Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zabawa w czarnego luda

26.06.2015

Przyjmowanie przez państwa Unii Europejskiej imigrantów z Syrii i Erytrei odbywać się będzie na zasadzie dobrowolności — poinformowała 26 czerwca po zakończeniu szczytu UE kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Bez dwóch zdań jest to zwycięstwo szefów państw tzw. nowej Unii, w tym zwłaszcza Ewy Kopacz i Viktora Orbana, a także brytyjskiego premiera Davida Camerona, sprzeciwiających się propozycjom Komisji Europejskiej, by 60 tysięcy uchodźców, którzy z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu przedostali się do przez Morze Śródziemne głównie do Włoch i Grecji oraz 20 tysięcy z obozów spoza UE, było wysyłanych do poszczególnych państw Unii po ustaleniu przez Brukselę odpowiednich kwot. Przyjęcie tego wariantu oznaczałoby, że na Polskę przypadłoby ponad 2600 imigrantów z Lambeduzy i innych miejsc nad Adriatykiem oraz 962 przesiedleńców z obozów. Tak to sobie radośnie wyliczyła centrala w Brukseli na podstawie naszej liczby ludności, poziomu bezrobocia, PKB czy ilości wcześniej przyjętych imigrantów.

Szczyt na szczęście skończył się tak, jak się skończył, co w sumie jest jakąś porażką znanego jeszcze z socjalizmu systemu nakazowo-rozdzielczego, obowiązującego po dziś dzień w UE, jako że ideologicznie całkowicie odeszła ona od wartości, na których powstawała Europejska Wspólnota Węgla i Stali.

Dobrze, że Europie Wschodniej udało się zawiązać skuteczny sojusz i zablokować dyktat, zresztą na jego temat najostrzej chyba wypowiadał się premier Węgier Viktor Orban. „Nie chcemy imigrantów na Węgrzech. Jeśli inni chcą ich przyjmować, niech to robią, ale nie powinni ich odsyłać do naszego kraju lub przez nasz kraj (…). Węgry potrzebują prawnych regulacji, by powstrzymać falę imigrantów z biednych krajów, nawet, jeśli miałoby to stać w sprzeczności z zasadami obowiązującymi w Unii Europejskiej” — mówił przed miesiącem w jednym z wywiadów, wzbudzając swoimi słowami wściekłość władz UE. Ale tym akurat Orban się najmniej przejmuje, a fakt, że to właśnie Węgry stały się — jak to ktoś określił — „szeryfem” w walce o obronę europejskich granic jest jak najbardziej naturalny. Węgry są dziś drugim po Szwecji państwem przyjmującym najwięcej imigrantów, jeśli weźmie się pod uwagę liczbę ludności. Tylko w ciągu sześciu miesięcy tego roku przez granicę z Serbią przedostało się nielegalnie nad Dunaj ponad 55 tysięcy osób, głównie z Kosowa. W konsekwencji Budapeszt rozważa w tej chwili zamknięcie granicy z Serbią i wybudowanie na jej długości wysokiego muru. Bruksela się oburza, ale jednocześnie w jej gremiach pojawiają się pomysły ograniczenia ustaleń z Schengen i — przynajmniej częściowe — przywrócenie kontroli granicznych.

Nieporozumieniem byłoby mniemanie, że problem nielegalnej imigracji zdarzył się z dnia na dzień i że dotyczy wyłącznie Europy. Wystarczy przejrzeć informacje na ten temat. Tyle że Unia zwyczajnie nie potrafi sobie z tym dać rady, a wdrażane w ostatnich latach programy, takie jak Mare Nostrum czy Frontex Plus, po prostu nie wypaliły, m.in. dlatego, że „centrala” przeznaczyła na nie zbyt mało pieniędzy.

I tak naprawdę to „stara Unia” sama sobie nawarzyła tego imigracyjnego piwa z groźbą muzułmańskiego terroryzmu w tle, do którego wypicia zmusza teraz kraje „nowej Unii”, w tym Polskę i Węgry, otwierając granice dla imigrantów wszelkiej maści, w tym muzułmanów. Miało być pięknie, w sumie taki raj na ziemi, w którym imigranci żyją razem z ludnością rdzenną w myśl hasła „kochajmy się”, integrują się, dobrze pracują, podnoszą swoje kwalifikacje… Tyle że zamiast integrować się imigranci potworzyli własne getta, a zamiast podnosić swoje kwalifikacje — zajęli się rozróbami i przestępczością. Tworzenie społeczeństwa multi-kulti szczególnie w odniesieniu do mniejszości muzułmańskiej, szalonego pomysłu byłego kanclerza Gerharda Schroedera, okazało się tak wielką klapą, że pięć lat temu Merkel musiała przyznać, że pomysł się nie sprawdził. Wielonarodową fraternizację chyba najboleśniej odczuli Francuzi, gdy w listopadzie 2005 roku rząd musiał wprowadzić stan wyjątkowy po tym, jak w ponad 300 miastach wybuchły zamieszki wywołane przez uchodźców z krajów Maghrebu i tzw. Czarnej Afryki.

Julia M. Jaskólska


Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook