Jedynie prawda jest ciekawa

Cześć i chwała bohaterom

31.07.2014

To już siedemdziesiąt lat od momentu, gdy 1 sierpnia o godzinie 17.00 rozpoczęło się powstanie warszawskie.

Gdy po raz pierwszy od pięciu lat na ulicach stolicy, w oknach budynków, na barykadach, pojawiły się polskie flagi, gdy ludzie poczuli, że są w wolnym mieście. 63 dni, które potem nastąpiły, były jednym wielkim festiwalem heroizmu.

Zapewne nigdy nie ucichną spory zwolenników i przeciwników powstania warszawskiego, polemiki między tymi uważającymi, że powstanie było konieczne, a tymi dla których spowodowało ono ruinę Warszawy, wykrwawienie Armii Krajowej i innych formacji konspiracyjnych i, w rezultacie, ułatwiło wprowadzenie w Polsce rządów „czerwonej zarazy” i jej pomagierów z kompartii, UB i Informacji Wojskowej. Historyk Piotr Zychowicz zauważa 30 lipca w artykule dla portalu Wirtualna Polska, że „decyzja o wywołaniu Powstania Warszawskiego była aktem nieodpowiedzialności, który doprowadził do największej tragedii narodowej. To gwóźdź do trumny polskiej niepodległości”. I powołuje się przy tym m.in. na opinie generała Andersa, czy płk. Janusza Bokszczanina z dowództwa AK.

Łatwo jest stawiać tezę o powstaniu warszawskim jako o „gwoździu do trumny polskiej niepodległości” ex-post, bez brania pod uwagę realiów okupacyjnej Warszawy: pięcioletniego niemieckiego terroru, łapanek, masowych egzekucji, czy wywózek do obozów koncentracyjnych. A ostatnie dni przed 1 sierpnia? Tadeusz Żenczykowski w książce „Dwa komitety. Polska w planach Lenina i Stalina” szczegółowo opisuje wezwania do ludności Warszawy płynące po 20 lipca 1944 roku z Radia Moskwa i Radiostacji im. Tadeusza Kościuszki też nadającej z Moskwy i wzywające ją do walki. „Armia Czerwona jest tuż obok. Ruszajcie natychmiast, tak jak zwykle biliście się, dalej się bijcie. Jeśli każdy z was zamorduje najbliższego Niemca, to my zaraz wam pomożemy” – takie i podobne zapewnienia płynęły z eteru także tuż przed Godziną „W”, bo 30 i 31 lipca, gdy czołgi radzieckie były widziane na przedpolach Pragi… Pomoc nie nadeszła, gdyż Polska została przez zachodnich aliantów wcześniej złożona na ołtarzu miłości do Stalina. Teheran, oszustwo Roosevelta wobec premiera Mikołajczyka co do gwarancji dotyczących przyszłej Polski, to tylko niektóre z przystanków. A oprócz tego były i listy proskrypcyjne członków podziemia akowskiego, przygotowane przez agenturę sowiecką z Armii Ludowej i Gwardii Ludowej do przekazania NKWD po wkroczeniu Armii Czerwonej do Warszawy. To zresztą spełniło się podczas „wyzwalania” okolic Warszawy, gdy wyłapywani przez Sowietów żołnierze AK trafiali do więzienia na Gęsiówce, wcześniej katowni niemieckiej, czy do utworzonego we wrześniu 1944 roku obozu w Rembertowie.

I nawet gdyby powstanie nie wybuchło, to miasto zostałoby obrócone w perzynę, bowiem 27 lipca gubernator Warszawy Fischer ogłosił, że zostało ono ogłoszone fortecą i będzie bronione do ostatniego żołnierza. Profesor Witold Kieżun, pseudonim „Wypad”, jeden z bohaterów tamtych dni, w latach 1945-46 więzień sowieckiego łagru w Krasnowodzku, dziś uwieczniony przez Pocztę Polską na znaczku z okazji 70. rocznicy powstania, mówił niedawno w wywiadzie:

„Rozkaz niemieckiego gubernatora Fischera: „Dnia 28 lipca o godz. 8.00 sto tysięcy ludzi od 16 do 65 roku życia ma się zgłosić na wyznaczonych specjalnie placach do budowy fortyfikacji. To jest wasz obowiązek. To rozkaz wojenny. Niewykonanie rozkazu będzie ukarane” (…). Nie zgłasza się prawie nikt, podobno suma summarum 28 czy 30 osób. A więc po raz pierwszy, w całej historii okupowanej Europy, wojenny rozkaz nie został wykonany. I w związku z tym 100 tys. warszawiaków zostało skazanych na karę śmierci. Taka była kara prawie za wszystko w okupowanej Polsce. I teraz był problem, co zrobić? W związku z tym dowództwo Armii Krajowej daje rozkaz: „mobilizacja!”. O godzinie 20.00 wszyscy się zbierają w lokalach wyjściowych z bronią. I czekają na dalsze rozkazy”.

Kieżun podkreśla, że gdyby powstania nie rozpoczęto to „2 sierpnia ewakuują Niemców i wtedy wymordują nas. Otoczą poszczególne dzielnice, wyciągną z domów ludzi w sile wieku i ich rozstrzelają. A ludność całą wysiedlą. W związku z tym rozkaz powstania był koniecznością (…). Można było też liczyć na atak Rosjan na Warszawę ze względu na to, że Warszawa broni całej linii Wisły i dalszy marsz na Berlin nie jest możliwy bez przekroczenia tej linii. Poza tym wiadomo też było, że premier Mikołajczyk

30 lipca przylatuje do Moskwy dla zawarcia porozumienia z Rosjanami i polskimi komunistami.”
Bohaterom Warszawy i Polski, nie tylko z tych 63 dni heroicznej walki, ale całej konspiracji po wrześniu 1939 roku i po 1945 roku, należy się cześć i szacunek. Wszelkie zakłamywanie historii, tak jak to m.in. zrobiła „Gazeta Wyborcza” pisząca w 1994 roku o mordowaniu Żydów przez powstańców jest hańbiące. Zwolennikom tej „tezy” warto przypomnieć, że w powstaniu brało udział około 2-3 tysiące osób narodowości żydowskiej, zaś po zdobyciu Gęsiówki większość z uratowanych 348, a według innych źródeł 383, więźniów zasiliło oddziały Armii Krajowej, w tym batalion „Parasol” i Zgrupowanie „Radosław”.

Tego typu fałsze, podobnie jak tzw. prawda o Jedwabnem, czy film „Pokłosie”, stanowią wypełnienie testamentu propagandy komunistycznej i sowieckiej, gdy powstanie warszawskie było tematem zakazanym podobnie jak ludobójstwo katyńskie. Czy nie są też zakłamywaniem historii napisy, że Polaków mordowali hitlerowcy, a obozy koncentracyjne były nazistowskie? Przecież to nie anonimowi hitlerowcy mordowali dzieci i ludność cywilną i nie palili miast i wiosek, tylko Niemcy. Podobnie jak obozy koncentracyjne nie były nazistowskie, tylko niemieckie. Ale jak wiadomo w dobie poprawności politycznej wypominanie naszym zachodnim sąsiadom ich zbrodni jest nieeleganckie, tak że dobrze przynajmniej iż prezydenci Komorowski i Gauck otworzyli w Berlinie okolicznościową wystawę poświęconą 70. rocznicy powstania.

Dla mnie jednak ważniejsza niż sto wystaw jest pamięć zwykłych ludzi, w tym młodzieży, która powstanie zna albo z przekazów rodzinnych, albo z książek. Na kładce dla pieszych przy ulicy Łazienkowskiej kibice Legii wywiesili rocznicowy transparent; w jednym z miasteczek przy głównej ulicy bije w oczy graffiti ze znakiem Polski Walczącej i napisem „Pamiętamy”. A w Nowym Jorku powstał właśnie piękny mural, który ma uświadomić Amerykanom, że powstanie warszawskie w ogóle było i czym było, gdyż jedynym znanym szerzej na świecie powstaniem w okupowanej Warszawie jest to w getcie…

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook