Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Poczta pod młotek?

29.12.2014

Historia w sumie typowa i banalna, ale czy nóż się w kieszeni nie otwiera?

Jakieś dwa tygodnie przed świętami znalazłam w skrzynce pocztowej awizo z InPost z adnotacją, że przesyłkę mogę odebrać w kiosku tu i tu do tego i tego dnia. Tak się złożyło, że do skrzynki zajrzałam po południu po dłuższej nieobecności w domu i akurat był to ostatni dzień odbioru listu. Rzuciłam więc jak to się mówi wszystko i zaczęłam szukać kiosku pod wskazanym adresem. Wyjechałam z domu ok. 16.00, na miejsce dotarłam po godzinie, a więc zważywszy popołudniowe korki w Warszawie i szukanie miejsca parkingowego poszło dosyć szybko. Wprawdzie, taki drobiazg, placówkę Poczty Polskiej mam około 300 metrów od domu, ale takie mają być widocznie udogodnienia w naszym umęczonym kraju.

Na miejscu okazało się, że przy ulicy podanej na zawiadomieniu nie ma żadnego kiosku, a przynajmniej ja nie widziałam czegoś kiosk przypominającego. Zaczęłam więc wypytywać przechodniów. Po kilku nieudanych próbach w końcu pani z psem udzieliła mi informacji, że to będzie tam naprzeciwko w sklepie... Podziękowałam przeszłam na drugą stronę ulicy, by przekonać się, że sklep który jeszcze powinien być czynny, jest już zamknięty. Nie pozostało nic innego jak wybrać się rano w nadziei, że może dzień po terminie uda mi się odebrać przesyłkę. Gdy zjawiłam się w sklepie następnego dnia, to usłyszałam, że listu już nie ma, ale mogę próbować odebrać w Punkcie Obsługi Klienta InPost przy dworcu Warszawa Główna. Tam z uwagi na wcześniej zaplanowany wyjazd poza Warszawę mogłam wybrać się po dwóch dniach. Pracownica InPost po wpisaniu numeru przesyłki powiedziała mi, że to już zostało zwrócone do sądu. Na moje pytanie co mogę zrobić, by jednak ją odebrać pani z okienka poradziła: „to niech pani idzie do sądu, to Sąd dla Warszawy Mokotowa”. Pojechałam więc do sądu, wzięłam numerek i ustawiłam się w kolejce w nadziei, że pani z InPost mówiła serio i gdy tylko pokażę zawiadomienie, to otrzymam list. Okazało się jednak, że nie ma śladu po takiej przesyłce, pan obsługujący interesantów szukał, szukał, oglądał awizo, nic nie znalazł i poradził bym spróbowała dowiedzieć się jeszcze w sądzie właściwym dla mojego miejsca zamieszkania. Tak też zrobiłam i następnego dnia pojechałam do sądu dla Warszawy Żoliborza. Tam podobnie – pobieram numerek, kolejka, pokazuję awizo, pani szuka i mówi, że nie ma takiej przesyłki. Do dziś nie wiem co to było, poza tym że mogło być coś ważnego. Historia w sumie typowa i banalna, ale czy nóż się w kieszeni nie otwiera?

A otwiera się owszem i to tym bardziej, że od dłuższego czasu jak jestem na swojej osiedlowej poczcie, to słyszę zachęty do kupienia gazet, do wysłania szybszego przelewu, do kupienia czekoladek... Czyli co, poczta w piętkę goni i pracownicy tak zachęcają? No i ten punkt odbioru w sklepie osiedlowym, później szukanie wiatru w polu, gdy pocztę mam pod bokiem. I pytanie które zadaję sobie nie tylko ja: jakim cudem mogło dojść do przegrania przetargów na dostarczanie przesyłek sądowych przez starą państwową i sprawdzoną spółkę Poczta Polska z Prywatną Grupą Pocztową współpracującą ze spółkami InPost i Ruch? Polecam znalezione w sieci ciekawe opracowanie „Analiza informacji na temat obsługi korespondencji sądowej w I kwartale 2014 r.” Można tam poczytać o bałaganie jaki wprowadziło rozstrzygnięcie przetargu na korzyść InPost, o śledztwie CBA, kontroli NIK, o setkach odwołanych rozpraw sądowych z powodu niedoręczenia zawiadomień, o tym że dyrektywa unijna wcale nie obligowała do przeprowadzenia tego przetargu w ramach liberalizacji usług pocztowych, ponieważ zalecenie Parlamentu Europejskiego nie odnosi się do przesyłek sądowych i o jeszcze innych kwiatkach jak na przykład warunki zatrudnienia (weksle plus śmieciówki) pracowników InPost. A ja dodam tylko taki „drobiazg”, że w punktach InPost przesyłki często leżą gdzieś między warzywami a gazetami, zaś sprzedawcy nie są związani żadną tajemnicą służbową. Pół biedy jeszcze w dużych miastach, ale wiadomo jak to jest na wsi, gdzie InPost ma punkt przykładowo w miejscowym gieesie...

Słowem mamy duży, bardzo duży przekręt i dlatego kibicuję posłowi Andrzejowi Adamczykowi z PiS, który po tym jak ostatnio InPost został ponownie wybrany do obsługi przesyłek ministerstw, prokuratur, urzędów wojewódzkich oraz urzędów centralnych przez Centrum Usług Wspólnych zapowiedział, że nie pozostawi tej sprawy bez echa. „Komu zależy na tym, żeby „zdołować” Pocztę Polską? Minister cyfryzacji, który nadzoruje tę instytucję, premier polskiego rządu, który za nią odpowiada, będą nadawali przesyłki przez prywatną firmę. To jest niebywały skandal. To tak, jakby zajmować się gospodarstwem konkurenta, a swoje doprowadzać do ruiny” – powiedział parlamentarzysta PiS.

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook