Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Długi nos ministra Rostowskiego

01.05.2012

Gdyby słowa ministra finansów przyjmować za dobrą monetę, to żylibyśmy w państwie-raju, w którym ludzie cieszą się powszechną szczęśliwością.

Pamiętacie Państwo bajkę o Pinokiu, któremu im więcej kłamał,tym bardziej wydłużał się nos? Otóż, gdyby tę miarę przyłożyć do rządu Donalda Tuska, ze szczególnym uwzględnieniem ministra finansów Jacka Rostowskiego vel Jana Antony'ego Vincent-Rostowskiego (swoją drogą, ciekawostka, obejmując funkcję ministra finansów w pierwszym rządzie Tuska, nie miał ani numeru identyfikacyjnego PESEL, ani NIP, co trafnie wychwyciła opozycja) to nosy obu panów sięgałyby bardzo, ale to bardzo, daleko. Premiera, mniej więcej do jego politycznego drugiego domu – Brukseli, Jana Vincenta – do Londynu, z którego przybył, by ratować polską gospodarkę z rąk prawicowych oszołomów.

Gdyby słowa ministra finansów, skupmy się bowiem na nim, przyjmować za dobrą monetę, to żylibyśmy w państwie-raju, w którym ludzie cieszą się powszechną szczęśliwością i dobrobytem, i nikt – poza mieszkańcami domów bez klamek – na nic nie narzeka. No i w ogóle, jest świetnie i cacy! Oznajmia nam to minister Rostowski, zdaniem którego jesteśmy prężącym się do skoku europejskim tygrysem gospodarczym, o którym z szacunkiem wypowiadają się nawet Chińczycy, i chcą nad Wisłą inwestować. A to, że w tym wszystkim nie ma źdźbła prawdy, że tygrys ma wyleniałą sierść i paszczę bez kłów, a inwestycje znad Jangcy kojarzą się przede wszystkim z chińskimi tzw. centrami handlowymi oraz działalnością firmy Codec na jednej z mitycznych autostrad, budowanych na Euro 2012, to zupełnie inna para butów.

Pamiętamy jeszcze jak to niedawno tandem Tusk-Rostowski zachwalał nam dobrodziejstwa z podpisania przez premiera tzw. paktu fiskalnego, który miał się stać kołem ratunkowym dla Unii i strefy euro. A, że zupełnie co innego twierdzi w swojej najnowszej analizie laureat nagrody Nobla z ekonomii z roku 2001 – prof. Joseph Stiglitz, m.in. członek Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, znany z poglądów antyglobalistycznych, krytyk Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Baku Światowego, to sprawa bez znaczenia. Wszak Stiglitz, w odróżnieniu od Rostowskiego, jest ekonomicznym analfabetą.

Można, rzecz jasna, w zależności od własnych poglądów ekonomicznych, ze spojrzeniem Stiglitza na gospodarkę się nie w pełni zgadzać, np. z kwestionowaniem przez niego tezy, że rynki zawsze działają efektywnie, czy – z drugiej strony – z wyjaśnianiem przyczyn występowania bezrobocia, ale jego koncepcji nie należy też lekceważyć.

Analizując pakt fiskalny i jego konsekwencje, Stiglitz stawia, w pełni udokumentowaną tezę, o „zmierzaniu Europy do ekonomicznej samozagłady”, m.in. w wyniku wyraźnego spowolnienia gospodarczego. Dane są bezlitosne, gdyż według danych oficjalnej unijnej agencji statystycznej Eurostat, pierwszy kwartał 2012 r. zakończył się w strefie euro spadkiem PKB o 0,25 proc., a trend ten ma przyspieszyć w kolejnych kwartałach bieżącego roku, dochodząc nawet do pół procent PKB.

Stiglitz podkreśla, że Europa poszła złą drogą stawiając na cięcia budżetowe, gdyż te są równoznaczne z ograniczeniem popytu finansowanego ze środków publicznych. Ponadto w sytuacji wysokiego ryzyka w gospodarce, ograniczany jest także popyt finansowany ze środków publicznych, a to nieuchronnie popycha te kraje w recesję. Jeżeli dotychczasowe działania będą kontynuowane, to wspólną walutę czeka zagłada z konsekwencją swoistego ekonomicznego trzęsienia ziemi w krajach strefy euro.

Zdaniem profesora za alternatywny model rozwoju można uznać ten przyjęty przez obecną administrację Stanów Zjednoczonych, w których mimo tego, że to od ich systemu bankowego rozpoczął się kryzys w 2008 roku, teraz odnotowują regularny wzrost gospodarczy sięgający 2,5 proc. PKB w każdym kwartale, co jak na tak rozwinięty kraj jest na wysokim poziomie. Jak podkreśla Stiglitz, wzrost ten jest w sporej mierze finansowany pieniędzmi budżetowymi, co oznacza ciągły wzrost deficytu finansów publicznych i w konsekwencji długu publicznego, ale w USA przyjęto, że najpierw gospodarka ma odzyskać stabilny wzrost, a dopiero później będą się zajmować stanem finansów publicznych.

Jeśli wierzyć Rostowskiemu, wszystko gra. No, ale jeśli tak, to dlaczego banki szykują się do wyjścia z Polski? Jak poinformował właśnie „Puls Biznesu” nadchodzi potężne tsunami, w wyniku którego pracę stracić może nawet około 5 tysięcy osób. W tych dniach nową strategię ogłosi bank DnB Nord. Ma ona sprowadzać się do wyjścia z bankowości detalicznej i wstrzymania planów wejścia w segment małych i średnich przedsiębiorstw (MSP). W rezultacie pozostanie kadłubkowy bank, skoncentrowany na dużych firmach, który niewykluczone, że zostanie przekształcony w oddział. Podobną operację, likwidowania mniejszych placówek i skoncentrowania się na bogatych i dużych klientach przygotowuje CITIBANK.

Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle, i dlaczego np. Rostowski nie tak dawno przez nieuwagę wygadał się, iż reforma emerytalna ma służyć zatrzymaniu pieniędzy w budżecie?

U schyłku PRL był taki minister o nazwisku Krasiński, który obiecywał, że Polacy będą zajadać „chrupiące bułeczki”. Dzisiaj Platforma podąża najbardziej wydeptanymi przez PZPR ścieżkami propagandy sukcesu. Rostowski mówi, że jest OK, kryzys się skończył i apeluje, by Balcerowicz zdjął z ulicy tykający nieubłaganie licznik długu publicznego. Licznik ten, przypomnę, wisi od 28 września 2010 r. Gdy Balcerowicz go odsłaniał zadłużenie Polski wynosiło 724 miliardy 259 milionów 822 tysiące 418 złotych. 26 kwietnia pokazywał 811 miliardów 981 milionów złotych czyli dług rośnie. A nasz w świecie bywały geniusz na to jak na lato i apeluje jak gdyby nigdy nic: „Leszku ściągnij licznik”. Widać nie czytał Kisiela i nawet nie wie, że „od samego mieszania herbata nie staje się słodsza”.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook