Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zdradzony przez wszystkich

29.08.2013

Generał Stanisław Sosabowski, organizator i dowódca słynnej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej, na której czele walczył w 1944 roku pod Arnhem w operacji „Market-Garden”, doczekał się uhonorowania także w tzw. wolnej Polsce.

1. września w Galerii Wielkich Polaków znajdującej się w krakowskim Parku im. Henryka Jordana zostanie odsłonięte jego popiersie. Odbędzie się to w ramach uroczystości, poświęconym Polakom poległym i pomordowanym w czasie II wojny światowej i po niej. Stanie ono w sąsiedztwie popiersi: gen. Władysława Andersa, gen. Stanisława Maczka, gen. Leopolda Okulickiego, gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila" i rotmistrza Witolda Pileckiego.

Przez lata Polski komunistycznej w drugim obiegu czytaliśmy o Sikorskim, czy Andersie. O Sosabowskim mniej, albo w ogóle. I chichotem historii jest to, że został nad Wisłą przywrócony do życia tak naprawdę dopiero książką Corneliusa Ryana „O jeden most za daleko”, opisującej operację „Market-Garden” oraz jej świetną ekranizacją ze znakomitą rolą Gene Hackmana, który wcielił się w postać dowódcy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. To Ryan zdjął z Sosabowskiego piętno winnego klęski tej operacji, pokazując polskiego dowódcę jako tego który od początku próbował przekonać o niedorzeczności planu Montgomery’ego i dzięki sprzeciwowi którego termin desantu dwukrotnie przekładano.

O Sosabowskim można napisać wiele. Chociażby o jego udziale w kampanii wrześniowej i obronie warszawskiego Grochowa, gdy jego 21 pułk piechoty, nazwany „Dziećmi Warszawy”, 16 września podczas niemieckiego szturmu generalnego na Pragę doszczętnie rozbił wielokrotnie silniejszy 23 Pułk Piechoty Wehrmachtu, a Sosabowskiemu powierzono dowództwo nad wszystkimi polskimi oddziałami w rejonie „Pododcinka Grochów” i za co otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari.

W 1941 roku, już w Anglii, rozpoczął się najważniejszy etap w wojskowym życiu Sosabowskiego. Został utworzona 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa. Generał Władysław Sikorski, który brygadę pozostawił do swojej wyłącznej dyspozycji, mówił do jej żołnierzy 23 września 1941 roku podczas ćwiczeń w Szkocji: „Gdy przyjdzie chwila, jak orły zwycięskie spadniecie na wroga i przyczynicie się pierwsi do wyzwolenia naszej ojczyzny.”

Stąd i hasło brygady: „Najkrótszą drogą”. Najkrótszą, a więc na spadochronach do Polski by tam walczyć. Taki był cel powołania jednostki i Sosabowski się go trzymał. Obiecali mu to też Anglicy, ale jak to w ich zwyczaju – daną obietnicę złamali. W wyniku działań generała Browninga anulowany został pakt Sikorski-Alan Brooke, według którego jednostka miała być pozostawiona do działań w Polsce. Następnie grożąc rozwiązaniem i wcieleniem żołnierzy do dywizji pancernej wymuszono na nowym Wodzu Naczelnym, generale Kazimierzu Sosnkowskim, zgodę na oddanie SBS pod dowództwo Sprzymierzonych, ściślej właśnie gen. Browninga, co nastąpiło 6 czerwca 1944 roku.

Gdy więc 1. sierpnia 1944 roku wybuchło powstanie warszawskie, polscy spadochroniarze byli już pod komendą brytyjską i nie dostali zgody na przerzucenie do Warszawy i udział w walkach, mimo że ludność stolicy liczyła na tę pomoc. To z jej składek powstał sztandar brygady, wręczony 15 czerwca 1944 roku, w dziewięć dni po tym jak po brytyjsko-polskich decyzjach stało się jasne, że żołnierze Sosabowskiego zamiast Warszawy będą wyzwalać Arnhem. Generał Bór-Komorowski słał w tej sprawie depesze do Londynu. Bezskutecznie. Ale było to już po Teheranie i Jałcie, gdzie zostaliśmy przez Londyn sprzedani Stalinowi i pozostawieni o orbicie sowieckich wpływów. I liczyli się Sowieci jako sprzymierzeniec, a nie jakaś tam krnąbrna Polska, która sprawiała tylko kłopoty np. dopominając się prawdy o Katyniu.

Zdradzili Sosabowskiego Anglicy, zdradził go i rząd polski w Londynie idący na pasku Brytyjczyków. Marszałek Montgomery, generałowie Horrocks i Browning zrzucili na generała odpowiedzialność za klęskę pod Arnhem. Twierdzili, że dowodził nieudolnie i nie chciał przyjść z pomocą obrońcom Oosterbeck. Naciskali na jego usunięcie. Nie było już generała Sosnkowskiego, który broniłby polskiego dowódcy, w rezultacie 2 grudnia 1944 roku generał Kopański wezwał Sosabowskiego przedstawiając mu list Browninga w tej sprawie i stwierdził, że pomimo ewentualnej krzywdy osobistej powinien odejść z dotychczas zajmowanego stanowiska. 9 grudnia prezydent Raczkiewicz - uzasadniając to wcześniej groźbą kryzysu w stosunkach z Anglią - odwołał Sosabowskiego ze stanowiska i mianował Inspektorem Jednostek Etapowych i Wartowniczych, co oznaczało w istocie odsunięcie na peryferyjne stanowisko w armii.

Tak odpłacono wybitnemu dowódcy, o którym generał Kazimierz Sosnkowski powiedział: „Surowy i wymagający dla siebie samego, żąda też wiele od swych podkomendnych; ojcowski i sprawiedliwy w osądach swych i w karaniu, umie pozyskiwać zaufanie i miłość żołnierzy, tak skłonnych płacić sercem za serce. Posiada on ów tajemniczy dar, który zawsze przynosi obfite plony na polu bitewnym – dar nawiązywania węzłów uczuciowych pomiędzy dowódcą a podkomendnymi.”

Bez dwóch zdań Sosabowski swoją drogą życiową udowodnił, że był postacią wręcz podręcznikową jeśli chodzi o oddanie ojczyźnie. I spotkał go za to los jakże częsty. Został poświęcony na ołtarzu dobrych stosunków z Aliantami znad Tamizy. Później już po wojnie ci sami wojskowi i politycy emigracyjni, którzy doprowadzili do odsunięcia Sosabowskiego zarzucali mu „kolaborację z komunistami”, gdy walczył o sprowadzenie do Londynu żony i syna, którzy stracił wzrok podczas powstania warszawskiego. Sam generał po wojnie zatrudnił się w fabryce urządzeń elektrycznych „CAV” jako magazynier z wynagrodzeniem 6 funtów tygodniowo. Przez kolejne 17 lat był prostym robotnikiem znanym współpracownikom jako „Stan”. Odchodząc z pracy w wieku 75 lat nie nabył praw emerytalnych, otrzymał skromną odprawę, a od kolegów złote pióro. Tak to rząd emigracyjny zadbał po demobilizacji o swojego wielkiego dowódcę, który po śmierci w 1967 roku zgodnie z życzeniem został pochowany w Polsce. No bo czy któryś z generałów brytyjskich, amerykańskich, sowieckich, francuskich, kończył służbę własnemu krajowi jako magazynier? O ile się orientuję, to nie.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!


Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook