Jedynie prawda jest ciekawa

Majdanu u nas nie będzie

13.12.2013

Wtedy, rankiem 13 grudnia, do naszego mieszkania zastukała mieszkająca po sąsiedzku ciocia. Poprosiła byśmy sprawdzili czy u nas wszystko w porządku z telewizorem, bo u niej nic nie ma a ekran śnieży.

Włączyłem mojego junosta i – jak to się później mówiło – zamiast „Teleranka” zobaczyłem marsowego generała Jaruzelskiego informującego o wprowadzeniu stanu wojennego. 

To samo w radiu. A potem to już było tak jak pewnie u sporej części nastolatków tamtego czasu. Oporniki w klapie, milczące przerwy w szkole dla upamiętnienia ofiar Jaruzelskiego i Kiszczaka, orzełki z koroną, mniejsze lub większe kontakty z tą czy inną grupą podziemia, nasłuch zachodnich rozgłośni.

I to jest jakby lepsza część wspomnień. Co innego pamięć o tragedii górników z kopalni „Wujek” i „Manifest Lipcowy”, zamordowaniu Bogdana Włosika, Emila Barchańskiego, Grzegorza Przemyka, czy patriotycznych księży. Nie można też zapominać o „ścieżkach zdrowia” w ośrodkach internowania, piekle, jakie podczas przesłuchań  przechodzili drukarze, czy kolporterzy podziemnej prasy oraz o osobach, które zmarły w pierwszych dniach zamachu stanu bo były wyłączone telefony i nie mogły przyjechać karetki pogotowia. Tyle, że ci ludzie nie mieli głośnych nazwisk jak Wałęsa, nie byli z odpowiedniej opcji jak Michnik, więc o nich nie upominała się żadna z nadających po polsku zachodnich rozgłośni radiowych.

W każdą rocznicę 13 grudnia myślę właśnie o tych, dla których stan wojenny oznaczał chorobę, śmierć, czy bilet w jedną stronę z Polski. I myślę też o tych wszystkich renegatach ze świecznika opozycji, na czele z Lechem Wałęsą czyli „Bolkiem”, którzy zdradzili ideę prawdziwej, sierpniowej,„Solidarności”, kupcząc jej ideałami i dogadując się z komuną przy okrągłym stole.

A jak trwała to jest tendencja to wystarczy wczytać się w przesłanie prezydenta Bronisława Komorowskiego z 11 grudnia dotyczące rocznicy stanu wojennego, który radzi, by „spojrzeć na dzień 13 grudnia nie tylko przez pryzmat naszej pamięci o bardzo bolesnym okresie, bolesnych wydarzeniach. (...) Warto spojrzeć z punktu widzenia tego, co udało się od tego czasu Polsce, Polakom i nam wszystkim osiągnąć.” 13 grudnia był „jakimś punktem startu, z bardzo mrocznego etapu historii Polski do coraz lepszych [czasów], do przełamania systemu komunistycznego w 1989 roku, do drogi Polski przez całe 25 lat wolności i niepodległości”.

„Dobrze zasłużyli się ojczyźnie” - możnaby spuentować słowa prezydenta, tylko że nie dotyczą one  np. nieżyjącej już Anny Walentynowicz, Krzysztofa Wyszkowskiego, czy Andrzeja Gwiazdy, ale komunistycznych watażków i solidarnościowych odszczepieńców. Generał Dąbrowski prowadził nas z ziemi włoskiej do Polski, a generał Jaruzelski z „bardzo mrocznego etapu” ku świetlanej przyszłości. Żaden więc z niego dyktator, ale patriota. Tym bardziej, że jak ujawnił kilka lat temu w „Kropce nad i”, przed wprowadzeniem stanu wojennego był bliski samobójstwa w przypadku interwencji sowieckiej: „Miałem pistolet pod ręką. Kilka razy sięgałem po niego przed wprowadzeniem u wojennego”. Bajka dla ciemnego ludu, bo żadnej interwencji zza wschodniej granicy nigdy miało nie być, a generalissimus za udaną pacyfikację narodu został nagrodzony przez Sowietów na Kremlu jako jedyny z Polaków platynowo-złotym Orderem Lenina. I to co w normalnym państwie byłoby potwierdzeniem renegactwa i powodem do zdegradowania, w Polsce niezdekomunizowanej jest przepustką na salony Pałacu Namiestnikowskiego przy Krakowskim Przedmieściu. A prezydentowi Komorowskiemu, walczącemu ponoć całe życie z komunizmem, nie przeszkadza fakt, że Jaruzelski był tajnym współpracownik stalinowskiej Informacji Wojskowej o pseudonimie „Wolski”, a po wojnie likwidował tzw. bandy, czyli partyzantkę antykomunistyczną. 

Jak mówi Andrzej Gwiazda: „Jaruzelski jest symbolem kontynuacji bezprawia PRL w III RP. Najlepszym tego wyrazem jest to, że stan wojenny wprowadzono łamiąc tamtejsze prawo, konstytucję Polskiej Republiki Ludowej. Było wiadomo już 13 grudnia 1981 r. że Jaruzelski jest przestępcą w świetle ich prawa. By go ukarać nie trzeba było szukać wykrętów i tłumaczeń, bo złamał ich prawo. Czyli jest przestępcą. Natomiast III RP, która rzekomo odzyskała niepodległość, potrzebowała ponad 20 lat by ten fakt złamania prawa przez wprowadzenie stanu wojennego potwierdzić. Włos z głowy jednak Jaruzelskiemu nie spadł, tytułu wojskowego i sutej emerytury nie stracił. Dziś Jaruzelski jako pierwszy prezydent III RP jest pod ochroną. Do dzisiaj nie potrafiliśmy wyjść na ulicę i zaprotestować i obawiam się, że u nas Majdanu nie będzie.”
Ciekaw jetem, ile jeszcze wody za kołnierz musi się nam nalać, byśmy już nie tyle porwali się na drugi Majdan, czy drugi Budapeszt, ale chociaż potrafili zrobić użytek z kartki wyborczej.
Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook