Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Spadek po Agencji 114

29.02.2016

Od 26 lat określenie „polskie obozy koncentracyjne” przedstawiane jest u nas tak, jakby wzięło się z kosmosu.

A przecież trudno przypuszczać, by politycy, publicyści i historycy nie znali tej prostej prawdy, że zostało ono wymyślone przez Niemca Adolfa Benzingera, podczas wojny sierżanta Geheime Feldpolizei, czyli tajnej policji wojskowej, po 1945 roku odpowiadającego za działalność Agencji 114 utworzonej wewnątrz Organizacji Gehlena, poprzedniczki Federalnej Służby Wywiadowczej, zatrudniającej wielu innych funkcjonariuszy hitlerowskiego aparatu terroru. To właśnie Benzingerowi w 1956 roku postawiono zadanie opracowania sposobu „wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę” za pomocą „odrobiny fałszu w historii”. No i trzeba przyznać z perspektywy lat, że Agencja 114 dobrze wykonała swoją robotę…

„Times of Israel” 26 lutego w artykule „Do the words «Polish death camps» defame Poland? And if so, who’s to blame?” napisał wprost o Agencji 114 jako o pomysłodawczyni „polskich obozów”. Skoro pisze tak dziennik izraelski – podkreślający jednocześnie, że „od Jerozolimy po Warszawę panuje pełna zgoda, co do tego, że obozy nazistowskie w okupowanej Polsce nie mogą być nazywane «polskimi»” – to co stoi na przeszkodzie, by nasze władze i media w końcu wyleczyły się z polityczno-historycznej amnezji?

Rząd Beaty Szydło, który ogłosił rozpoczęcie programu antydefamacyjnego mógłby włączyć wątek Benzingera do kampanii informacyjnej, tak, by było w końcu jasne, skąd ten potworek się wziął. Świetnie, że propagowanie tezy o „polskich obozach koncentracyjnych” ma być karane nawet pięcioma latami więzienia i że proponowane jest także uzupełnienie konstytucji o zapis mówiący o ochronie dobrego imienia Polski. Tak więc – jak powiedział jeden z oficjeli – autorzy kłamstw o naszym współudziale w niemieckim ludobójstwie już powinni zacząć się bać.

Czy jednak takie uzupełnienie konstytucji jest niezbędne, czy nowe prawo będzie skuteczne w przypadku ścigania np. zagranicznych polityków czy tytułów prasowych? W jaki sposób będzie można doprowadzić przed polski sąd redakcje „New York Timesa” czy „Spiegla”, które zamieszczą jakiś kolejny tekst wykazujący nasze współuczestnictwo w holokauście? A co z Barackiem Obamą, który o „polskich obozach” też mówił i to podczas odbywającej się z wielką pompą uroczystości pośmiertnego uhonorowania Jana Karskiego? Tak naprawdę nie wiemy, czy w ogóle takie stawianie przed polskimi sądami będzie możliwe, więc wydaje się, że nadal najbardziej skutecznym środkiem pozostanie aktywność MSZ i naszych ambasadorów, coraz skuteczniejsza w ostatnich latach.

W propozycjach ministra Ziobry uderzyło mnie poza tym ograniczenie zwalczania fałszów historycznych wyłącznie do tzw. antypolonizmu zachodniego, w którym główne role grają właśnie „polskie obozy koncentracyjne”, pomoc Niemcom w likwidacji Żydów etc. Na niedawnej konferencji prasowej nie padło bowiem ani jedno słowo o karaniu za propagandę defamacyjną rozpowszechnianą za wschodnią granicą. A co będzie, jeśli w prasie rosyjskiej, białoruskiej czy litewskiej ukażą się publikacje obarczające nas odpowiedzialnością za stalinizm, zacznie się pisać o „polskim Gułagu”, „polskim łagrze”? Na Ukrainie już można spotkać publikacje oskarżające nas o ludobójstwo na Wołyniu i wyrzynanie tamtejszej ludności. Czy jest to mniej szkodliwe dla naszego wizerunku niż „polskie obozy koncentracyjne”?

Julia M. Jaskólska 


Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook