Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Policzek dla pionka

30.05.2012

Słowa prezydenta USA Baracka Obamy o „polskim obozie śmierci” to po prostu policzek wymierzony nam, Polakom.

Słowa prezydenta USA Baracka Obamy o „polskim obozie śmierci” wypowiedziane podczas uroczystości pośmiertnego przyznania Medalu Wolności Janowi Karskiemu nie są żadną gafą, czy niezręcznością, jak uważają niektórzy polscy dziennikarze, politycy oraz Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA Jimmy'ego Cartera. Jest to po prostu policzek wymierzony nam, Polakom. I nie można tu mówić o przypadku, po pierwsze dlatego, że Obama jest absolwentem Harvarda, posiada więc odpowiednią wiedzę, a po drugie każde przygotowanie dla niego przemówienie sprawdza zawsze co do przysłowiowego przecinka.

Jan Karski, czyli Jan Kozielewski, długo czekał na docenienie go przez władze amerykańskie. Zmarł w 2000 r., Medal Wolności otrzymał dwanaście lat po śmierci i trudno nie odnieść wrażenia, że wyróżnienie najwyższym cywilnym odznaczeniem USA ma bardziej wymiar wyborczy, a więc polityczny, niż uznania jego zasług dla ujawnienia zbrodni niemieckich (niemieckich, a nie żadnych tam bezosobowych nazistowskich, czy hitlerowskich) na ludności żydowskiej.

Raport Karskiego, przedstawiony w lipcu 1943 r. amerykańskiemu prezydentowi Franklinowi Delano Rooseveltowi, spotkał się z całkowitą obojętnością gospodarza Białego Domu z Partii Demokratycznej, który – by dopowiedzieć sprawę do końca - sprzeciwił się wcześniej uchyleniu decyzji Departamentu Stanu o ograniczeniu imigracji do USA ocalałych od zagłady uchodźców żydowskich. Nie reagowały także m.in. środowiska żydowskie w USA, które po wojnie oskarżały nas o „antysemityzm” i czynią to nadal, wysuwając np. żądania zwrotu mienia pozostawionego w przedwojennej Polsce.

Nie dziwią więc słowa Baracka Obamy obrażające Polaków, a wybielające Niemców. Tym bardziej, że przyjaźń sojuszniczą i szacunek dla prawdy historycznej ze strony przyjaciół zza Oceanu poznaliśmy na własnej skórze w ostatnim sześćdziesięcioleciu kilkakrotnie. Podczas drugiej wojny światowej zostaliśmy bez mrugnięcia okiem sprzedani „wujaszkowi Joe” Stalinowi na kolejnych konferencjach alianckich. Po wojnie Amerykanie zamiatali pod dywan sprawę sowieckiego ludobójstwa dokonanego na polskich oficerach przez Sowietów w 1940 r. w Katyniu. Tzw. raport Maddena komisji Kongresu z grudnia 1952 r., postulujący powołanie międzynarodowej komisji mającej zbadać tę zbrodnię, nie doczekał się nigdy realizacji ze strony prezydenta Harry'ego Trumana, czy jego następcy Dwighta Eisenhowera. Pierwszy był demokratą, drugi przedstawicielem Partii Republikańskiej – bez znaczenia. A jeżeli, by pozostać przy ostatnich latach, przypomnimy sobie zgodę Obamy na oddanie Polski w strefę wpływów Rosji i – by określić to łagodnie – dwuznaczną postawę administracji waszyngtońskiej w sprawie tragedii10 kwietnia, to jesteśmy w domu. Obecna Polska nie jest krajem rozgrywającym w geopolityce, a krajem rozgrywanym. Stąd bierze się skrajne lekceważenie dla prawdy historycznej, stąd te wszystkie oskarżenia o pomoc Niemcom w holokauście, mimo że to Polacy mają najwięcej drzewek w Alei Sprawiedliwych w Yad Vashem, honorujących osoby ratujące Żydów podczas wojny. Na Zachodzie traktuje się nas jak ludzi, którzy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, jedynym powstaniem w okupowanej Warszawie, jest powstanie w getcie, zaś powstanie warszawskie albo jest z nim mylone albo bagatelizowane. Podobnie z tzw. pogromem kieleckim z lipca 1946 r., który nadal funkcjonuje jako koronny przykład „polskiego antysemityzmu”, mimo że w rzeczywistości był prowokacją NKWD i UB, co wykazał m.in. Krzysztof Kąkolewski w „Umarłym cmentarzu”.

Nie byłoby tego jednak, gdyby Warszawa po 1989 r. zdecydowanie reagowała na oskarżenia. Ale o czym my mówimy, jeśli jeden z głównych reprezentantów „salonu”, mentor Radosława Sikorskiego, jeszcze niedawno twierdził, że w okupowanej Warszawie Żydzi bardziej bali się Polaków niż Niemców.

Skandal w wykonaniu Baracka Obamy nie ma precedensu w najnowszej historii stosunków polsko-amerykańskich. Cieszy więc szybka reakcja środowisk polonijnych, w tym Fundacji Kościuszkowskiej. Polonia, oprócz listów protestacyjnych, może zresztą zrobić jeszcze jedno – pokazać demokratom czerwoną kartkę w wyborach prezydenckich, tym bardziej że obecny prezydent jest senatorem ze stanu Illinois. A Illinois to największe w USA skupisko Polaków – Chicago. Z tego co wiem pojawił się pomysł, by kandydat republikanów na prezydenta otrzymał dokumentację dotyczącą sprawy „polskich obozów śmierci” i sprawę wypowiedzi Obamy wykorzystał w kampanii wyborczej. Pomysł cenny, ale inną rzeczą jest stosunek do Polaków po wyborach. Jak wiadomo kampanie polityczne rządzą się własnymi prawami z „shaking hands” z gośćmi z Warszawy i uśmiechami do kamer. Po wygranej o polityce decydują już nie wyborcy, a lobbies sprawujące polityczny rząd dusz i podejmujące realne decyzje.

W sprawie „polskich obozów” głos zabrał rzecznik Narodowej Rady Bezpieczeństwa, Tommy Vietor i wyraził ubolewanie. Podobnie rzeczniczka Białego Domu, Caitlin M. Hayden. Polscy politycy, niezależnie od barw politycznych domagają się przeprosin bezpośrednio od Obamy. Zapewne się nie doczekają,a nawet gdyby, to nie zmienia to faktu, że Polska jest pionkiem na szachownicy, który jest traktowany z lekceważeniem.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook