Jedynie prawda jest ciekawa

Święta wojna nad Wisłą?

30.06.2015

Ataki terrorystyczne w tunezyjskim kurorcie Susa, zamach w meczecie w Kuwejcie i wydarzenia we Francji potwierdziły tylko w tragiczny sposób, jak słuszne było wywalczenie przez przywódców Europy Wschodniej na ostatnim szczycie UE odejścia od proponowanego przez Komisję Europejską narzucenia przyjmowania przez kraje członkowskie Unii uciekinierów, głównie z Syrii.

Dobrze, że tak się stało i jest to zasługa także polskiej strony. Trzeba jednak pójść o krok dalej i podjąć decyzję, czy w ogóle — w obliczu zagrażającego Europie dżihadyzmu — Polska powinna przyjmować uchodźców z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, w tym z Syrii, a więc z kraju narodzin kalifatu Państwa Islamskiego, uważanego częstokroć za odpowiedź na narzuconą przez USA poszczególnym państwom „arabską wiosnę ludów” i wtłaczanie ich na siłę w obręb — religijnie, kulturowo i cywilizacyjnie im obcych — standardów „zachodniej demokracji”.

Otóż jestem przeciwna temu, by w imię jakiegoś wydumanego europejskiego solidaryzmu otwierać polskie granice dla potencjalnych fanatyków, gdyż nikt nie może zagwarantować, że takowymi nie będą imigranci przyjmowani przez nasz kraj bez względu na wyznanie i osiedlani w ośrodku Caritasu w Rybakach, co zapowiedziała minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska. Uspokajające tony polityków, że nie jesteśmy państwem frontowym, jeśli chodzi o działania terrorystyczne i zajmujemy się przede wszystkim naszymi rodakami ze Wschodu, nie wytrzymują krytyki. Globalny charakter współczesnego terroryzmu sprawia, że takim państwem frontowym możemy stać się w każdej chwili. Chciałabym też wiedzieć, w jaki sposób będzie odbywało się sprawdzanie tożsamości tych przybyszów, a jest to o tyle istotne, że znaczący procent przedostających się przez Morze Śródziemne do Europy nie posiada dokumentów tożsamości. A nawet, jeżeli je posiada, to kto jest w stanie zweryfikować, czy są one prawdziwe? Nie uspokaja też teza, że do Polski będą przyjmowane rodziny z dziećmi. Kto może bowiem zaręczyć, że któregoś pięknego dnia „uruchomiony” terrorysta islamski — obojętnie czy będzie to, tak jak w Susie, na pozór zwyczajny młody mężczyzna, czy kobieta będąca przykładną żoną, czy dziecko — nie wejdzie na lotnisko Okęcie „ubrany” w pas szahida i nie rozerwie się dla chwały Allaha?

Według byłego szefa ABW Bogdana Święczkowskiego polskie służby nie są gotowe do odparcia rzeczywistych zagrożeń terrorystycznych, przede wszystkim dlatego, że ostatnie osiem lat zostało zmarnowane, jeśli chodzi o rozpoznanie potencjalnych zagrożeń. To niekoniecznie tak, gdyż opinię tę, odartą z kontekstu politycznego, można by z powodzeniem zastosować do większości służb specjalnych współczesnego świata, które okazują się bezradne wobec „świętej wojny”.

Nie bez racji kilka dni temu w TVP INFO Jerzy Dziewulski mówił, że na ścianie centrali jednej z izraelskich służb specjalnych widnieje znamienne motto, że nie może ona zapobiec aktowi terroru, a tylko jak najbardziej zminimalizować jego skutki. To samo pisał jeden z najlepszych specjalistów od terroryzmu Bruce Hoffman, że terrorysta z reguły zawsze wyprzedza antyterrorystę. Z tego też względu służby specjalne w większości przypadków skazane są na działania reaktywne, co i tak jest utrudnione m.in. ze względu na zmieniający się charakter zachowań grup terrorystycznych, a przez to utrudnioną ich infiltrację. O ile wcześniej obiektami zamachów przeprowadzanych np. przez Baader Meinhof czy Brigate Rosse były ściśle określone osoby, takie jak Hans Martin Schleyer czy Aldo Moro, dziś terroryzm ma w większości podłoże religijne i polega — tak jak chociażby w przypadku kalifatu — m.in. na zbiorowych egzekucjach na mężczyznach, kobietach i dzieciach dokonywanych w imię wiary. A ponieważ ma charakter globalny, to jest żywiołem coraz trudniejszym do opanowania. Dlatego też recepta brytyjskiego premiera Davida Camerona, że w obliczu strasznych ataków ze strony Państwa Islamskiego czekających Wielką Brytanię i Europę ekstremistów można pokonać poprzez promowanie pokoju, demokracji, tolerancji i wolności, świadczy o braku koncepcji i bezradności świata zachodniego.

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook