więc dokument jest świeży jak – nie przymierzając „chrupiące bułeczki” ministra Krasińskiego z lat 80. - Ministerstwo Rozwoju Regionalnego przygotowało projekt pod szumną nazwą: „Założenia krajowej polityki miejskiej do roku 2020”.

Oczywiście, zmiany mają być przeprowadzone „by żyło się lepiej. Wszystkim”. Rząd chce więc naprawiać suburbanizację, a więc proces wyludniania się centrum miasta i rozwoju strefy podmiejskiej. Suburbanizacja jest zjawiskiem społecznie pozytywnym, ponieważ przynosi rozwój infrastruktury, czyli np. sklepów, punktów usługowych, małych kafejek, restauracji, czy lokalnej komunikacji. Tworzą się więc w miarę samowystarczalne miasta-sypialnie, takie jak np. Otwock, czy Milanówek, z których ludzie dojeżdżają do pracy w mieście, nie są skazani na robienie zakupów w koszmarnych galeriach handlowych, a na pizzę, czy piwo mogą pójść do pobliskiej pizzerii, czy pubu.

Żeby nie było nieporozumień, do ideału jest jeszcze bardzo daleko. Jeden z moich znajomych mieszka w małym miasteczku w Bawarii, jakieś czterdzieści kilometrów od Monachium. Dojazd do pracy nie zabiera mu, jak to często jest w Warszawie ponad godzinę w korkach. Niemcy, co prawda, ponoć przegrali wojnę, ale autostrad u nich w bród. Wraca po południu do domu, ma do wyboru małe sklepiki, oraz restauracje, w tym: grecką (ze znakomitymi musaką i horiatiki!), włoską (specjalność zakładu - lasagnie) i niemiecką. Oprócz tego sportheim, w którym spotyka się ze znajomymi i gra w piłkę. Czyli żyje tak jak powinien żyć człowiek w XXI wieku.

Rząd Tuska, co można przeczytać i obejrzeć w mediach głównego nurtu, też robi wszystko dla ludzi. Jest więc za suburbanizacją, chce ją tylko „zrównoważyć” oraz „przeciwdziałać” jej „negatywnym zjawiskom”. Nie pozostawia niedomówień: „Cel ten dotyczy wszystkich typów ośrodków miejskich zarówno miast wojewódzkich, jak i regionalnych, subregionalnych oraz lokalnych. W ramach tego celu realizowane będą działania związane z adaptacją i tworzeniem efektywnej struktury przestrzennej miast dostosowanej do potrzeb jej użytkowników, która łączy wzrost gospodarczy z potrzebą ochrony środowiska. Ważnymi kierunkami działań będą zatem: przywrócenie ładu przestrzennego na obszarach zurbanizowanych oraz opanowanie negatywnych skutków niekontrolowanej suburbanizacji i hamowanie rozprzestrzeniania się zabudowy na tereny podmiejskie oraz podejmowanie działań służących intensyfikacji wykorzystania terenów zurbanizowanych, co przyczyni się m.in. do ograniczania zużycia energii elektrycznej oraz zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych.” - czytamy w dokumencie.

Czy to oznacza, że Platforma Obywatelska wespół z wiernym sojusznikiem - Polskim Stronnictwem Ludowym - chce przeznaczyć jakieś pieniądze na rozwój społeczności lokalnych. Ależ gdzież tam, od nich przywódcy „zielonej wyspy” już dawno umyli ręce, skutkiem czego np. szkoły finansowane przez samorządy zamykają drzwi na kłódkę.

„Przeciwdziałanie negatywnym zjawiskom” ma się odbyć poprzez nałożenie podatku katastralnego, czyli jak to jest sprecyzowane na stronie 20 projektu: „zreformowanie systemu podatku od nieruchomości (np. poprzez wprowadzenie podatku od wartości nieruchomości ad walorem lub podatku zależnego pośrednio od wartości nieruchomości poprzez wprowadzenie strefowania maksymalnych stawek podatku, np. w zależności od PKB podregionu NTS-3, wielkości i funkcji miejscowości; wprowadzenie większych stawek podatku od gruntów miejskich nieużytkowanych etc.)”.

Ów, nic nie mówiący większości, podatek od wartości nieruchomości, to właśnie podatek katastralny, co oznacza, że właściciele nieruchomości będą opodatkowani co najmniej podwójnie. Płacą już przecież podatek gruntowy, za sam fakt posiadania domu i działki, bądź samego gruntu. To oczywiście tylko jednak z odsłon państwa opresyjnego, niszczącego ludzi absurdalnymi przepisami i coraz większymi daninami.

Kasa państwa jest pusta, więc wartości nieruchomości – nie tylko działek, ale także np. mieszkań własnościowych - zostaną tak przeszacowane, by państwo zabrało jak najwięcej podatku.

Nie wiadomo ile Tusk wyrwie tu z naszych kieszeni. Niezależnie jednak, czy będzie to pół procenta, procent, czy dwa procent rocznie od wartości, oznaczać to będzie w wielu przypadkach rugi katastralne. Proszę sobie po prostu obliczyć daninę w wysokości 0,5 procent od mieszkania własnościowego wartego np. 200 tysięcy, czy działki z domem o wartości 1 600 000 złotych, którą będą musieli płacić właściciele zarabiający średnią krajową. W styczniu Główny Urząd Statystyczny wyceniał ją na około cztery tysiące złotych, ale w rzeczywistości zarobki w Polsce są o wiele niższe. Czym więc skończy się kataster? Na wsiach powstaną latyfundia, upadną małe gospodarstwa rodzinne. W miastach ludzie będą się wyzbywać własności, niektórzy pójdą pod most... W Anglii kilkanaście lat temu, gdy wprowadzano opresyjne podatki, sprawa skończyła się zamieszkami ulicznymi, w Grecji pamiętam boje studentów z policją, gdy rząd cofnął im ulgi komunikacyjne. Na Placu Omonii płonęły opony, w ruch poszły butelki z benzyną.

A co robi nadwiślański leming? Leming nic nie widzi, ale kto ma mu powiedzieć prawdę? Opozycja, która opozycją tak naprawdę nie jest? „Solidarność”, która sprawę emerytur oddała walkowerem? Trzeba być naiwnym i nie znać mechanizmów podejmowania decyzji politycznych, by sądzić, że odwoływanie się do prezydenta Komorowskiego, czy Trybunału Konstytucyjnego coś da. Tu potrzebny jest front protestu społecznego i wielotysięczne demonstracje, pokojowe, ale z uwagi już na samą swoją liczebność będące demonstracją siły. Jak naśladować Orbana, to naśladować, a nie uprawiać czczą propagandę.

Ale, że nie jesteśmy na Węgrzech to Tuskowe „przeciwdziałanie negatywnym skutkom suburbanizacji” będzie bezkarne. Tym bardziej, że im większa opresyjność, tym większe nagrody z Unii. Właśnie Bank Światowy zatwierdził 750 mln euro pożyczki, pierwszej z dwóch, których celem jest wzmocnienie polskich finansów publicznych. Peter Harrold, dyrektor BŚ na Europę centralną i kraje bałtyckie uzasadnił tę łaskawość Brukseli uznaniem dla rządu w Warszawie za reformę systemu emerytalnego.

Pożyczka ma ponoć przynieść pieniądze na „socjal” i podnieść poziom życia. To się nazywa dopiero wciskanie propagandowego kitu. Takiego jak ten o „zielonej wyspie”, choć należy zapalać już czerwoną latarnię, gdyż mimo prawie trzyprocentowego wzrostu gospodarczego pod względem zamożności, liczonej jako PKB na głowę mieszkańca, z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, w 2012 r. nadal będziemy na piątym miejscu od końca i dopiero za 6,5 roku prześcigniemy Portugalię, a rok później Grecję. A więc kraje w kryzysie, którego u nas przecież nie ma!

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook