Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Trzeba przesunąć Tatry

31.10.2013

Unijni urzędnicy mają miliony pomysłów, by umilić nam życie we wspólnej Europie.

Dali lekką rączką 3 mln euro na promowanie jedzenia robaków, zadecydowali o sposobie umieszczania kur w klatkach. Marchewka stała się owocem, ślimak „rybą śródlądową”, uregulowano problem „wycieraczek przednich w ciągnikach rolnych”, wprowadzono samogasnące papierosy, energooszczędne żarówki, czy zakaz używania odkurzaczy o zbyt dużej mocy.

Cały socjalizm, ze szczególnym uwzględnieniem jego ekonomii, był bez sensu, ale unijne jabłko niedaleko padło od czerwonej jabłoni. Obok absurdów mamy niemal identyczną nowomowę. Oto fragment dyrektywy regulującej siedzenie kierowcy w kołowych ciągnikach rolniczych i leśnych: „w przypadku gdy położenie siedzenia jest regulowane jedynie wzdłużnie i pionowo, oś wzdłużna przechodząca przez punkt odniesienia do siedzenia jest równoległa do pionowej płaszczyzny wzdłużnej ciągnika, przechodzącej przez środek koła kierownicy i nie więcej niż 100 mm od tej płaszczyzny”.

Najnowsze dzieło też powala na kolana. Unia oto stwierdziła, że w krajach UE za dużo zużywa się wody w toaletach i pisuarach, co ma szkodzić środowisku i powodować zbyt duży ubytek wody. Komisja Europejska udowadnia w specjalnym raporcie, do którego dotarł brytyjski „The Telegraph”, że różnice w sposobie spłukiwania wody mogą mieć nawet „aspekt kulturowy”, a ponadto „nawet na terenie jednego państwa widoczne są spore różnice w średnim zużyciu wody”. Brzmi to jak z Orwella, ale UE w zapale neosocjalistycznej urawniłowki wykazała się iście rewolucyjną czujnością i wyliczyła, że liderem czarnej wodnej listy toaletowej jest Luksemburg, którego mieszkańcy spłukują aż 33 procent wody zużywanej w przeciętnym gospodarstwie domowym. Trochę mniej rozrzutni są Brytyjczycy z 30 procentami. Danych z Polski nie mam, ale najmniej wody w wiadomym celu zużywają Finowie, bo tylko 14 procent. Finowie, jak to Skandynawowie, są oszczędni. I cóż z tego, skoro Unia uznała że owe 14 procent to i tak zbyt dużo. Fachowcy z Brukseli wyliczyli już, że do pełnego „spłukania” toalety wystarcza sześć litrów wody i taki standard ma zostać przyjęty. Jak widać „postępy postępów” mają się coraz lepiej i zaostrzają kurs.

W tych, na pozór bez sensu regulacjach, chodzi o duże pieniądze. Na reformie zużywania wody w toaletach i pisuarach zarobią koncerny produkujące spłukiwacze, dostosowane do nowych norm, a stare zostaną zakazane jako nie spełniające kryteriów. Podobnie stało się w przypadku tzw. energooszczędnych żarówek, które okazały się być niebezpieczne dla zdrowia. Marchewka, słodki ziemniak czy jadalne części rabarbaru też zostały uznane za owoce nieprzypadkowo. Taka Portugalia produkuje na potęgę dżem z marchwi, ma silne lobby więc marchewka stała się owocem, bo jak wiadomo dżem może być zrobiony tylko z owoców.

Podobnie z bananami. Co prawda Unia ostatecznie odstąpiła od badania ich krzywizny, ale postulat odpowiedniego zakrzywienia był wynikiem nacisków Francji, która dążyła do tego, by banany sprowadzano głównie z francuskich kolonii. Paryżowi udało się natomiast przeforsować pomysł zakwalifikowania ślimaków do ryb śródlądowych. Unia bowiem dotowała hodowle ryb, ale nie hodowle ślimaków. A, że Francja ma bardzo silne lobby, no to Unia uległa prośbom Francuzów i uznała ślimaka za rybę. Teraz Francja, która jest największym w Europie producentem tego specjału, może dostawać na nie dotacje.

My też możemy być dumni, też mamy swoje lobby. Tak silne, że Bruksela pozbawiła nas dostępu do morza. Według regulacji unijnych Tatry stanowiące naszą granicę południową są zbyt oddalone od granicy północnej, a więc od Bałtyku. Dlatego nie leżymy nad morzem, mimo że wszyscy którzy spędzają urlopy w Gdańsku, Sopocie, Władysławowie, czy Łebie wiedzą, że leżymy. Ale Unia wie lepiej, o czym co i rusz przekonują nas decydenci, więc tego się nie przeskoczy. Chociaż... Skoro trudno byłoby zbliżyć Bałtyk do gór, to może unijni urzędnicy przybliżą Tatry do morza, by granice północną i południową dzieliła odpowiednia odległość. W komedii Barei „Poszukiwany, poszukiwana” przesuwano jezioro, więc kto wie co jeszcze przed nami.

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook