Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Być jak Krzesimir Dębski

26.07.2015

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko nie powinien być traktowany w Polsce jak sojusznik. Takie jest zdanie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

Całkowicie zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę kłamstwa idące z Kijowa o ludobójstwie dokonanym przez OUN-UPA na Polakach w 1943 roku. 

Nie jesteśmy tu bez winy, gdyż pozwalamy na zakłamywanie historii, zachowując się niczym struś chowający głowę w piasek. Większość świata politycznego do porządku dziennego przeszła chociażby nad przyjęciem przez ukraiński parlament — i to w dniu zakończenia wizyty w tym kraju przez prezydenta Komorowskiego! — ustawy uznającej m.in. członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii za „bojowników o wolność i niezależność Ukrainy”, którą to ustawę bez wahania podpisał Poroszenko. A gdy Ukraina na swojego konsula do Lublina przysłała w maju Wasyla Pawluka, jednego z liderów nazistowskiej i neobanderowskiej „Swobody”, który m.in. jako sekretarz miasta Lwowa blokował zwrot łacińskim katolikom kościołów św. Marii Magdaleny i Matki Bożej Gromnicznej, odpowiedzią z polskiej strony była głucha cisza. I tylko środowiska kresowe i narodowe protestowały, ale kto by tam ich się słuchał.

Nazwisko Poroszenki pojawia się zawsze, gdy jest mowa o kulcie Bandery, UPA czy narastającym antypolskim nacjonalizmie. Nie zdziwiło mnie więc w ogóle, że, przemawiając w polskim sejmie, nie przeprosił za Wołyń. Podobnie jak to, że wywołał skandal 8 maja podczas obchodów Narodowego Dnia Zwycięstwa na Westerplatte, gdy miał w klapę marynarki wpiętą czarno-czerwoną rozetkę symbolizującą barwy OUN-UPA. 

Jak wiadomo bezkarność rozzuchwala. A nasi politycy w większości milczą i tylko — co za paradoks — Sojusz Lewicy Demokratycznej ostrzega przed odradzającym się ukraińskim nacjonalizmem, którego jednym z elementów jest kult Bandery oraz roszczenia zwrotu Ukrainie Przemyśla i kilkunastu innych powiatów wysuwane przez Prawy Sektor. Rzecznik tego ugrupowania, Andrij Tarasenko, który rzeź wołyńską uważa za brednie, mówił bez ogródek „Rzeczpospolitej”: „Po wojnie operacja «Wisła» spowodowała, że Ukraińcy z tych ziem etnicznych zostali wyrzuceni i sprawiedliwość nakazywałaby, aby te ziemie do Ukrainy wróciły”.

„Polska chce wspierać Ukrainę, polscy politycy chcą wysyłać broń, pieniądze, dać się wciągnąć w konflikt na wschodniej Ukrainie. A od 25 lat kiedy jest wolna Polska i zaistniała na mapie Ukraina, od 25 lat obie strony – myślę o politykach – nie potrafią powiedzieć prawdy” — mówił jeszcze w TVP Info ks. Isakowicz-Zaleski. Nic dodać, nic ująć. Tyle, że takie opinie to rzadkość, bo o sprawiedliwość po latach tak naprawdę dopominają się wyłącznie ci, co tamte chwile grozy przeżyli. Państwo na własne życzenie jest po raz kolejny chłopcem do bicia. Tak było przy oskarżeniach środowisk żydowskich, ale i Niemców, o nasz współudział w holokauście. Tak było przy wymyślonych przez wywiad zachodnioniemiecki „polskich obozach koncentracyjnych”, o których mówił i prezydent USA Barack Obama. Teraz w imię wydumanej poprawności politycznej głosi się, że ludobójstwo wołyńskie to temat niepotrzebny, bo Ukraina walczy z Rosją i „chce do Europy”.

Nie jest to w żadnym razie głos zgodny z polską racją stanu i budowaniem naszego prestiżu i siły na arenie międzynarodowej. Chce Ukraina naszej pomocy i wsparcia? Jak chce, to niech przyjmie odpowiedzialność za ludobójstwo wołyńskie, czy odbierze żołnierzom OUN-UPA prawa kombatanckie. To minimum, którego powinni żądać polscy politycy, i ci u władzy, i ci co do władzy się szykują. 

A powinni się tu uczyć chociażby od kompozytora Krzesimira Dębskiego, autora muzyki do „Ogniem i mieczem”, który przed rozpoczęciem koncertu we Lwowie, witając publiczność, bez ogródek powiedział, kto jest winien ludobójstwu na Kresach: „Przepraszam, ale to wszystko, co umiem po ukraińsku. Mógłbym znać język, bo miałem babcię Kozaczkę, ale nie nauczyła mnie ukraińskiego, bo zamordowali ją w 1943 banderowcy na Wołyniu, więc będę mówił do Was po polsku”.

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook