Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prawda pod kluczem

29.11.2013

W lipcu 1943 roku w Gibraltarze ginie gen. Władysław Sikorski, polski premier i Wódz Naczelny. Po sześćdziesięciu latach akta brytyjskiego wywiadu dotyczące śmierci generała nadal pozostają tajne i tak będzie do 2050 roku, chyba że zapadnie kolejna już decyzja o przedłużeniu okresu tajności.

Na nic zdały się dotychczasowe apele polskich historyków i polityków o ich ujawnienie, zaś powołanie Polsko-Brytyjskiej Komisji Historycznej było jedną wielką kpiną. Nasi jej członkowie bowiem nie uzyskali w ogóle dostępu do tajnych akt brytyjskiego wywiadu i brytyjskiej dyplomacji z czasów II wojny światowej. Mało tego, przez wiele lat po 1989 roku Anglicy kłamali na temat zawartości archiwów. W 2000 r. brytyjski ambasador w Warszawie John MacGregor oświadczył, że w brytyjskich archiwach nie ma żadnych „zatajonych dokumentów" dotyczących prowadzonego w 1943 r. śledztwa w sprawie śmierci generała. Gdy polski historyk Jacek Tebinka podał, że z katalogu brytyjskiego archiwum państwowego wynika jednak, że co najmniej dwie teczki dotyczące sprawy śmierci Sikorskiego są zamknięte dla badaczy, strona brytyjska nadal zaprzeczała tym oczywistym faktom. Z kolei w 2002 r. brytyjski ambasador w Warszawie Michael Pakenham oświadczył, że wszystkie znane rządowi brytyjskiemu dokumenty dotyczące gen. Sikorskiego są dostępne w Londynie i nie ma innych źródeł, ,,które przeczyłyby oficjalnej wersji zdarzeń".

W 2006 roku w londyńskim szpitalu umiera Aleksander Litwinienko, przed otrzymaniem azylu w Wielkiej Brytanii funkcjonariusz KGB, a potem FSB oraz wieloletni szpieg brytyjskiego MI-6. Tu przynajmniej znana jest bezpośrednia przyczyna, czyli otrucie podanym w herbacie radioaktywnym izotopem polonu 210. Znani są także główni aktorzy, koledzy Litwinienki z czasów służby w służbach rosyjskich, którzy spotkali się z niem w jednym z londyńskich hoteli.

Ale i tu, podobnie jak w przypadku generała Sikorskiego, najważniejsze akta zostały utajnione przez rząd brytyjski. 27 listopada londyński Wysoki Trybunał uznał, że dowody, którymi dysponuje rząd, powinny pozostać tajne ze względu na bezpieczeństwo narodowe Wielkiej Brytanii. Według sędziego Johna Goldringa „żadna nasza decyzja nie umniejsza wagi przejrzystego wymiaru sprawiedliwości. Jednak żaden sąd nie może ignorować kwestii bezpieczeństwa narodowego, niezależnie od rozpatrywanej sprawy.“

To „bezpieczeństwo narodowe” jest bardzo wygodnym wytrychem dla wszelkich władz, chcących ukryć swoje ciemne sprawki. A gdyby tak wyszło na jaw po upublicznieniu brytyjskich archiwaliów dotyczących Sikorskiego, że zachodni Alianci nie byli tacy święci i że nie było żadnej katastrofy w Gibraltarze? Był natomiast angielsko-sowiecki zamach, by wyeliminować niewygodnego Sikorskiego, a tezę taką stawia m.in. historyk Dariusz Baliszewski, twierdząc że chodziło o zamiar ujawnienia prawdy o Katyniu, czyli sowieckiego sprawstwa ludobójstwa na polskich oficerach.

Przecież gdyby przyczyną śmierci Naczelnego Wodza była awaria liberatora i jego zatonięcie, to dokumenty brytyjskie zostałyby dawno odtajnione. Nie byłoby również nerwowości, jaka zapanowała nad Tamizą po tym jak w październiku 1992 r. Borys Jelcyn przekazał Lechowi Wałęsie komplet dokumentów z Teczki specjalnej nr 1, do której dostęp mieli tylko przywódcy ZSRR, w której znajdowały się i materiały gibraltarskie. Premier John Major oraz jego ministrowie obawiali się, że rosyjskie archiwa mogą doprowadzić niepożądanych badaczy do największych sekretów brytyjskiej polityki czasów II wojny światowej, w tym do materiałów dotyczących Gibraltaru, które mogłyby zostać także przekazane Polakom. W efekcie w marcu 1993 r. minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Douglas Hurd w telefonicznej rozmowie z szefem rosyjskiej dyplomacji Andriejem Kozyriewem wyszedł z sugestią, aby Rosjanie „trzymali pod kluczem" tę część swoich zasobów archiwalnych, która dotyczy Wielkiej Brytanii, gdyż ich ujawnienie mogłoby zagrozić brytyjsko-rosyjskim stosunkom. Rosja się zgodziła.

Identyczna sytuacja jest z Litwinienką. Tu też zadziałało „bezpieczeństwo narodowe” i, mimo protestów opinii publicznej i najważniejszych mediów, na wniosek rządu najważniejsze dowody pozostaną tajne. Nie byłoby takiej potrzeby, gdyby w postępowaniu nie wypłynęło nazwisko Putina, którego Litwinienko oskarżył o swoją śmierć, państwo rosyjskie nie byłoby w nim jedną ze stron sprawy i gdyby dwuznaczna nie była rola brytyjskich służb specjalnych. Wówczas minister spraw zagranicznych William Hogue, a to jego resort jest w procesie reprezentantem służb, nie zażądałby utajnienia dowodów. Według prasowych przecieków chodzi o te najistotniejsze, dotyczące ustalenia czy za morderstwem stały władze rosyjskie, oraz czy służby brytyjskie wiedziały o planowanym zamachu i nie zrobiły nic, by mu zapobiec. Ich publiczne przedstawienie w toku postępowania mogłoby dać odpowiedź, czy nie mieliśmy tu do czynienia z niepisanym sojuszem Londynu i Moskwy oraz „wystawieniem” przez Anglików Litwinienki, bądź nawet jego likwidacji przez służby brytyjskie.

Według informacji mediów rząd Davida Camerona dysponuje dowodami wskazującymi z dużym prawdopodobieństwem, że za morderstwem stoi Rosja. Polityk z Downing Street 10 wolał jednak powołać się na tzw. immunitet z tytułu interesu publicznego, dzięki któremu nie był zmuszony do przekazania śledczym dowodów w sprawie, mimo że prokuratura twierdziła, że dysponuje dowodami pozwalającymi na postawienie zarzutów byłym agentom KGB, którzy „poczęstowali”  Litwinienkę polonem.

Tak to jest, że dla doraźnych i długofalowych interesów prawda zostaje zamknięta w kasie pancernej...

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook