Jedynie prawda jest ciekawa

Rola pionka

28.10.2013

„Polska została zostawiona przez Amerykanów na lodzie jako pierwsza” - napisała 25 października br. niemiecka "Sueddeutsche Zeitung”, krytykując amerykańskiego prezydenta Baracka Obamę za postawę wobec sojuszników z byłego bloku wschodniego.

„Lista zaprzyjaźnionych rządów, które Obama zostawił na lodzie, jest długa. Zaczęło się od Polski i Czech, które pozwoliły Stanom Zjednoczonym, pomimo wściekłego wrzasku Moskwy, ustawić na swoim terytorium obronne tarcze rakietowe. Obama, ledwo został prezydentem, wycofał się z zamiaru budowy tarcz i wystawił Warszawę i Pragę do wiatru” - podkreśla dziennik.

Niby analiza trafna, zastanawia tylko nagły przypływ sympatii niemieckiej prasy wobec nas i innych byłych demoludów. Tak szczerze nas żałują? I bezinteresownie? Bynajmniej, gdyż w polityce czegoś takiego nie ma. Po prostu, okazało się, że amerykańskie służby za zgodą Obamy podsłuchiwały kanclerz Angelę Merkel. Trzeba więc Ameryce utrzeć nosa i zapłakać nad losem opuszczonej Polski skazanej na Rosję.

W rzeczywistości Polska w orbicie rosyjskiej jest zgodna z realpolitik Niemiec, w tym z budową współczesnej osi Moskwa-Berlin. Niemcy, decydująca siła Unii Europejskiej, popierają więc np. koncepcję Związku Europy, nowego układu geopolitycznego skonstruowanego na Kremlu przez Siergieja Karaganowa, najpoważniejszego analityka rosyjskiej polityki zagranicznej ostatnich dwudziestu lat i doradcy prezydenta Władimira Putina. Sojusz ten charakteryzowałam obszernie trzy lata temu w tekście „Zabójcza doktryna Karaganowa”. Teraz więc przypomnę jedynie, że miałby to być strategiczny i gospodarczy pakt Rosji z Europą, a więc z Niemcami, stworzony mocą jednego dużego traktatu oraz czterech umów regulujących główne sfery współpracy: energetyki, wspólnego obszaru strategicznego w polityce zagranicznej, wspólnej przestrzeni gospodarczej i technologicznej oraz m.in. wspólnego rynku pracy. Zresztą po stronie zachodniej grunt pod niego został już przygotowany nie tylko poprzez konsolidację władzy w Unii Europejskiej na zasadach megapaństwa z własnym rządem, polityką zagraniczną, armią i prawem nadrzędnym, a więc traktatem lizbońskim, ale również poprzez „partnerstwo dla modernizacji” z Roją, sięgające genezą do 2008 roku. No, a potem był jeszcze m.in. szczyt w Rostowie nad Donem z 1 czerwca 2010 roku, na którym ustalono że Unia przestanie krytykować Rosję, np. za łamanie praw człowieka, oraz odrzuci aspiracje takich państw jak Ukraina do wejścia w zachodnią strefę wpływów.

W latach 80. świat miał szczęście, bo prezydentem USA był antykomunista i republikanin Ronald Reagan. Dziś w Waszyngtonie zasiada demokrata Barack Obama ze swoim tzw. resetem wobec Rosji, który można przyrównać do samobójczej dla USA polityki odprężenia i układów rozbrojeniowych SALT, realizowanych ku uciesze Rosjan w latach 1969-1979. Przez ten cały okres karty w polityce zagranicznej USA rozdawał Henry Kissinger, twórca polityki détente, doradca ds. bezpieczeństwa w gabinecie Nixona i sekretarz stanu u Geralda Forda. Rozdaje je zresztą do dziś jako architekt polityki wschodniej administracji Obamy. No i efekty są – całkowita zmiana kierunku w polityce wschodnioeuropejskiej, w tym zarzucenie projektu tarczy rakietowej w Polsce oraz oddanie 8 kwietnia 2010 roku podczas szczytu w Pradze państw byłego bloku wschodniego w strefę wpływów Kremla. Łatwe jest to do wytłumaczenia, gdyż już przed laty współpracujący z CIA i brytyjskim MI5 zastępca szefa wywiadu PRL pułkownik Michał Goleniewski, który na stronę Amerykanów przeszedł w 1958 r., ujawnił że Kissinger był długoletnim agentem sowieckim o pseudonimie „Bor”.

„Sueddeutsche Zeitung” wylewa krokodyle łzy nad naszym krajem, choć w zasadzie nie ma nad czym, gdyż tak jak Obamie nie po drodze jest z Polską niezależną od Rosji, tak prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu i premierowi Donaldowi Tuskowi nie po drodze jest z Ameryką i NATO. Po wyborach parlamentarnych w 2007 roku, po 10 kwietnia 2010 roku, a potem po wygranych przez kandydata Platformy Obywatelskiej wyborach prezydenckich, polska polityka zagraniczna i wewnętrzna uległa przeorientowaniu, zamieniając się w to, co Jarosław Kaczyński określił niegdyś jako kondominium rosyjsko-niemieckie. Wybijanie się na niepodległość z postpeerelu, polityka Lecha Kaczyńskiego uczynienia z Polski głównego rozgrywającego w Europie Środkowowschodniej z równoległym tworzeniem kordonu sanitarnego wobec Rosji, zostały zastąpione uzależnieniem od dostaw rosyjskiego gazu, czy zacieśnieniem więzów politycznych i wojskowych z Kremlem i jego służbami specjalnymi. Podobnie wyglądają stosunki z Niemcami. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie bez kozery prosił w 2011 roku w Berlinie Niemców o przewodzenie nowej Unii Europejskiej, zapewniając o udziale Polski w tym projekcie nawet na warunkach autonomii podobnej do tej, jaką posiadają stany wchodzące w skład USA.

Julia M. Jaskólska

Zainteresował Cię artykuł? Dołącz do nas na Facebooku!  

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook