Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Love story z bitwą w tle

16.08.2015

Od twórcy genialnego „Potopu” otrzymaliśmy obraz kompletnie nieudany. A ogromne pieniądze zostały po prostu wyrzucone w błoto.

Jakoś tak się stało, że nie miałem dotąd okazji obejrzenia filmu Jerzego Hoffmana „1920 Bitwa Warszawska”. 15 sierpnia dzieło Hoffmana zobaczyłem i muszę stwierdzić, że od twórcy genialnego „Potopu” otrzymaliśmy obraz kompletnie nieudany. A ogromne pieniądze zostały po prostu wyrzucone w błoto. Nie pomogły nawet niezłe role Daniela Olbrychskiego jako Piłsudskiego czy Bogusława Lindy jako Wieniawy-Długoszowskiego, ale może także dlatego że zostały one, podobnie jak sowiecki atak na Polskę, ustawione w tle tombakowego love story z udziałem Borysa Szyca i Nataszy Urbańskiej, która powinna unikać występowania przed kamerą. Potwierdzają to zresztą trzy antynagrody „Węże”, jakie za „1920...” rzeczona  gwiazda otrzymała w kategoriach: „Najgorsza aktorka”, „Najgorsza para” (wraz ze wspomnianym Szycem) oraz „Żenująca scena za scenę z karabinem maszynowym”.

 

Bitwa 1920 roku, odparcie czerwonych wojsk Tuchaczewskiego i zatrzymanie bolszewickiego marszu na Europę, uznana została przez Edgara Vincenta D'Abernon za 18. decydującą bitwę w dziejach świata. Ale jak się okazuje i taki temat można położyć, marnując znakomitą okazję do przedstawienia światowej widowni tego wydarzenia jako jednej z wizytówek naszego patriotyzmu. Bo w filmie Hoffmana zawodzi wszystko: i gra aktorów, i sposób montażu, i sposób realizacji. Są też liczne niedoróbki historyczne. Można np. dyskutować z pokazaną tezą, iż Piłsudski nie był zwolennikiem kawalerii tylko czołgów. Ale wpadka dotycząca chociażby pistoletu, z którego zostaje zastrzelony czekista Bykowski — Browning High Power, wprowadzony do produkcji dopiero w 1935 r., a więc piętnaście lat później — to istne kuriozum.

 

Kiedyś popularny był pogląd, że w polskiej kinematografii bój o palmę pierwszeństwa toczyli Hoffman i Andrzej Wajda. Gdybym więc miał porównywać „1920 Bitwa Warszawska” z „Katyniem” to bez dwóch zdań film Wajdy tu wygrywa. I to mimo przekłamań, dotyczących np. zachowania się polskich oficerów w przypadku dostania się do niewoli, czy pominięcia     bezpośredniej odpowiedzialności Stalina i Berii za mord katyński.

 

Smutna jest konstatacja, że wciąż nie potrafimy z powodzeniem przedstawiać naszej historii. Mogę więc mieć tylko nadzieję, że inaczej będzie z filmem Smarzowskiego o eksterminacji Polaków na Wołyniu, dofinansowanym przez Polski Instytut Sztuki Filmowej czterema milionami złotych czy z produkcją Mirosława Krzyszkowskiego o rotmistrzu Pileckim — powstałą bez wsparcia państwa — której premiera przewidziana jest na wrzesień.

 

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook