Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Platformo! Jak rzyć?”

30.06.2013

No to już wiadomo, dlaczego miejsce partyjnych obrad – hala „Kapelusz” – zamieniło się w twierdzę, otoczoną płotem i chronioną przez policję i armatki wodne.

„Spotkaliśmy się na Śląsku, aby być obecnym wtedy, kiedy ci, dla których Śląsk był ukrytą opcją niemiecką, nie próbowali zawrócić ludziom w głowach. Nie odwracamy się z obrzydzeniem, że ludzie różnią się od siebie. Tylko w różnorodności wspieranej patriotyzmem jest źródło polskiej siły. Tu mamy Ślązaków, Zagłębiaków, jest Częstochowa, Bielsko-Biała , jest ziemia mikołowska.
Pierwszy mecz, jaki widziałem w telewizji, to Dynamo Kijów z Górnikiem Zabrze w 1967 roku. Gdańsk, gdzie się wychowałem, był twierdzą Górnika Zabrze. Dzisiaj z pamięci mogę wymienić cały skład Górnika Zabrze. I to nie jest sztuczka przygotowana na dzisiejsze spotkanie.” – mówił ze znawstwem premier Donald Tusk na konwencji PO w Chorzowie.

No to już wiadomo, dlaczego miejsce partyjnych obrad – hala „Kapelusz” – zamieniło się w twierdzę, otoczoną płotem i chronioną przez policję i armatki wodne. Delegaci zostali już nie tylko gościnnie przyjęci przez związkowców m.in. z „Solidarności” ze specjalnie powstałego „Miasteczka Wkurzonych” zupą szczawiową i kompotem z mirabelek i koszulkami z napisem „Platformo! Jak rzyć?”. Oliwy do ognia dolał jeszcze sam premier, który jest tak wielkim znawcą futbolu a nie wie, że wychwalanie zabrzańskiego Górnika w twierdzy Ruchu to tzw. ostatnie słowo do draki. Jak się tak lubi „haratanie w gałę”, to wypadałoby jeszcze wiedzieć, iż derby Górnik-Ruch są nazywane „świętą wojną” a pomiędzy kibicami tych drużyn dochodzi do ostrych zadym, tak jak np. w 2009 roku. PO do pełni szczęścia brakowało więc tylko desantu kibiców z Chorzowa i haseł, których nawet wymieniał nie będę.

Premier chciał się spodobać, a wyszło mu z tym Górnikiem jak specjaliście od popełniania gaf prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu. Co innego „przekazy dnia” z samej konwencji. Mimo że „wódz jest jeden”, jak mówi Schetyna, to wodza można krytykować, a nawet wystartować przeciwko niemu w wyborach. Sam co prawda z tego pomysłu zrezygnował, gdyż jak mówił „Platformie Obywatelskiej nie jest potrzebna wojna domowa”, ale już Jarosław Gowin skrytykował swój niedawny rząd i zapowiedział w Chorzowie, że będzie kandydował na przewodniczącego partii, bo chce, by PO wróciła do korzeni, a w ogóle to potrzebuje tego Polska. Deklaracja Gowina nie była zaskoczeniem, zielone światło premier Tusk dał mu już wcześniej mówiąc, że kamień spadł mu z serca i że bardzo się cieszy, że ma konkurenta.

Patrzcie państwo, jaka to Platforma Obywatelska jest demokratyczna, jak można w niej dyskutować, spierać się i tak dalej. Nie ma nic wspólnego z partią typu wodzowskiego, jak nie przymierzając opozycja, gdzie prezes nie miał nawet kontrkandydata w wyborach na szefa partii. Tę tolerancję Donalda Tuska, i nie chodziło już tu nawet o taki kaliber jak konkurencja wewnątrzpartyjna, tylko o wyraziste osobowości i własne zdanie, przetestowali na własnej skórze m.in. Jan Rokita i Zyta Gilowska. Bez dwóch zdań, demokratyczny Donald Tusk w trzymaniu działaczy za... już mniejsza z tym za - co nie ma konkurencji.

Ciekawa więc jakby nie patrzeć jest sprawa z tym Gowinem. Do czegoś musi być Tuskowi potrzebny, inaczej by go dawno pod jakimś pretekstem z partii wycięto. Dawno podzieliłby los np. Piskorskiego, który „szkodził wizerunkowi partii”, mimo że te jego lasy to było nic w porównaniu z harcami na cmentarzu „Zbycha”, „Mira” i „Grzecha”. Albo zostałby skłoniony do odejścia z PO jak kiedyś Zyta Gilowska oskarżeniami o „nepotyzm”, albo też byłby zmarginalizowany jak Jan Rokita, który poparł kandydaturę Ryszarda Terleckiego z PiS na prezydenta Krakowa i jeszcze parę razy bez konsultacji z władzami partii zamiast „przekazów dnia” wygłosił własne zdanie. Wszystkie przypadki tych partyjnych dysydentów łączy jedno – w ten lub inny sposób wyszli przed szereg, a tego tolerancyjny premier Tusk w swojej różnorodnej i otwartej partii nie znosi. Więc z Jarosławem Gowinem jest pewnie tak, że stoi na czele koncesjonowanej, konstruktywnej, konserwatywnej opozycji w partii, której koncesji udzielił sam premier Tusk. Tak więc Przemysław Wipler - o ile oczywiście wiązał faktycznie nadzieje z tworzeniem czegoś nowego na bazie kapitału popularności byłego ministra sprawiedliwości - się tylko niepotrzebnie pośpieszył i przeliczył.

Jakby więc nie patrzeć związkowcy właściwie przyjęli pana premiera i PO. Należało się za całokształt, za tę hipokryzję również.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook