Jedynie prawda jest ciekawa

Leonidow pod Termopilami

18.07.2015

Polska potęga zawsze stała Rosji i Sowietom ością w gardle. Nie otrząsnęli się z oni z lania pod Kłuszynem w 1610 roku...

Jak to człowiek nie wie, co go może spotkać. Piękne lato, w ogrodzie agrest, wiśnie, olbrzymie pigwy i pierwsze śliwki, kwitnące feerią barw róże, odpoczynek od laptopa. I wszystko jest proste i piękne, dopóki właśnie komputera się nie odpali.

Otwieram go nad wieczorem i aż mrugam oczami, bo oto okazuje się, że historię europejską czeka chyba zmiana podręcznikowa. Wszystko za sprawą autorytetów największych z największych, bo badaczy z Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego z ministrem kultury Władimirem Medinskim na czele, i do tego pod protektoratem cara Putina. Udowodnili oto, że to nie Jagiełło i Witold wygrali z Zakonem Krzyżackim pod Grunwaldem! Oni byli tylko nic nie znaczącymi pionkami. W rzeczywistości to „rosyjskie wojska i ich sojusznicy: Litwini, Polacy i Czesi odnieśli zwycięstwo nad niemieckimi rycerzami w grunwaldzkiej bitwie”.

I proszę, jacy byliśmy głupi i naiwni, wierząc przez tyle długich lat w „kłamstwo grunwaldzkie”. No bo wychodzi na to, że coroczne rekonstrukcje, na które ściągają turyści nie tylko z Polski, genialny obraz Matejki, zapiski Długosza, podręczniki do historii, opracowania naukowe, a i pytania egzaminacyjne, należy wrzucić do kosza. Bo to nie żadna tam wiktoria nasza i Litwinów, tylko taka, która stanowi „pamiętną datę wojskowej historii Rosji”. Ale — pocieszałam się — i tak dobrze, że tuzy kremlowskiej propagandy historycznej, której zadaniem jest, jak to ujmuje Towarzystwo, likwidowanie „białych plam” i walka z fałszowaniem historii, łaskawie pozwolili nam uczestniczyć w pokonaniu Krzyżaków. Równie dobrze przecież mogliśmy być koalicjantami Zakonu, prawda?

Przecież papier jest cierpliwy i wszystko zniesie, w tym bajkopisarstwo grunwaldzkie prezesa Medinskiego. Skrótowo rzecz ujmując, pod Grunwaldem nie było wojsk niemieckich jako takich, gdyż co prawda Zakon Krzyżacki miał wpływy niemieckie, ale nie miał statusu państwa. Nie było też wojsk rosyjskich, gdyż Moskwa wtedy była lennem Mongołów, czyli — o losie! — niezamierzenie Towarzystwo wyszło na swojej koncepcji po raz kolejny na durnia, bo wychodzi na to, że 15 lipca 1410 roku rycerzy z czarnymi krzyżami na pelerynach przepędziła… Złota Orda, a nawet całe Imperium Mongolskie. I o statusie pułków smoleńskich, które „wytrzymały nacisk rycerzy zakonu Krzyżackiego, decydując o losach bitwy” też można by dyskutować… Takie rosyjskie „Bajki z mchu i paproci” to nie nowum, jeśli weźmiemy ilość historycznych bzdur dotyczących Polski wypuszczanych na Kremlu i okolicach. Muszę przyznać, że fantazja jest duża, chociażby jak zarzut, że w okresie wojny z bolszewikami mordowaliśmy sowieckich jeńców wojennych w obozach koncentracyjnych. W zeszłym roku ci sami spece od Grunwaldu zażądali wybudowania w Krakowie pomnika krasnoarmiejców, którzy zmarli w tych obozach w latach 1919-1921 i zostali pochowani na Cmentarzu Rakowickim. A że to złodziej najczęściej krzyczy, by łapać złodzieja, to Katyń nadal jest traktowany przez władze rosyjskie jako zbrodnia niemiecka, nigdy nie doczekamy się upamiętnienia na Łubiance polskich ofiar sowieckiego terroru, a stanie z bronią u nogi Armii Czerwonej po drugiej strony Wisły w 1944 roku i odmowa udostępnienia zachodnim aliantom lotnisk na loty z pomocą dla powstańców nigdy nie zostaną przedstawione jako świadome mordowanie Warszawy. Taka jest bowiem neoimperialna wykładnia historyczna Putina. Koniec. Kropka.

Więc jasne jest, że to Rosja sowiecka sama wygrała II wojnę światową. Niepodważalną prawdą jest to, że pod Termopilami walczyli nie Grecy od Leonidasa tylko Rosjanie na czele z Leonidowem. Nie było żadnego Pitagorasa tylko wielki uczony ruski Pietia Goras. Konserwy wymyślił rosyjski uczony Puszkin, zaś Rosjanie gołymi rękami odparli japoński atak na Pearl Harbor. Takich dowcipów dotyczących osiągnięć myśli sowiecko-rosyjskiej, pochodzących jeszcze z lat peerelu, jest ho ho ho, a nawet więcej.

Polska potęga zawsze stała Rosji i Sowietom ością w gardle. Tak sobie myślę, że do dziś nie otrząsnęli się z oni z lania pod Kłuszynem w 1610 roku, gdy husaria Żółkiewskiego rozbiła w pył wojska moskiewskie kniazia Dymitra Szujskiego i posiłki szwedzkie, w konsekwencji czego polski hetman zdobył Moskwę. Jako jedyny w historii.

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook