Jedynie prawda jest ciekawa

Bareja by na to nie wpadł

27.02.2012

Premier Tusk uwija się jak w ukropie. W jednym z dzienników mówił wręcz, że pracuje 24 godziny na dobę.

Sto dni drugiej kadencji rządu mu stuknęło, a sondaże jak leciały w dół tak lecą. Udaje więc że coś robi. Może ten pijar jeszcze raz pomoże…

Tyle, że to jeden wielki cyrk. Te wszystkie konsultacje, wzywanie kolejnych ministrów na dywanik, to śmiechu warte przedstawienie. Media i gawiedź nadwiślańska otrzymują spektakl pracowitych konsultacji Donalda T. z niemniej zapracowanymi ministrami, chcącymi by Polska miodem i mlekiem spływała. A gdy się drzwi gabinetu zamkną - gospodarz i goście śmieją się do rozpuku i, wzorem protoplastów z PRL, popijają kawę z koniaczkiem.

 

Czasami dowiadujemy się nowinek, od których aż dreszcze przechodzą. Po spotkaniu z ministrem obrony Tomaszem Siemioniakiem wiemy, że modernizowana będzie Marynarka Wojenna. W sposób szczególny, acz typowy dla obecnej ekipy. Przez likwidację.

Nikt nie zaprzeczy, że nasza flota przypomina bardziej muzeum niż nowoczesną armię, ale to jeszcze nie powód by Polskę czynić bezbronną, tym bardziej, że w innych też nie pływają same superokręty. Tymczasem u nas bez żenady pod nóż idą cztery okręty podwodne typu Koben (mimo, że MON jeszcze niedawno zapewniał że spełniają wymagania współczesnego pola walki), dwie posowieckie korwety rakietowe typu Tarantula. I, co najciekawsze, największe i najnowocześniejsze w polskiej flocie wojennej dwie jedyne fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry - „Pułaski” i „Kościuszko”, które otrzymaliśmy w darze od Stanów Zjednoczonych i które były jednostkami stałych zespołów Sojuszu Północnoatlantyckiego ("Pułaski" był m.in. na Morzu Czarnym, gdy toczyła się wojna między Gruzją a Rosją).

Najważniejsze ustalenie rządowych speców od wojskowości, to likwidacja programu „Gawron”, budowy nowoczesnej wielozadaniowej korwety wykorzystującej technologię stealth, która miała być wizytówką odnowionej Marynarki Wojennej.

I co z tego, skoro spec od futbolu wie, że „Gawrona” trzeba utopić, gdyż "ciągle bardzo dużo pieniędzy w polskim wojsku idzie na rzeczy, które z obronnością wprost nie mają nic wspólnego (…)." Jeśli tak to dlaczego tak skromnie? Jeśli budowa nowoczesnej jednostki pływającej nie ma nic wspólnego z obronnością to nic prostszego niż jak najszybciej zlikwidować całą Marynarkę Wojenną. A najlepiej całą armię, gdyż wszędzie powstają projekty. To dopiero będzie oszczędność. Nie możemy być tak rozrzutni jak nasi bałtyccy sąsiedzi, którzy od kilku lat unowocześniają swoją flotę. Oni się rozwijają, a my zwijamy.

Przysłuchiwałem się konferencji prasowej premiera i takiego dyletanctwa dawno nie spotkałem. „Gawron” nie jest potrzebny, albowiem zdaniem Tuska „względy militarne nie wskazują na potrzebę budowy dużych jednostek na Bałtyku", mglistą alternatywą mają być w przyszłości mniejsze platformy bojowe operujące tylko na tym akwenie. Pan premier mógłby sobie dobrać lepszych doradców, wiedziałby wówczas, że jest to trend odwrotny do tego, które prowadzą marynarki wojenne państw europejskich. Szwecja, która przez wiele lat opierała swoją flotę na małych i szybkich okrętach rakietowych wprowadza okręty wielozadaniowe, w tym korwety właśnie w technologii stealth. Flotę rozbudowują Niemcy. Rosja wprowadza do służby we Flocie Bałtyckiej Federacji Rosyjskiej pięć nowych okrętów, w tym korwety rakietowe i fregatę rakietową, Będą stacjonować pod naszym nosem, w Bałtijsku. Czym je powstrzymamy po wycofaniu fregat, gdy pozostaniemy bez dużego okrętu wojennego zdolnego razić wroga i samemu odpierać jego ataki? Chyba tylko groźną miną premiera, który wyzwie wroga na pojedynek na piłkarskie główki.

 

Nam flota niepotrzebna, bo jest inna koncepcja. Jedynie słuszna, jakby to ujął Bareja. I awangardowa jak diabli.

Marcin Idzik, wiceminister ON ds. uzbrojenia i modernizacji, zapowiedział w „Gazecie Wyborczej”, iż „będziemy raczej rozwijać siły specjalne zdolne do operowania na morzu. Już w przyszłym roku Marynarka dostanie Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy, zostanie więc uzbrojona w nowoczesną broń, którą może kontrolować Bałtyk z nabrzeża.” Jakieś pomniejsze jednostki zostaną ale podstawą będzie obrona morza z lądu. Że też na to nie wpadł nieoceniony Bareja w „Misiu”, ani dowódcy największych flot wojennych świata. Po kiego licha budować okręt, skoro można strzelać z rakiety. Nobel dla Idziaka poproszę!

A zaraz potem wiceminister przedstawia przewidywane zagrożenia na Bałtyku: „Jeśli cokolwiek mogłoby się tu wydarzyć, to atak asymetryczny, np. na gazociąg Nord Stream.” Zaraz, zaraz… Wydawało mi się, że Polska jest przeciwna budowie gazociągu, a teraz wygląda na to, że niemiecko-rosyjskiej rury będziemy bronić do ostatniej kropli krwi, ostatnich rakiet (których nie ma) i ostatnich okrętów (które rychło, bo do 2018 roku będą zezłomowane). Czyżby premier Tusk podpisał z Putinem i Merkel jakieś porozumienie militarne, o którym opinia publiczna nie ma pojęcia? Wychodzi na to, że słowa Jarosława Kaczyńskiego o realizowaniu kondominijnej polityki zagranicznej uzyskały kolejne – po tzw. śledztwie smoleńskim, berlińskim hołdzie Sikorskiego, czy pakcie fiskalnym – potwierdzenie w faktach.

 

Idzik jednak wysiada przy innym „mędrcu”. Szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, były długoletni towarzysz i członek egzekutywy, uczestnik moskiewskich kursów „zabezpieczanych” przez GRU – minister Stanisław Koziej. Ten to ma koncepcję! Też mamy bronić morza z lądu, ale Koziej jeszcze obiecuje niemalże coś na kształt amerykańskich „gwiezdnych wojen”. Jakie tam rakiety, będziemy operować aparatami bezzałogowymi, robotami, powietrznymi i morskimi systemami rozpoznania. No i co przy takim Kozieju znaczy James Bond? Zero! Jest tylko jeden problem – tego typu sprzęt jest w fazie projektów państw o wiele bogatszych i rozwiniętych technologicznie niż Polska. Ale kto by się u Komorowskiego i Tuska tym „drobiazgiem” przejmował. Najważniejsze to dużo mówić, a czy mądrze, czy idiotycznie, to już bez znaczenia.

 

Żołnierze zostaną bez sprzętu, ba - być może będą paradować na bosaka, bo właśnie zamykane są lubelskie zakłady, które od kilkudziesięciu lat zaopatrywały wojsko w obuwie. Na otarcie łez dostaną od „wadzy” po 300 złotych miesięcznie więcej, by łatwiej im się walczyło. Najlepiej przeznaczyć je na zakup okrętów z plastiku. Puszczane na wody Bałtyku będą udawać flotę realną i płynąć na spotkanie korwet i fregat wroga. Ten ucieknie gdzie pieprz rośnie!

Tylko, kto tych żołnierzy będzie wspierał duchowo? Minister w poczuciu misji oszczędzania na wszystkim wyrzuca właśnie połowę ordynariuszy polowych, gdyż wojsko się zmniejsza.

Zastąpią ich oficerowie polityczni? Politruków, czyli absolwentów Akademii Politycznej im. Dzierżyńskiego do zagospodarowania jest wielu. Siemoniak ma do koloru, do wyboru.

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook