Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Małysz, Kowalczyk, Stoch, Tusk...

05.01.2015

"Rzeczpospolita” opublikowała przed świętami, przeprowadzony dla niej przez pracownię IBRIS, sondaż najważniejszych wydarzeń w 2014 roku.

Na pierwszym miejscu z bardzo wyraźną przewagą znalazł się wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, a dopiero daleko za nim ujawniona przez „Wprost” afera podsłuchowa. Na trzecim miejscu respondenci postawili sukcesy naszych piłkarzy w eliminacjach Mistrzostw Europy w tym historyczną wygraną z Niemcami. Przykuło to większą uwagę niż zawirowania przy wyborach samorządowych.

Analizując te wyniki zaryzykuję tezę, że może się wydarzyć jeszcze i sto podobnych afer i nikomu z establishmentu włos z głowy nie spadnie. No bo skoro afera, która kompromituje obóz rządzący z Platformą na czele oraz biznesmenów z pierwszych stron gazet i która powinna doprowadzić do politycznego trzęsienia ziemi nie spowodowała go i nie zdominowała wydarzeń politycznych roku, to o czym my w ogóle mówimy? Pewnie, że zawsze można powiedzieć, że została zamieciona pod dywan przez koalicję i skoligacone z nią media głównego nurtu, ale czy przypadkiem prawda nie jest inna? Faktem jest, że Platforma chciała ścigać nie nagranych, ale nagrywających i posunęła się nawet do wejścia funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego do redakcji „Wprost” w celu zabrania nośników. Ale z kolei media o podsłuchanych rozmowach z ośmiorniczkami w tle grzmiały. A mimo to, choć nagrania to jedynie kolejna z odsłon afer duetu PO-PSL by wymienić tylko Elewarr, czy aferę taśmową w dolnośląskiej PO, życie toczy się dalej tak jakby się nic nie stało. Nie to co w Stanach Zjednoczonych, gdzie afera Watergate zmusiła prezydenta Nixona do ustąpienia. Jeden z moich znajomych mówił niegdyś z ironią o rządzącej AWS, że ona przecież nic nie może. Czy taka indolencja nie jest i dziś chorobą tak zwanej prawicy? Ujawnienie przez „Wprost” nagrań to była przecież gratka jakich mało dla opozycji, o jakiej opozycja może tylko pomarzyć. No ale jeszcze trzeba mieć... już mniejsza z tym co.

Więc co się dziwić się ludziom, którzy przestali reagować na patologie w życiu publicznym i za najważniejsze wydarzenie uznają nie trąd w pałacu rządowym i parlamencie, ale awans polityczny premiera Tuska i jego przeniesienie się na unijne salony, mimo że dla Polski z tego prawie nic nie wynika. Czy to zabieganie, kłopoty dnia codziennego? Też, ale również świadomość, że nie ma się na nic wpływu, że nawet jeśli coś zostanie ujawnione to i tak przyschnie, gdyż dotyczy elit i to ze wszystkich stron sceny politycznej. I ludzie wiedzą, że te wszystkie dywagacje o konieczności zmiany politycznej są tylko nic nie znaczącymi komunałami. Nikt bowiem nie jest kryształowy, ani partie rządzące, ani opozycja. Owszem, są kompromitujące rozmowy w restauracji „Sowa&Przyjaciele oraz Pałacyku Sobańskich, ale jest też dotycząca również lewicy, prawicy i centrum tzw. kilometrówka i podróżnicy do Hiszpanii w osobach Hofmana, Kamińskiego i Rogackiego z PiS-u. To jest właśnie ta klasa polityczna, o której Marszałek Piłsudski powiedział: „Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”.

A przecież jeszcze nie tak dawno, gdy powstała komisja, która miała wyjaśnić sprawę Rywina, ludzie wiązali z nią nadzieje na zmianę. I faktycznie, był to schyłek SLD, a potem do władzy doszły siły proreformatorskie – prezydent Lech Kaczyński i PiS. Później, po oddaniu rządów przez partię Kaczyńskiego, było już tylko gorzej.

Dziś afera podsłuchowa nie robi większego wrażenia, a wybór Tuska na szefa Rady Europejskiej już tak, temu wydarzeniu przydaje się największe znaczenie. Dlaczego? Może po prostu dlatego, że objęcie stanowiska w UE przez byłego polskiego premiera pozytywnie się kojarzy, tak jak sukcesy Kamila Stocha, czy Justyny Kowalczyk, mimo że to zupełnie inna bajka. A poza tym afera taśmowa mogłaby być pewnie i inaczej postrzegana, jako wydarzenie kluczowe, gdyby jej ujawnienie miało jakieś konsekwencje. Ale jak para idzie w gwizdek, to Tusk z taśmami wygrywa. 

Facebook