Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica

08.02.2012

Gdy Jarosław Kaczyński powiedział o kondominium niemiecko-rosyjskim Platforma Obywatelska wpadła w szał.

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, ten tak dobrze ułożony oksfordczyk, stwierdził że „prezes Kaczyński już urwał się z orbity okołoziemskiej i jest wciągany w jakąś emocjonalną czarną dziurę, porusza się w przestrzeni kosmicznej” . Czyli – mówiąc krótko – nadaje się do psychuszki.  16 marca 2011 r. z trybuny sejmowej przekonywał z kolei, że zwolennicy innej niż oficjalna, salonowo-rządowa, wersji rzeczywistości są odszczepieńcami, którzy wykonują „plemienne, czy sekciarskie pohukiwanie”. Sam miód! Czekałam na bis na nową odsłonę „dorzynania watahy” z PiS, czy ogłoszenie że Jarosław K. cierpi na schizofrenię bezobjawową, ale widocznie podpora naszej dyplomacji była wtedy w słabej formie.

Tymczasem kondominium, w znaczeniu nie prawa międzynarodowego, ale w takim jakie miał na myśli prezes PiS,  jest faktem.

„Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Tak od lat traktują nas ex definitione rządzący Kremlem. Polska ma na zawsze pozostać w ich strefie wpływów,  czy to w wyniku uzależnienia gazowego, czy – jak ma to i teraz miejsce – osadzenia w Warszawie ekipy uprawiającej „pojednanie za wszelką cenę”, rozpoczęte na grobach poległych 10 kwietnia 2010 r. niewygodnych dla Kremla polityków polskich. Nie tylko Moskwie Lech Kaczyński wchodził w paradę i przeszkadzał. „Kilka tygodni po katastrofie pewien bardzo szanowany profesor, zwolennik obecnej partii rządzącej, powiedział do mnie: „A cóż takiego się stało? Zostało wyeliminowane parę zbędnych osób”. – wspominała tamten czas Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku praw obywatelskich prof. Januszu Kochanowskim.

Nie przez przypadek premier Tusk z pierwszą wizytą zagraniczną zawitał na Kreml. W polityce nie ma przypadków. Całkowita, po 10 kwietnia,  reorientacja polskiej polityki zagranicznej na tę zbieżną z interesami Putina i Miedwiediewa, mówi za siebie. Podobnie jak to, że przyjaciele Moskale zaszczycili premiera Tuska nawet mianem „ich człowieka w Warszawie”. No, ale przyznajmy, tylko „ich człowiek” mógł zaproponować  Rosjanom zainstalowanie dla nich  w przyszłej bazie amerykańskiej tarczy rakietowej systemu monitoringu, tak by mogli mogli na żywo oglądać, czy czasami jacyś wredni pracownicy nie knują czegoś przeciwko władzy radziec…, pardon, rosyjskiej. Ponoć i sam Putin takim wasalstwem był zażenowany.

Wyłącznie za pomyłkę freudowską należy uznać wypowiedź kandydata Bronisława Komorowskiego z czerwca 2010 r., z czasów kampanii prezydenckiej, iż w porozumieniu z premierem opracowana została strategia wyjścia z NATO. Nie była  też lapsusem opinia prezydenta Bronisława Komorowskiego podczas wizyty w Rydze, iż „w interesie całej UE leży współpraca z Moskwą”.

Moskwa słabych sąsiadów pacyfikuje i się z nimi nie liczy. Obecna Polska jest usłużna? Za mało! Trzymamy ją w szachu Smoleńskiem,  w Obwodzie Kaliningradzkim rozmieścimy rakiety Iskander, niech „duraki” w Warszawie znają lepiej zna swoje miejsce w szeregu!  Niech nie podskakują, bo knutem dostaną!

A Warszawa podskakiwać nie zamierza, w Polszy oficerowie eksKGB czują się jak w domu, na stanowiskach sami swoi, wot,  gubernia cara. Plastycznie ujął to 28 listopada 2011 r. rosyjski dziennikarz Siegiej Dorienko w państwowej telewizji RTR Białoruś. Polska to nic nie znacząca „cieśnina” pomiędzy dwoma sąsiadami: Niemcami i Rosją.

Nie dziwota więc, że podczas 48. Monachijskiej Konferencji o Bezpieczeństwie w Monachium Komorowski, tragikomiczny  „Chamberlain po rosyjsku”, grał na rosyjską nutę pod francusko-niemiecką batutą. Przedstawiając koncepcję nowej strategii bezpieczeństwa Unii, według „formuły wzmocnionej współpracy, którą przewiduje Traktat z Lizbony”, mimo że sekretarz stanu Hillary Clinton stwierdziła w Monachium, że Europa to nadal najważniejszy partner USA, stał się adwokatem wyrzucenia USA z Europy, zgodnie z interesami Berlina, Paryża i Rosji.  Wtedy to oś Moskwa-Berlin-Paryż będzie decydować o wszystkim.

Nie jest to political fiction. Jak wiadomo w dyplomacji najważniejsze są ustalenia poufne. Takimi też, 18 października 2010 r. w Deauville podczas szczytu rosyjsko-francusko-niemieckiego, podżyrowano wspólną oś polityczno-ekonomiczną. Kurs wyznaczył minister spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergiej Ławrow, który swego czasu w roczniku „Diplomaticzeskij Jeżegodnik” przedstawił postulaty, od których spełnienia zależy odwilż w stosunkach Rosja-UE, w tym stworzenie unijno-rosyjskiego komitetu zajmującego się bezpieczeństwem.

Wspomniany wyżej Ławrow szkolił nie tak dawno polskich dyplomatów, oficerowie rosyjskich służb specjalnych czują się nad Wisłą jak w swojej centrali, na stanowiska powrócili ludzie powiązani np. agenturalnie z Moskwą. Jednak w Monachium okazało się, że dla Komorowskiego i to mało. Obecny posmoleński reset w stosunkach z Rosją musi być zintensyfikowany. Tylko czekać kiedy ruskie wojska pojawią się w dawno opuszczonych koszarach i garnizonach.

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook