Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Na krótkiej smyczy Putina

25.11.2013

„Tusk wybrał linię pełnego uniżenia przed Moskwą i nie może już zawrócić. Powiem panu więcej - że w uświadomionych rosyjskich kręgach panuje przekonanie, że jeżeli Tusk zachowałby się w sposób, który nie spodoba się Moskwie, to mogą go skompromitować. Chociażby upubliczniając jakieś protokoły rozmów po katastrofie smoleńskiej, które byłyby zabójcze dla jego pozycji w Polsce".

Te słowa nie pochodzą bynajmniej od któregoś z posłów opozycji prawicowej w sejmie, gdyż wówczas usłyszelibyśmy już pewnie parę razy premiera, czy posła Stefana Niesiołowskiego wyrażających oburzenie nagonką. W tym wypadku jednak zapadło po stronie Platformy Obywatelskiej głuche milczenie, no bo co można innego zrobić jeśli takie obrazoburcze dla wizerunku premiera jako polityka kierującego się polskim interesem, narodowym, głosi w radiu RMF FM Andriej Piontkowski, rosyjski politolog a do tego szef Centrum Studiów Strategicznych w Moskwie. Tu już nie można mówić o „wojnie polsko-polskiej”, „wyginięciu jak dinozaury” i innych takich, tylko schować głowę jak struś i czekać aż sprawa przyschnie.

A o to będzie raczej ciężko, zważywszy, że Piontkowski o wiele ostrzej stawia kwestię w rozmowie z „Superexpressem”, mówiąc już wprost o szantażowaniu Donalda Tuska przez Władimira Putina: „Takie opinie słyszałem w Moskwie z bardzo wielu naprawdę różnych źródeł. Od osób, które trzeźwo patrzą na rzeczywistość i nie popadają w skrajności. I mówią one o dokumentach dotyczących premiera Tuska i prezydenta Putina, których publikacja miałaby poważnie zaszkodzić bądź wręcz zniszczyć reputację Tuska w polskiej polityce. Nie widziałem ich, ale z rozmów wynika, że to dokumenty służb, które dotyczą głównie zachowania Donalda Tuska wobec Putina tuż po katastrofie smoleńskiej, a być może także tuż przed. (…)

Tusk zna Putina na tyle, by wiedzieć, że może on użyć takich dokumentów. Czym innym tłumaczyłby pan tę miękkość, delikatność w stosunkach Polski z Rosją w ostatnich latach? Przecież wy ulegacie Putinowi, kiedy tylko jest mu to na rękę. Moim zdaniem Donald Tusk wpadł w pewną pułapkę. Na potrzeby polityki wewnętrznej starał się pokazać, że jego poprzednik, premier Kaczyński, był kimś w rodzaju rusofoba. Że niepotrzebnie prowokował Kreml. I że on będzie inny, spokojny, odpowiedzialny, gdyż to służy polskiemu interesowi. Niech pan mi jednak pokaże jeden taki przykład, kiedy to waszemu interesowi służyło? To była iluzja, a nie realna polityka. Kreml szybko zaczął zachowywać się arogancko i premier Tusk zdał sobie sprawę ze swojego błędu. Nie mógł się jednak do niego przyznać, a teraz przyjmuje z pokorą upokorzenie za upokorzeniem.”

Możnaby te opinie uznać za prowokację i grę rosyjskich służb mającą sponiewierać wizerunek szefa rządu w oczach Polaków. Ale Piontkowski jest przecież związany z antykremlowską opozycją, a ponadto czy służby „paliłyby” najlepszego politycznego agenta wpływu jakiego obce państwo może sobie wymarzyć? I rzecz kolejna, oceny Piontkowskiego stoją w całkowitej zgodności ze zmianą przez Platformę i prezydenta Komorowskiego polityki zewnętrznej i wewnętrznej wobec tej z czasów rządów PiS i Lecha Kaczyńskiego. Zbliżenie militarne z Rosją, powrót na stanowiska ludzi o poglądach prorosyjskich, zmiana polityki zagranicznej z suwerennej na „podnóżkową”, uzależnienie energetyczne od naszego wschodniego sąsiada, czy prawdopodobne szantażowanie byłych polskich opozycjonistów, dziś na stanowiskach, o czym pisałam w tekście „Haki stare, ale jare”, to tylko nieliczne z przykładów. A słynna rozmowa Tusk-Putin na molo w Sopocie, czy okoliczności jakie doprowadziły do rozdzielenia wizyt w Katyniu, w tym akcja przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu prowadzona wspólnie przez rząd Tuska i Ambasadę Rosyjską w Warszawie, czy tzw. śledztwo smoleńskie, gdy Platforma atakowała tych, którzy wykazywali, że Tusk idzie na sznurku Kremla, to pies? I może Piontkowski myli się, gdy mówi, iż w dokumentach służb rosyjskich „chodzi raczej o dowody na to, że polski premier zgadzał się na zbyt wiele, by nie powiedzieć, że na wszystko, co narzucała mu strona rosyjska. To doprowadziło do raportu Anodiny o 100-procentowej winie Polaków za tę tragedię. Może także chodzić o uzgadnianie wizyt prezydenta i premiera”?

Winston Churchill w swoich pamiętnikach wspomina jak to Józef Stalin, przedstawiając mu komunistów z PKWN, którzy przyszli prosić o oddanie Wilna i Lwowa ZSRR, rzekł: „To są moje pionki”. I to jest najwłaściwsza odpowiedź na pytanie jakie stawia Piontkowski, kim dla Putina jet Tusk. W kontekście tego, co dzieje się w Polsce w ostatnich sześciu latach, a zwłaszcza po 10 kwietnia, na pewno nie jest liczącym się równoprawnym partnerem, gdyż Rosjanie szanują wyłącznie polityków, którzy potrafią się im postawić, a takim był Lech Kaczyński. Tuska można natomiast spokojnie przyrównać do namiestnika współczesnego „priwislanskiego kraju”. Jeśli byłoby inaczej, to prokremlowska gazeta.ru, jeden z największych rosyjskich serwisów internetowych nie określiłaby polskiego premiera, przy okazji jego wizyty w Moskwie w 2008 roku, „nasz człowiek w Warszawie”.


Spodobał Ci się artykuł? Znajdź nas na Facebooku!

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook