Jedynie prawda jest ciekawa

Komandos prymasa Wyszyńskiego

18.02.2014

„Witaj Józefie, umiłowany przez władzę ludową!” - tak pozdrawiał prymas Stefan Wyszyński księdza infułata Józefa Wójcika.

I nie bez przyczyny, gdyż w ciągu sześciu lat ks. Wójcik otrzymał 18 wyroków i dziewięć razy siedział w więzieniu za obronę Krzyża, który określał jako „godło naszej wiary”. Więc tzw. władza ludowa nie miała za co kochać tego bezkompromisowego obrońcy Kościoła i wiary katolickiej, który chociażby w 1958 roku jako wikariusz w parafii w Ożarowie koło Ostrowca Świętokrzyskiego domagał się w kazaniu przywrócenia krzyży usuniętych z miejscowej szkoły, co skończyło się jednym z pierwszych strajków szkolnych w PRL, a sam ksiądz został skazany na miesiąc więzienia. Od 1962 roku przez sześć sprawował posługę duszpasterską w Wierzbicy. Tam obronił jedność kościoła, gdy część parafian podbuntowanych przez komunistów przeciwko proboszczowi usiłowała stworzyć parafię niezależną od Ojca Świętego i biskupa a podporządkowaną sekretarzowi partii, który przyjeżdżał do Wierzbicy i mówił o czym ma być niedzielna homilia.

Księdza Wójcika, proboszcza parafii w Suchedniowie w latach 1972-2010, spokojnie można określić jako legendę polskiego Kościoła katolickiego czasów najnowszych. Od 16 lutego niestety nie ma go już wśród nas. Po długiej i ciężkiej chorobie zmarł w Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach w wieku 79 lat.

O życiu i działalności infułata z Suchedniowa można by napisać wiele i warto poczytać o tej niezwykłej postaci, gdyż najczęściej ten „komandos prymasa Wyszyńskiego” jest wciąż kojarzony z dokonanym w 1972 roku brawurowym wykradzeniem z Jasnej Góry kopii cudownego obrazu Matki Bożej Częstochowskiej „zaaresztowanej” sześć lat wcześniej przez władze komunistyczne, by uniemożliwić zainicjowaną przez Prymasa Tysiąclecia peregrynację Obrazu po Polsce. Ta granicząca z cudem akcja została w 2008 roku upamiętniona spektaklem pt. „Złodziej w sutannie”, w ramach Sceny Faktu Teatru Telewizji. Sztuka, ze znakomitą rolą Artura Żmijewskiego, zgromadziła przed ekranami telewizorów rekordową, liczącą 2 mln 227 tys. widownię.

Miałem to szczęście, że znałem księdza Wójcika osobiście. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w 2009 roku przy okazji wywiadu przeprowadzanego z nim przeze mnie i moją żonę. Przyjechaliśmy wówczas do Suchedniowa pociągiem z Warszawy, na plebanii zostaliśmy przyjęci posiłkiem, gdyż ksiądz nie wyobrażał sobie by mogło być inaczej, podobnie jak nie do pomyślenia było, by gości wypuścił od siebie z gołymi rękami. Niezależnie, czy to były owoce, cukierki, czy coś innego, co miał akurat u siebie. Zwyczajnie, ksiądz Wójcik taki już był. Bezinteresowny, tchnący optymizmem życiowym i zawsze uśmiechnięty. Podczas rozmowy telefonicznej nie sposób było nie rozpoznać jego pełnego właśnie tego uśmiechu głosu. Ot, taka słoneczna osobowość, która w latach czerwonego terroru dosłownie obezwładniała komunistów, o czym pisze Czesław Ryszka w swojej znakomitej książce „Infułat z Suchedniowa”, będącej opowieścią księdza Wójcika nie tylko o PRL.

Wtedy w 2009 roku w rozmowie nie mogło zabraknąć i uwolnienia Obrazu, co było pomysłem, jakżeby inaczej, ks. Wójcika. Tak nam mówił: „Przez sześć lat peregrynacja odbywała się przy pustych ramach, księdze Ewangelii, przy świecy. Kiedy doszedł do władzy Gierek, Prymas Wyszyński do niego wystosował pismo, by kopia Cudownego Obrazu wróciła na Szlak Nawiedzenia. Otrzymał odpowiedź, że nie ma podstaw do zmiany dawnych decyzji. Pojechałem do Księdza Prymasa i powiedziałem, że mam taką ideę, by uwolnić Jasnogórską Panią. Na wstępie poprosiłem, by Ksiądz Prymas się nie śmiał, jeśli nawet usłyszy niedorzeczne idee i myśli. Prymas mówi: – Mów synu! Powiedziałem. Prymas na to: – Widzę, że znów cię świerzbi. Przedstawiłem plan. Ustaliliśmy, że będę działał. Wtajemniczyłem jeszcze miejscowego proboszcza i dwie siostry zakonne z Mariówki. Obraz zjawił się na tydzień przed uroczystością rozpoczęcia Nawiedzenia w Diecezji Sandomierskiej. W Częstochowie po „kradzieży” poruszenie, jestem wezwany do prokuratury w Radomiu. Przez cały tydzień przesłuchują mnie, ja nic nie mówię na temat Obrazu, do niczego się nie przyznaję, oni się denerwują, mówią że zjawienie się Obrazu popsuje sprawę „normalizacji w kraju”. (…) po rozpoczęciu peregrynacji w Radomiu już się kompletnie pogubili. Zaczynają się uroczystości. Na podium Obraz wnoszą: Stefan kard. Wyszyński i kard. Karol Wojtyła, za nimi idą księża biskupi. 80 tysięcy ludzi śpiewa, płacze ze wzruszenia. Niektórzy wciąż nie dowierzają, że po latach „internowania” Jasnogórska Pani w kopii Obrazu wraca na Szlak Nawiedzenia. Jeden z księży biskupów powie nawet: – Ale cwaniaki w tym Radomiu. Nowy obraz sobie namalowali. Ksiądz Prymas w swojej pięknej homilii stwierdza, że zjawienie się Obrazu jest widomym znakiem normalizacji sytuacji w Polsce. Było to bardzo celne stwierdzenie, bo Edwardowi Gierkowi bardzo na tej normalizacji wtedy zależało. Potem Prymas Tysiąclecia, gdy się żegnaliśmy, żartował, że nigdy tak nie narozrabiał jak podczas tego kazania. Trzeciego dnia funkcjonariusz SB spotyka księdza proboszcza z mojej parafii i mówi, że chyba tylko historia ujawni złodzieja obrazu: – Myśmy posądzali księdza Wójcika, a tu prymas, kardynał i biskupi wnoszą ten obraz. Tak to się teraz wszystko pokręciło.”

Ale nie tylko wywiad powiązał nasze życie z księdzem Wójcikiem. Akurat podczas naszego pobytu na plebanii był też obecny ksiądz z Katedry Polowej Wojska Polskiego. I jakoś tak się stało, że nagle pojawiło się pytanie o nasz ślub. I wówczas ów ksiądz rzucił tak od siebie: „A może ksiądz Wójcik dałby ten ślub?”. I dał. 31 grudnia w pięknie odrestaurowanym, staraniem księdza, suchedniowskim kościele pw. św. Andrzeja Apostoła stanęliśmy na ślubnym kobiercu, a po ślubie na plebanii czekał jeszcze poczęstunek. Potem spotykaliśmy się z księdzem jeszcze kilkanaście razy, ostatni raz składaliśmy sobie telefoniczne życzenia na Boże Narodzenie. Nigdy byśmy nie przypuszczali, że ostatnie... Może to zabrzmieć sztampowo, ale z żoną ks. Wójcika nie zapomnimy. Nie tylko dlatego, że dał nam ślub, co jest dla nas po prostu zaszczytem, ale za to jaki był. Będziemy więc też pamiętać jedne z jego imienin i długą kolejkę mieszkańców Suchedniowa chcących złożyć mu życzenia. Bo ksiądz Wójcik był człowiekiem otwartym na ludzi.

Nie sposób tu wymienić wszystkich godności i honorów, kościelnych i państwowych. W 1997 jako kapelan Rycerskiego i Szpitalnego Zakonu św. Łazarza z Jerozolimy został odznaczony Krzyżem Starszego Kapelana tego rycerskiego zakonu. Odznaczony przez prezydenta Włoch Luigi Scalfaro Orderem Zasługi Republiki Włoskiej, przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a wcześniej przez Lecha Wałęsę Krzyżem Komandorskim tego orderu. W styczniu 2009 roku został odznaczony przez biskupa polowego Wojska Polskiego, gen. dyw. Tadeusza Płoskiego, Medalem „Milito Pro Christo”. Ksiądz był także, o czym nie wszyscy wiedzą, kibicem piłki nożnej i kapelanem polskiej reprezentacji na olimpiadzie w Atenach

Dużo było tych odznaczeń i tytułów, ale przypuszczam, że najbardziej chyba cenił sobie to z kwietnia 2008 roku, gdy na wniosek dzieci z Suchedniowa został odznaczony Orderem Uśmiechu. I bez dwóch zdań, odszedł do Pana wielki kapłan, wielki obrońca wiary, wielki patriota. Nie przez przypadek przecież Ojciec Święty Benedykt XVI określił księdza Józefa Wójcika jako „vero confessore”, czyli: prawdziwy wyznawca...

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

Wiadomości z kraju

więcej

Wiadomości ze świata

więcej
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook