Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Niepoprawny „Snajper”, niewygodny Snowden

23.03.2015

Nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej przesiąknięte są poprawnością polityczną. Doświadczył tego przed wieloma laty Andrzej Wajda, którego „Ziemia Obiecana” została uznana za antysemicką, więc co zrozumiałe nie miała żadnych szans w wyścigu.

Teraz owa poprawność sprawiła, że w relacjach medialnych bez wielkiego echa przeszły dwie niegrzeczne produkcje: „Citizenfour” Laury Poitras, który zdobył statuetkę w kategorii filmu dokumentalnego i „American Sniper” Clinta Eastwooda.

Na razie widz w Polsce nie otrzymał możliwości obejrzenia „Citizenfour”, no chyba że ściągnie sobie jego oryginalną wersję z sieci. Co prawda film trafił już na ekrany kin w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii, Danii, Francji, czy Nowej Zelandii, ale u nas z tego co się zorientowałam ma zostać pokazany dopiero w maju i to nie w kinach, a na festiwalu filmu dokumentalnego Docs Against Gravity Film Festival.

Film Poitras jest bardzo sprawnie zrobionym i wciągającym zapisem przeprowadzonych latem 2013 roku rozmów reżyserki z Edwardem Snowdenem, byłym pracownikiem CIA, który ujawnił na łamach prasy kilkaset tysięcy poufnych, tajnych i ściśle tajnych dokumentów Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA), co określono jako największy wyciek danych informacji w historii USA. Na światło dzienne wypłynęły m.in. informacje o PRISM, programie inwigilacji prowadzonym przez NSA, polegającym na monitorowaniu na szeroką skalę m.in. kont poczty elektronicznej, połączeń telefonicznych VoIP oraz wszelkich informacji zawartych w serwisach społecznościowych. Dodatkowym smaczkiem jest to, że sama Poitras także znalazła się na liście osób znajdujących się w obrębie zainteresowania Agencji za wcześniejsze dokumenty o życiu w Iraku pod okupacją amerykańską i o Williamie Binneyu – byłym wysokim funkcjonariuszu NSA, który podobnie jak Snowden ujawnił metody inwigilacji prowadzone przez tę agencję. Jak podkreślał, NSA jest tu „lepsza niż KGB, STASI, Gestapo i SS”. 

„Lubię być politycznie niepoprawny. Poprawność jest nudna. Cały czas spotykam ludzi, którzy boją się wyrażać własne myśli.” – powiedział kiedyś Clint Eastwood. Jego „American Sniper”, który w polskich kinach na szczęście zagościł, jest faktycznie politycznie niepoprawny, więc mimo że jest filmem wybitnym stał się największym przegranym ostatnich Oscarów, przegrywając ze sztampowym „Birdmanem” i został nagrodzony tylko za technikalia. „Snajper”, opowieść o karierze wojskowej i życiu osobistym Chrisa Kyle’a, najlepszego strzelca wyborowego w historii elitarnej jednostki Navy SEALs zastrzelonego przez niezrównoważonego kolegę, wywołał entuzjazm w USA. Nietrudno to zrozumieć, gdyż jest to hołd reżysera złożony nie tylko Kyle'owi, ale także tysiącom podobnym do niego młodym żołnierzom, którzy opuścili rodzinne strony, aby walczyć w słusznej sprawie na wrogim terytorium. 

Tyle, że Eastwood nie zrobił charakterystycznej często dla amerykańskiej kinematografii podlanej sosem patosu kolejnej patriotycznej laurki o „dzielnych chłopcach”. „Snajper” jest filmem rozliczeniowym, podobnie jak rozliczeniowe były: „Łowca jeleni” Cimino, „Pluton” Stone’a, czy „Czas Apokalipsy” Coppoli. Tamte rozliczały Wietnam, „Snajper” pod pozorem szablonowego dramatu wojennego - wizerunek Stanów Zjednoczonych jako samozwańczego szeryfa narodów.

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook