Jedynie prawda jest ciekawa

Po pół litra na metę

26.04.2015

Nasz kochany rząd – oby żył wiecznie! – wpadł na kolejny genialny pomysł, jak uzdrowić polskie społeczeństwo i do projektu Narodowego Programu Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych wpisał pomysł podniesienia ceny minimalnej za alkohol.

Za półlitrową butelkę najtańszego piwa mielibyśmy zapłacić 4 złote, a  za pół litra najtańszej 40-procentowej wódki – 32 złote.  

O sprawie poinformował „Dziennik Gazeta Prawna”. Okazało się też, że wraz z piętnastoma innymi państwami Unii Europejskiej wezwaliśmy Komisję Europejską podczas nieformalnego posiedzenia unijnych ministrów zdrowia do przedstawienia nowej strategii alkoholowej. Nic z tego nie wyszło, gdyż do wniosku nie przyłączyły się m.in. Francja, Niemcy i Wielka Brytania, które nie zamierzają kłaść pod topór głów własnych producentów. Więc Komisja oświadczyła ogólnikowo, że nie zamierza dokonywać zmian w bieżącej polityce, w której obowiązuje nadal pięć priorytetów czyli: ceny, podatki, marketing, ograniczenie w dostępności napojów alkoholowych oraz środki prawne zmniejszające liczbę pijanych kierowców. 

Unik KE nie oznacza wcale, że rząd PO-PSL nie wprowadzi podwyższonych cen minimalnych, mimo że w rezultacie doszłoby do kolejnej destabilizacji w branży alkoholowej, gdyż rynek nie podniósł się jeszcze po ostatniej podwyżce akcyzy. A fakt, że Polska ma już i tak najwyższą akcyzę na mocny alkohol w naszym regionie, wyższą niż Czechy, Słowacja, czy Niemcy, jest zupełnie nieistotnym szczegółem. Troskliwy rząd przecież musi dbać o dobro narodu, który, skoro takie uregulowania są na horyzoncie, pije chyba nawet więcej niż Rosjanie, no nie? Śmiech śmiechem, ale o ile ewentualną podwyżkę przetrwają wielkie koncerny piwne, to będą padać jak muchy małe browary regionalne, produkujące, nawiasem mówiąc, często o wiele lepsze piwo niż potentaci, tacy jak: Carlsberg, Heineken, czy Żywiec. 

Każdy, kto choć trochę łyknął ekonomii, wie, że rynek powinno regulować prawo popytu i podaży. Powinien znać też i tę prawdę, że wysokie podatki nie są remedium na dziurawy budżet. Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha pisał w „Rzeczpospolitej” dwa lata temu: „W Polsce (…) podwyżka ceł i podatków na samochody sprowadzane z zagranicy w latach 1990-1991 spowodowała nie wzrost, tylko spadek wpływów budżetowych z tego tytułu. Sytuacja powtórzyła się w roku 2000. Po wzroście akcyzy na popularne auta z 4 do 6 proc. ich sprzedaż w maju 2000 roku zmalała w porównaniu z rokiem poprzednim o 26 proc. Sam wpływ z tytułu akcyzy zwiększył się co prawda o 30 milionów, ale wpływ z podatku VAT zmalał o 43 miliony. Strata skarbu państwa wyniosła więc 13 milionów. Podobnie wyglądała sytuacja z wpływami budżetowymi z tytułu akcyzy na wyroby spirytusowe pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Mimo kolejnych podwyżek stawki podatku akcyzowego wpływy z tego tytułu w roku 1999 były niższe niż w roku 1998. I vice versa – po obniżce stawek podatkowych na alkohol w roku 2003 wpływy podatkowe uległy zwiększeniu. Nie dlatego bynajmniej, że zaczęto spożywać więcej alkoholu, tylko dlatego, że zaczęto spożywać więcej alkoholu opodatkowanego. Obniżka obciążeń fiskalnych nałożonych na alkohol zmniejszyła opłacalność przemytu i nielegalnej produkcji”.

Czysta ekonomia w pigułce. Czy podwyżka cen biletów na komunikację miejską w Warszawie przełożyła się na założone przez władze miasta wpływy do kasy miasta? Nie. Czy zwiększanie akcyzy na papierosy dało budżetowi większe wpływy? Też nie. Rozkwitła za to szara strefa i przemyt o wiele tańszych papierosów m.in. z Ukrainy. 

Jeśli plan rządu wejdzie w życie – będzie podobnie. A ponadto mety, na które będzie się szło po pół litra z przemytu, przeżyją drugą młodość. Zacznie też kwitnąć produkcja domowa. Ciekawa tylko jestem, czy - tak jak za Stalina - powstaną obywatelskie grupy specjalne, które będą bimbrowników ścigać i wsadzać do więzień. Czemu nie, urzędników mamy ponad stan. 

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook