Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Atomowe konfitury

30.06.2012

Według Banku Światowego polska gospodarka nie ma sobie równych w naszym regionie.

Produkt Krajowy Brutto wzrasta do 2,9 proc., co więcej, autorzy „EU11 Regular Economic Report” twierdzą, że w przyszłym roku przyspieszymy nawet do 3,2 proc.

Nic tylko się cieszyć. Tym bardziej, że propaganda sukcesu nie zwalnia. Premier i jego ludzie zarzucają nas danymi. Polska to lider w Europie ze wzrostem PKB , gospodarka się rozwija w szaleńczym tempie, Polacy mają coraz bardziej zasobne portfele i pracę. Ba, maj okazał się przełomowym okresem jeżeli chodzi o bezrobocie. Z danych GUS wynika, że stopa bezrobocia zarejestrowanego wyniosła na koniec maja 12,6 proc. wobec 12,9 proc. miesiąc wcześniej. Ale o tym, że oznacza to, iż nad Wisłą mamy ponad dwumilionową armię bezrobotnych – myślę tu o tych zarejestrowanych, gdyż tak naprawdę jest ich o wiele więcej – już nie usłyszymy. Po co przypominać ludziom, że tak dużego bezrobocia nie było od lat?

Ma być wspaniale, więc gdy pokazują się niewygodne dla władzy dokumenty, są one przed opinią publiczną szczelnie zamykane w kasie pancernej fachowców od tzw. pijaru obsługujących premiera Tuska i Platformę Obywatelską. O ile polityków opozycji, krytykujących rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego można bez problemu ukazać w blasku kamer jako frustratów uprawiających krytykę dla samej krytyki, to z liczbami już polemizować się nie da. Na koniec maja minister finansów wykorzystał aż 27 mld zł deficytu budżetowego, czyli blisko 75proc. tego co było zaplanowane na cały rok. Oznacza to, że jeśli sytuacja się nie poprawi to dojdzie do zablokowania wydatków w poszczególnych działach budżetu lub do jego nowelizacji. Czy ktoś o tym mówi? A po co? To dowód klęski rządu, a „show must go on”. Jak bal na Titanicu.

Orkiestra oddanych władzy mediów gra w najlepsze, a Polska przez tandem Tusk-Rostowski jest zadłużana po uszy. Już w marcu br. Ministerstwo Finansów musiało przełknąć gorzką pigułkę i poinformować, że według unijnych wyliczeń dług publiczny wyniósł w 2011 roku 56,4 proc. PKB. A to oznacza przekroczenie tzw. konstytucyjnego progu ostrożnościowego. Co prawda rząd dług ten oszacował na 53,5 proc., ale tylko i wyłącznie dlatego, że nie zaliczył do niego długu generowanego przez Krajowy Fundusz Drogowy, czyli tego, co państwo pożycza na budowę autostrad i tras szybkiego ruchu. Jak informował wówczas portal hotmoney.pl: na koniec 2011 r. zadłużenie KFD wyniosło ok. 47,5 mld zł, czyli prawie o 40 proc. więcej niż w 2010 roku. Z zestawienia wynika, że największą część długu publicznego - 747,5 mld zł według stanu na koniec 2011 r., o 8 proc. więcej niż rok wcześniej - generuje Skarb Państwa, czyli potrzeby budżetu. Dużo szybciej rośnie zadłużenie samorządów, które zwiększyło się w ciągu 2011 r. do 61,2 mld zł, czyli o 20 proc. w porównaniu z 2010 rokiem.

Nie można jednak nie doceniać rządu. Jak on dba o nas, szaraczków! W zeszłym roku ustalił np., że w 2012 r. minimalne wynagrodzenie za pracę wzrośnie z 1386 zł do 1500 zł brutto. To jakieś 1111,86 zł do kieszeni, po odliczeniu składek społecznych, zdrowotnych i zaliczek na podatek dochodowy i przy uwzględnieniu standardowych kosztów uzyskania przychodu. Realnie więc najniższa krajowa poszła w górę „aż” o 79,52 zł. Za taką szczodrość rządu nie można nawet zatankować do pełna samochodu. Kołdra nadal krótka, jak to się mówi - za mało by żyć, za dużo by umrzeć. No, ale w przyszłym roku rząd też będzie hojny. Ma dołożyć 100 zł brutto więcej. Nikt tego nawet nie odczuje, gdyż zmiany cen i opłat i zapowiedzi kasowania ulg podatkowych, podnoszone po rak enty akcyzy na paliwo, papierosy i alkohol, plus grożenie podatkiem katastralnym, już zwalają z nóg. W tym roku, według niepełnych przecież danych, przeciętnie zarabiający Polak odda państwu z tytułu podatków pośrednich - a więc VAT i akcyzy - o 300 zł więcej niż rok wcześniej. Łącznie w tym roku zapłacimy o ponad 2,2 tys. zł więcej podatków niż w 2011 r.

Tusk jednak przekonuje, że jest bogato, bo wskaźniki idą w górę. Jak jest, pokazuje materiał Głównego Urzędu Statystycznego z maja br. pod tytułem „Ubóstwo w Polsce w 2011 r. (na podstawie badań budżetów gospodarstw domowych)”.

Ciekawa to lektura, po której łatwo zrozumieć dlaczego o materiale się w ogóle nie mówi w mediach. Wzrasta ubóstwo, którego skala się zmniejszała podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości: „Po okresie spadku w latach 2006-2008, a następnie paroletniej stabilizacji, w roku 2011 odnotowano wzrost poziomu zagrożenia ubóstwem skrajnym w Polsce. Odsetek osób w gospodarstwach domowych o wydatkach poniżej granicy ubóstwa skrajnego (tzn. znajdujących się poniżej minimum egzystencji) wzrósł o 1 pkt. proc. w stosunku do roku 2010 i wyniósł 6,7%.” – stwierdza GUS. Zwiększyło się m.in. „zagrożenie ubóstwem skrajnym w niemal wszystkich grupach gospodarstw domowych” a „wartości granic ubóstwa skrajnego dla niektórych gospodarstw domowych (w zależności od ich składu osobowego) przewyższały wartość granicy ubóstwa ustawowego. (…) Jedną z przyczyn stałego spadku wartości wskaźnika zagrożenia tzw. ubóstwem ustawowym jest to, że od 1 października 2006 roku nie zmieniła się nominalna wartość progów interwencji socjalnej, a tym samym wartość granicy ubóstwa ustawowego. (…) Inną sytuację odnotowalibyśmy, przyjmując jako granicę ubóstwa ustawowego poziom progów interwencji urealniony wskaźnikiem wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych od czasu ich wprowadzenia, czyli od IV kwartału 2006 roku; tak obliczona stopa ubóstwa ustawowego w 2011 r. wyniosłaby nie 6,5%, a 11,4%, co oznacza wzrost o 0,6 punktu procentowego w stosunku do tak samo obliczonej granicy ubóstwa za rok 2010.”

Zadłużone i przeżarte biurokracją państwo opresyjne coraz głębiej sięga do kieszeni obywateli. Podczas ostatniej kampanii wyborczej pewien plantator papryki pytał premiera „jak żyć”. Jak to jak? Biednie i bez pracy. To taki prezent od Tuska i Platformy dla społeczeństwa, z pominięciem rzecz jasna krewnych i znajomych królika, szemranego biznesu o niejasnych korzeniach i powiązaniach, czy też polityków PO – fachowców od wszystkiego, takich jak Aleksander Grad. „Rzeczpospolita” swego czasu pisała o firmie geodezyjno-projektowej MGGP S.A. (wcześniej działającej jako Małopolska Grupa Geodezyjno-Projektowa), w której udziały mieli żona Aleksandra Grada i jego kolega i która wygrywała przetargi organizowane przez agencje rządowe i spółki Skarbu Państwa, w czasie gdy Grad kierował Ministerstwem Skarbu Państwa. Teraz Grad będzie budował elektrownię jądrową. To dopiero muszą być „atomowe konfitury”, skoro opłacało się dla nich zrezygnować z zasiadania w Sejmie.

Piotr Jakucki

Autor bloga

Jakucki-Piotr

Piotr Jakucki

Dziennikarz i publicysta, m.in. „Nowy Świat”, „Gazeta Polska”, w latach 1995-2010 redaktor naczelny tygodnika „Nasza Polska”, „Głos Polski” (Kanada), „Goniec” (Kanada), „Kurier Chicago” (USA), korespondent radia „Sami Swoi. W porannym rytmie” (Chicago).

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook