Jedynie prawda jest ciekawa

Kiszczak i… wszystko jasne

05.01.2015

Piłsudski mawiał, że w czasach przełomów należy strzec się agentur.

W czerwcu ubiegłego roku prezydent, rząd i opozycja hucznie świętowały rocznicę dwudziestopięciolecia wyborów czerwcowych, a niedawno przypomniano jakim to osiągnięciem było nałożenie wtedy orłu korony. Jednym słowem nic tylko się cieszyć z osiągnięć demokratycznego państwa prawa, jak szeroko rozumiany salon, wywodzący się z lewackiej styropianowej opozycji lat 80. często o proweniencji pezetpeerowskiej, określa Polskę pookrągłostołową. A to że owo demokratyczne państwo prawa było tworzone przez bezpiekę i aparat komunistyczny oraz tajnych współpracowników SB w „Solidarności” to już kwestia wstydliwa i niewygodna więc o niej cicho sza. Tym zaś, którzy od początku byli umowom z Magdalenki i Pałacu Namiestnikowskiego przeciwni i forsowali odcięcie się od pępowiny peerelu poprzez przeprowadzenie dekomunizacji, lustracji, rozliczenie komunistów i stworzenie dla nich trybunału nazywanego „Norymbergą II”, przyprawiono gęby czarnosecinnych oszołomów, czy małp z brzytwą. Tylko że te oszołomy miały rację, o czym przekonaliśmy się już wielokrotnie, a teraz obraz zgniłej agenturalnej nowej Rzeczpospolitej celnie scharakteryzował generał Czesław Kiszczak w wywiadzie dla „Super Expressu” z 19 grudnia ubiegłego roku opisując jak niszczył teczki ówczesnych opozycyjnych polityków, czy naukowców. „Wiele zniszczyłem. Kiedy po 1989 roku ktokolwiek zwrócił się do mnie w sprawie niszczenia akt, zawsze je niszczyłem. Każdego” – przyznaje bez oporów.

Może Kiszczak jest niewiarygodny i kłamie i robi niezdrowy ferment, w końcu był zausznikiem Jaruzelskiego i zwalczał podziemie w latach 80.? Bez przesady, inaczej Tadeusz Mazowiecki, czyli „pierwszy niekomunistyczny premier pierwszego niekomunistycznego rządu”, nie dałby mu w swoim gabinecie teki wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych. Prawda, jakie piękne przedłużenie peerelu! Obowiązywał jednak wiadomy dogowor. Ponadto traktowanie byłego stalinowskiego redaktora naczelnego „Wrocławskiego Przeglądu Katolickiego”, którego kłamliwy artykuł dotyczący bohaterskiego biskupa Czesława Kaczmarka był klasyką czerwonej propagandy tamtego okresu, to tak jak udowadniać, że Pekin nie jest stolicą Chin.

Kiszczak w wywiadzie ze szczegółami opisuje jak to do niego przychodziły ważne postacie, bez personaliów rzecz jasna: „To nie były płotki. To byli ludzie poważni. Pisarze, wielcy aktorzy i politycy. (…) Nie powiem, kto. Ale widzę ich w telewizji, często jak na mnie plują.”. A jak dopowiada jego żona byli to również ludzie Kościoła, a samo niszczenie oryginałów i akt odbywało się po przyniesieniu ich przez szefa biura w tym samym pomieszczeniu w niszczarce w obecności delikwenta, przerażonego, że jego służba bezpiece może kiedyś wyjść na jaw. A tych było sporo, na co wskazuje tzw. lista Dankowskiego. Zestawienie to zawierało „charakterystyki wybranych posłów i senatorów będących tajnymi współpracownikami” wybranych w wyborach w czerwcu 1989 roku. Jak wynika z rozkazu gen. Dankowskiego z 26 czerwca osoby te miały zostać zdjęte z ewidencji Biura „C”, aby bezpiecznej kontynuować z nimi współpracę. 8 lipca np. Dankowski w kolejnym swoim szyfrogramie zalecał przekazywanie agenturze w gronie posłów i senatorów, by poparli generała Jaruzelskiego w głosowaniu prezydenckim.

Czy ci ludzie mogą dziś, mimo upływu lat, spać spokojnie, czy nie mogą być szantażowani? Jeśli nawet jest tak jak przekonuje Kiszczak, że zniszczono i oryginały i kopie, to przecież było jeszcze coś takiego jak PSED, czyli Połączony System Ewidencji Danych, którego centrum mieściło się w Moskwie.

Piłsudski mawiał, że w czasach przełomów należy strzec się agentur. No, ale to Piłsudski, a u nas Wałęsa, Mazowiecki i inne tuzy „opozycji” do spółki z lewicą postkomunistyczną współpracownikom bezpieki zapewniły miękkie lądowanie. I w ten sposób Rzeczpospolita stała się i jest nadal królestwem „towarzysza Szmaciaka”.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook