Jedynie prawda jest ciekawa

Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe

27.03.2015

Kazimierz Górski, człowiek-legenda futbolu. Właśnie został uhonorowany pomnikiem, który stanął tuż obok Stadionu Narodowego. Obawiałem się jaki to będzie pomnik(...)

„Im dłużej my przy piłce, tym krócej oni”. „Czasami się wygrywa, czasami się przegrywa, a czasami remisuje”. „Mi si wydaji, że wygra drożyna, która strzeli więcej bramek”. To tylko niewielka garść z licznych sentencji, z których zasłynął Kazimierz Górski, człowiek-legenda polskiego, i nie tylko, futbolu. Właśnie uhonorowany pomnikiem, który stanął tuż obok Stadionu Narodowego, na końcu głównej alei od strony ronda Waszyngtona.

Obawiałem się jaki to będzie pomnik, na szczęście jest to klasyczna trzymetrowa statua autorstwa krakowskiego rzeźbiarza Marka Maślańca, przedstawiająca największego polskiego trenera XX wieku takim jakim go zapamiętaliśmy z lat 70., idącego przez boisko w dresie z piłką pod ręką. Bez wątpienia o życiu i osiągnięciach sportowych Kazimierza Górskiego możnaby napisać całe tomy suchej statystyki. Wymienić np. złoty medal olimpijski w Monachium w 1972 roku po wygranej z Węgrami 2:1 i dwóch bramkach „Kaki” Deyny. Na bramce stał wtedy świetny Hubert Kostka z Górnika Zabrze. Nie był to jeszcze więc czas Jana Tomaszewskiego, ale już wtedy na turnieju olimpijskim zobaczyliśmy trzon drużyny, z Ćmikiewiczem, Gorgoniem, Deyną, Maszczykiem, Lubańskim czy Gadochą, która odnosiła największe sukcesy w historii naszej piłki nożnej.

Potem, po dwóch latach, pan Kazimierz poprowadził nas po srebrny medal i trzecie miejsce na mundialu w RFN, a w 1976 po trzecie miejsce na olimpiadzie w Montrealu, co przez wielu komentatorów niesłusznie zostało przedstawione jako porażka. A gdy rozstał się z kadrą, po czterdziestu pięciu zwycięstwach w siedemdziesięciu trzech meczach, które prowadził jako selekcjoner, udał się do Grecji, gdzie znów osiągał znakomite wyniki z Panathinaikosem, Kastorią, Olympiakosem i Ethnikosem Pireus. Jakoś tak się dziwnie zresztą złożyło, że Grecja była szczęśliwa dla naszych trenerów. Górski, Jacek Gmoch, czy nasz znakomity piłkarz Krzysztof Warzycha są do dziś traktowani niemalże jak bohaterowie narodowi. Nie zapomnę, jak parę lat temu zostałem tam spytany skąd jestem. Gdy odpowiedziałem, że z Polski usłyszałem: „Polska!” Górski! Warzycha!”. I rozpoczęła się rozmowa o piłce.

Najczęściej mówiąc o kadrze Górskiego mówi się o turnieju mundialowym w RFN. Pewnie, bo Lato jako król strzelców, a Szarmach jako numer dwa w ilości bramek, to wyczyn, nie wspominam już o sukcesach piłkarskich jako takich, który jeszcze długo nie będzie pobity przez ich następców. Wspaniałe mecze z Argentyną, czy Włochami, czy spotkanie z Niemcami, o którym będą wieczne dyskusje czy powinien w ogóle się odbyć po tym oberwaniu chmury nad stadionem i czy w normalnych warunkach bylibyśmy skazani na pożarcie – to wspomnienia wspaniałych czasów polskiego futbolu.

Prawdą jest, że najbardziej pozostają w pamięci osobiste wspomnienia i emocje. Transmisje okraszone wspaniałym komentarzem Jana Ciszewskiego, który był tym w piłkarskim dziennikarstwie sportowym czym Bohdan Tomaszewski w lekkiej atletyce, czy tenisie. Mundial mundialem, ale wcześniej były przecież eliminacje, których nie mieliśmy teoretycznie prawa przejść, bo w grupie była i Anglia i Walia. A jednak Anglia w dwumeczu padła przed „orłami Górskiego” na kolana, wpierw na chorzowskim stutysięczniku, tym słynnym popadającym dziś w ruinę „Kotle Czarownic”. Dwa do zera najbardziej pamiętne dla mnie ze względu na bramkę Lubańskiego po fatalnym błędzie Bobby’ego Moora.

Rewanż w „paszczy lwa” na Wembley. Nam wystarczał remis, a Anglicy musieli wygrać z „Polish animals”, jak prasa określała kadrę Górskiego. Oglądałem ten mecz na Wembley i wtedy, jako młody chłopak dzięki rodzicom, którzy pozwolili mi zostać przy telewizorze, a potem wiele razy na powtórkach i za każdym razem utwierdzałem się w przekonaniu, że futbol jest najpiękniejszym sportem, sportem zaskakującym, gdyż wygraliśmy mecz, którego nie mieliśmy prawa wygrać. Anglicy pozwalali nam tylko na obronę i nieliczne kontry, z których jedna po uderzeniu Domarskiego, puszczonym pod brzuchem przez Shiltona, sprawiła że Wembley zamilkło. Dotrwaliśmy. I nie pomógł nawet wątpliwy karny wykonany przez Clarke’a, czy wprowadzenie przez trenera Alfa Ramseya Hectora, jednej z wschodzącej gwiazdy wyspiarskiego futbolu

„Gra się tak jak przeciwnik pozwala”. Jedna z wielu złotych myśli Kazimierza Górskiego. Tak prosta, że aż genialna w opisaniu istoty futbolu. Zresztą może nie tylko jego…

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook