Jedynie prawda jest ciekawa

My tu gadu gadu, a chłop śliwki rwie

29.07.2014

Afera podsłuchowa zdaje się powoli przycichać, mimo że pojawiły się nowe tropy wskazujące, iż ktoś mógł nagrywać miłosne igraszki w VIP-roomach w restauracjach, w których bywali bohaterowie nagrań opublikowanych przez „Wprost”.

Tak więc może być i tak, że – gdyby za dobrą monetę przyjąć publikację „Faktu” z 29 lipca – oprócz obficie zakrapianej ośmiornicy mielibyśmy do czynienia również z seksfiglami, ponoć niekoniecznie damsko-męskimi.

W każdym razie afera taśmowa wybuchła, nic złego jej bohaterom nie zrobiła, nikt ze stołków nie poleciał, bo jak wiadomo suto zakrapiane i zakąszane rozmowy u „Sowy&Przyjaciół” czy „Amber Room” nie były żadną, wbrew temu co twierdzą wrogowie ludu, prywatą, ale podyktowane były troską o pomyślny rozwój postsocjalistycznej ojczyzny. Podobnie jak niegdysiejsze nocne schadzki prominentów Platformy Obywatelskiej na cmentarzu.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że – o czym pisze sierpniowe „Uważam Rze” - dokładanie podatnikowi, łamanie kręgosłupów polskim przedsiębiorcom, tak jak to robi chociażby wiceminister finansów Jacek Kapica, a także bezkarność władzy i różne brudne układy polityczno-biznesowe takie jak układ podkarpacki z udziałem peeselowskiego barona i zarazem przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PSL Jana Burego to nie żadna patologia, tylko czysty patriotyzm. A każdy kto uważa inaczej to zaprzaniec czystej wody i element antysystemowy.

Ponoć od 25 lat mamy państwo wolnorynkowe i demokratyczne, ale tak naprawdę to wolnego rynku i demokracji w nim tyle co nic. Urzędnik stoi ponad prawem, przedsiębiorczość jak była duszona w peerelu tak jest duszona i dziś , z tą różnicą że wówczas było to spowodowane systemem politycznym, zaś w III RP służy interesom zagranicznych firm. By pozostać już przy ministrze Kapicy, to „Uważam Rze” opisuje jego działania wymierzone w firmy, które straciły na tzw. opcjach walutowych, krajowe gorzelnie wytwarzające spirytus przemysłowy, czy w producentów karetek po tym jak urzędnicy uznali, że karetki nie są pojazdami specjalistycznymi tylko... osobowymi i zażądali od producentów płacenia zaległych akcyz sięgających 5 lat wstecz nie tylko za sam pojazd, ale również za całość znajdującego się w nim specjalistycznego wyposażenia. Rekordzista musiał zapłacić trzy miliony złotych w ciągu trzech dni. 

Nieodłącznym elementem polskiej rzeczywistości po 1989 roku stały się afery gospodarcze, za które w 99 procentach nikt nie poniósł odpowiedzialności. Sejmowe komisje śledcze były, są i będą jednym wielkim nieporozumieniem, podobnie jak Trybunał Stanu, który jest w istocie ciałem martwym. I jakoś tak się dziwnie składa, że zawsze gdy społeczeństwo dostawało na medialnym talerzu igrzyska, czyli kolejny komisyjny spektakl aferalny, ilość utopień w rzekach, zatrucie się Tomka grzybami, czy niekończący się serial o małej Madzi z Sosnowca i Katarzynie W., władza w zacisznych gabinetach bezkarnie, bo uwaga opinii publicznej skierowana została na w sumie nieistotne sprawy, szykowała społeczeństwu prawdziwe problemy.

Tak jest i teraz, gdyż propagandzie salonu udało się z łatwością aferę taśmową zwekslować na to kto i po co nagrywał i co jedzono i pito. To o czym mówiono zostało po mistrzowsku zamiecione pod dywan. A rząd Tuska robi swoje, czyli na przykład planuje reformę ordynacji podatkowej, tak aby wydłużyć okres ścigania nieprawidłowości z pięciu do dziesięciu lat, a także przywrócić „klauzulę obejścia prawa”, polegającą na tym że mamy płacić wyższe podatki, bo jak ktoś znajdzie sposób, aby płacić mniej, to zostanie pociągnięty do odpowiedzialności z tego właśnie paragrafu. W ubiegłym roku prasa informowała, że rozwiązanie to miałoby dotyczyć nie tylko firm, ale także zwykłego Kowalskiego. Jeśli na przykład urzędnicy fiskusa orzekliby, że czyjś ślub czy rozwód służył jedynie uniknięciu podatku, to musiałby on być zapłacony. Nie wiem jakby to udowadnianie  miało by się odbywać, ale znając inwencję  ministerialnych funkcjonariuszy – pomysł się zawsze znajdzie. A to, że „klauzula obejścia prawa” została uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z konstytucją dla Tuska nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się wyłącznie zapełnianie coraz bardziej pustej kasy państwowej. Stąd też biorą się takie genialne propozycje jak np. wiceministra zdrowia Igora Radziewicza-Winnickiego by wprowadzić minimalną cenę na piwo, po to by... zwalczać alkoholizm wśród Polaków. Półlitrowa puszka miałaby kosztować co najmniej dwa złote. Obecnie napój ten można kupić już za 1,50 zł. I nie trzeba znać wyższej matematyki, by wiedzieć, że przy 23-procentowym podatku VAT podwyżka da dodatkowe miliony złotych do budżetu. Ale nie tylko piwoszy wzięło państwo na celownik. W kolejce czekają fascynaci smartfonów i tabletów. Niedawno ZAiKS poparł ideę wprowadzenia dodatkowego podatku od tych urządzeń, odpowiednio w wysokości 1,5 i 2 procent ceny urządzenia. Uzasadnienie? Za pomocą urządzeń mobilnych można odtwarzać muzykę lub filmy, a za to twórcom należą się pieniądze. 

Co tam jednak podatki, co tam dbałość o własne interesy gospodarcze w kraju i zagranicą. Najważniejsza jest pomoc Ukrainie, która władzom w Warszawie odwdzięcza się tak, że po krótkotrwałym zniesieniu embarga na polską wieprzowinę wprowadziła je na powrót z powodu dwóch przypadków afrykańskiego pomoru świń w gminie Grudek graniczącej z Białorusią. Dziwnym trafem kraju Łukaszenki, gdzie pomór również wystąpił embargo nie objęło, podobnie jak Rosji, gdzie ognisk chorobowych też nie brakuje.

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

Wiadomości z kraju

więcej

Wiadomości ze świata

więcej
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook