Jedynie prawda jest ciekawa

Komorowski nie pilnuje żyrandola

01.02.2013

Prezydent Bronisław Komorowski odznaczył byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztofa Bondaryka Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Bondaryk, który odszedł ze stanowiska w sprzeciwie wobec pomysłów premiera Donalda Tuska reorganizacji służb, od lat uchodzi za człowieka Grzegorza Schetyny, dziś zesłanego przez premiera i Platformę Obywatelską do sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Odznaczenie Bondaryka jest więc świadomym uderzeniem prezydenta w premiera, tym bardziej, że Schetyna nie cieszył się z mocnej wygranej Platformy w wyborach. Był zwolennikiem układu koalicyjnego PO-PSL-SLD pod patronatem Komorowskiego.

Docenienia Bondaryka przez prezydenta nie można więc ograniczać do prztyczka w premierowski nos za – chociażby – pozbawienie od 7 stycznia budynku Kancelarii Prezydenta przy ul. Wiejskiej ochrony przez funkcjonariuszy BOR. Decyzję o tym podjął minister spraw wewnętrznych i administracji Jacek Cichocki, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Tuska. Oficjalnie dlatego, że zadaniem BOR jest ochrona prezydenta, a nie urzędników jego Kancelarii.

Sprawa ta jest najnowszą odsłoną konflitu na linii prezydent-premier. Po tym jak Platforma wzięła parlament a Komorowski prezydenturę wszystko miało być miłe, łatwe i przyjemne. Bez „szorstkich przyjaźni” z czasów Kwaśniewskiego i Millera, czy podjazdowych wojen pomiędzy koteriami rządowymi i prezydenckimi za plecami Jarosława i Lecha Kaczyńskich.

Podział ról był prosty. Komorowski, jako zausznik premiera, miał być prezydentem do pilnowania żyrandola w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. Realpolitik miał uprawiać Donald Tusk. Tymczasem zaskoczenie, Komorowski żyrandola pilnować nie chciał i rozpoczął budowę własnego obozu, którego zapleczem są m.in. środowiska dawnej Unii Wolności, którą Tusk zrzucił w niebyt polityczny zakładając wraz z innymi „dwoma tenorami” Platformę Obywatelską. Teraz Mazowiecki, Wujec, znaleźli polityczny dom w Kancelarii Prezydenta w bliskim otoczeniu Komorowskiego. Czy to po myśli Tuska i ku jego radości? Pewnie, że nie.

Zresztą im dalej od początku prezydentury tym różnice pomiędzy dużym pałacem (prezydenckim) a małym (Kancelarią Premiera) są coraz większe. To nie tylko prezydenckie uszczypliwości pod adresem Tuska, tak jak ta o nartach. „Zachęcam wszystkich kolegów polityków, wszystkich Polaków, aby zanim wybiorą się w Alpy, Apeniny albo w Pireneje, najpierw przyjechali w polskie góry.” Wszyscy wiedzieli, że słowa te skierowane były wprost do szefa rządu, który jeździ nie w Tatry a w Dolomity.

Ba, żeby chodziło tylko o wycieczki personalne. Coraz większe różnice pojawiają się w polityce wewnętrznej. Zapowiedziane konsultacje z opozycją w sprawie euro, nominacje do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji spoza peowskiej układanki, krytyka ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego za jego wystąpienie w Berlinie, czy dystansowanie się od pomysłów minister edukacji Krystyny Szumilas wyrugowania historii ze szkół to tylko nieliczne przykłady.

Ponadto w odróżnieniu od Tuska Komorowski buduje wizerunek polityka otwartego na różne opcje, wzywającego do pojednania. W końcu szedł do wyborów z hasłem „Zgoda buduje”... Wyniki już są, gdyż według sondażu CBOS Komorowskiemu ufa obecnie 69 proc. Polaków, a Tuskowi - 42.
Ale też Komorowski doskonale wie jak budować popularność. Przeciwnie niż Tusk, który chciałby wytrzebić PiS-owców jak dinozaury, nie jest arogancki. On chce budować zgodę i stabilizację, obojętnie, czy to przy sprawach emerytur, czy tzw. związków partnerskich, być ponad sporami partyjnymi. I to chwyta. Nikt mu nie wyrzuca wpadek. Tak jak tej z Wikipedią jako źródłem wiedzy o Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, czy doradzania prezydentowi Obamie by pilnował wierności swojej żony. Szary Kowalski traktuje to ze zrozumieniem. „Prezydent jest w końcu normalnym człowiekiem, a czy komuś choć raz nie zdarzył się błąd ortograficzny w liście?” – myśli. „Po prostu swój chłop”. Kto dziś jeszcze pamięta, poza kręgiem zainteresowanych, o walce z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu?

Oczywiście, wizerunku nie da zbudować się bez poparcia mainstreamowych mediów, dla których premier już nie jest pieszczochem numer 1 i które idą Komorowskiemu z pomocą, pokazując jego lapsusy z przymrużeniem oka lub ich nie notują. A tego co mogą media, doświadczył Lech Kaczyński gdy pomylił nazwisko czołowego piłkarza reprezentacji Polski.
Ochronny parasol mediów w niczym nie umniejsza faktu, że Komorowski potrafi wczuć się w nastroje Polaków, którzy mają serdecznie dość przepychanek pomiędzy władzą i opozycją, z których dla nich nic nie wynika. Dla ludzi prawa dla homoseksualistów promowane przez Palikota, czy maglowanie kwestii objęcia funkcji wicemarszałka Sejmu przez posłankę Grodzką, to tematy zastępcze. Oni coraz trudniej wiążą koniec z końcem, gnębieni przez coraz większe podatki, bezrobocie, podwyżki.

Komorowski poszedł własną drogą wbrew Tuskowi i Platformie. Stąd w PO coraz częstsze są głosy, że inwestycja wyborcza w Komorowskiego była porażką partii Tuska, a obecnemu prezydentowi, jak informowało „Wprost” w lipcu 2012 roku, partyjni przyjaciele przekazali informację, iż w razie walki o reelekcję nie dostanie od PO ani złotówki. Sam Tusk miał zakomunikować byłemu marszałkowi Sejmu, że Platforma wydała na poprzednie kampanie 100 milionów złotych a po ścięciu dotacji z budżetu nie ma pieniędzy. I w ten niedwuznaczny sposób premier z Gdańska pokazał prezydentowi z Budy Ruskiej, że miłość się skończyła.

W polityce nie ma przypadków. Wojna z Tuskiem pokazuje, że Komorowski wspierany przez tzw. lewicę styropianową, rozpoczął długi marsz po ponowną prezydenturę. Jego początkiem był propagandowo udany marsz Razem dla Niepodległej, podczas którego Komorowski oddał hołd wszystkim ojcom polskiej niepodległości, niezależnie od tego z jakiego obozu politycznego się wywodzili. Wszystkim dogodził i sytuację ma komfortową. Nie ma jak na razie groźnego przeciwnika z żadnej z formacji. Ludzie go lubią, traktują jak „swojaka”. Styl jego prezydentury pozytywnie ocenia dwie trzecie Polaków w tym połowa sympatyków Prawa i Sprawiedliwości. Na dziś reelekcja wydaje się niezagrożona i coraz częściej pada pytanie nie o to, czy Komorowski wygra, tylko czy wybory nie skończą się na pierwszej turze.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook