Jedynie prawda jest ciekawa

Komorowski pod rękę z Rosją

19.08.2013

W lipcu 2008 roku Łotewska Rada Bezpieczeństwa Narodowego wpisała Rosję na listę zagrożeń dla tego kraju. Ponadto żadne z państwo członkowskich NATO, ex-członków Układu Warszawskiego, nie ma planu współpracy z Rosją. Z wyłączeniem Polski, która od przejęcia władzy przez Platformę Obywatelską i wyboru Bronisława Komorowskiego na prezydenta, współpracę z Kremlem zacieśnia i plan współpracy wojskowej z Rosją posiada.

Ten zwrot po raz kolejny potwierdzony został 15 sierpnia w prezydenckim przemówieniu, w którym silnie została zaakcentowana antynatowska retoryka, w tym zapowiedziane skończenie z wysyłaniem polskich żołnierzy na misje wojskowe. Sytuację próbował ratować dzień później premier Tusk przekonując, że nie ma wątpliwości, iż polski udział w misjach jest ważną częścią uczestnictwa Polski w NATO, ale niezbyt mu się udało.

Linia przyjęta przez prezydenta, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych jest od dawna do bólu przejrzysta, o czym świadczy m.in. obsada kluczowych stanowisk w Kancelarii Prezydenta. Nie chodzi mi nawet o zgromadzenie na Krakowskim Przedmieściu pogrobowców Unii Wolności, co ma być przeciwwagą dla obozu Tuska, ale o osoby odpowiedzialne za sprawy wojskowe i międzynarodowe. Weźmy np. Romana Kuźniara, który doradza prezydentowi w polityce zagranicznej. Jak wynika z archiwów IPN-u zasłużył się sowieckiemu reżimowi, zarejestrowany został bowiem jako kontakt operacyjny "Uniw". Już w III Rzeczpospolitej był przeciwnikiem wejścia Polski do NATO, nie uznawał też zbrodni katyńskiej za ludobójstwo.

Podobną drogę zaliczył szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Komorowskim, generał Stanisław Koziej, który w 2005 roku startował w wyborach parlamentarnych z listy Platformy Obywatelskiej. W sierpniu 1987 r., pracując w Śląskim Okręgu Wojskowym, uczestniczył w zabezpieczanym przez GRU kursie Sztabu Generalnego ZSRR, na który pozytywnie zaopiniował go ówczesny szef Wojskowej Służby Wewnętrznej ŚOW, płk Stanisław Torebko, po 1990 roku polski attaché wojskowy w Rosji. Koziej był także członkiem egzekutywy PZPR, a wcześniej, jako żołnierz I Zarządu Sztabu Generalnego, w latach 1978-81 brał udział w opracowaniach planu ataku wojsk Układu Warszawskiego na państwa Europy Zachodniej. Życiorys jak najbardziej odpowiedni, gwarantujący awanse w PRL-bis.

To właśnie za Kozieja na uroczystości XX-lecie BBN został zaproszony generał KGB Nikołaj Patruszew, sekretarz Rady Bezpieczeństwa prezydenta Rosji i przyjaciel Władimira Putina. Można to uznać za gest symboliczny, szczególnie gdy wczytamy się w ekspertyzę BBN z końca ubiegłego roku pt.: „Budowa zintegrowanego bezpieczeństwa narodowego Polski”. Z dokumentu wynika, że to Rosja a nie NATO ma być gwarantem bezpieczeństwa Polski w Europie. Czytamy więc np., że minął już okres błędów polityki klientelizmu wobec USA (lata 2004-2007), która miała skutkować „obniżeniem naszego prestiżu narodowego". Aktualnie najkorzystniejszym dla Polski scenariuszem ma być taki rozwój sytuacji międzynarodowej, w którym zostaną zrealizowane rosyjskie cele strategiczne, co winno zapewnić Polsce stabilność: „Rola NATO powinna być drugorzędna ze względu na nawarstwioną latami w świadomości Rosjan opinię o nim jako wrogu bloku zagrażającym ZSRS, a potem Rosji. (…) Polska musi traktować to państwo [Rosję] (…) nie jako przeciwnika, lecz istotnego gwaranta bezpieczeństwa europejskiego, w tym naszego bezpieczeństwa”.

Pachnie tu Układem Warszawskim, który miał trwać do końca świata, nawet jeden dzień dłużej i przegonić raz na zawsze podłych imperialistów wojną jądrową. A że w wyniku tego z Polski nie zostałby kamień na kamieniu, to dla Kozieja i spółki  było bez znaczenia, albowiem liczył się wyłącznie „sojuz”. Teraz szef BBN wraca do źródeł z błogosławieństwem prezydenta, gdyż bez jego akceptacji taki dokument by nie powstał. Ale znów zero zdziwień skoro największym autorytetem w stosunkach z ZSRR jest generał Wojciech Jaruzelski, odznaczony na Kremlu za stan wojenny, a niedawno zaproszony na prezydenckie salony jako wybitny znawca przedmiotu.

Po 10 kwietnia 2010 roku kurs na Moskwę został wzięty bez problemu, gdyż zginęła wtedy kadra dowódcza wszystkich rodzajów sił zbrojnych, która nie kończyła sowieckiej Woroszyłówki. Pole zostało więc oczyszczone. Rozpoczęły się wspólne manewry wojskowe, mimo że Rosja nie jest członkiem NATO. W lutym tego roku został zapisany kolejny rozdział w operacji „wasalizacja Polski”. Myślę tu o wizycie generała Kozieja w Moskwie podczas której m.in. radził się naszych wschodnich sąsiadów odnośnie do tarczy antyrakietowej w Polsce. Nie on jeden zresztą, już wcześniej przecież Tusk i Sikorski proponowali Rosjanom nie tylko inspekcje w ewentualnie powstałej bazie, ale także... stały nadzór ich kamer.

Podpisany też został „Plan współpracy między BBN i Aparatem RB FR na lata 2013-2014”. Zgodnie z nim do końca przyszłego roku analiza koncepcji strategicznych Polski, narodowe planowanie strategiczne, metodyka prowadzenia strategicznych przeglądów bezpieczeństwa czy transparentność ćwiczeń i manewrów wojskowych będą omawiane i konsultowane przez BBN z Aparatem Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Czy więc Polska jest jeszcze w NATO, czy już w sojuszu z Rosją?

 Od 12 sierpnia wiadomo, że kolejnym, po Rosji, Białorusi, Chinach i Azerbejdżanie, strategicznym partnerem BBN w dziedzinie „bezpieczeństwa i obronności” będzie... nie, jeszcze nie Korea Północna, a „zaledwie” komunistyczny Wietnam. Temu celowi służyła wizyta ministra obrony Socjalistycznej Republiki Wietnamu generała Phung Quang Thanh, uważanego za osobę numer dwa w tamtejszej partii komunistycznej.

Z oficjalnego komunikatu BBN wynika, że dyskutowano m. in. o współpracy polsko-wietnamskiej w zakresie obronności oraz sytuacji w rejonie Azji i Pacyfiku, szczególnie „w kontekście wzmożonego strategicznego zainteresowania tym obszarem przez Stany Zjednoczone”.

To ostanie brzmi niemal jak retoryka antyamerykańska doby zimnej wojny i obrona interesów Rosji. Oczywiście, region Azji powinien dla nas być strategiczny, tyle że czerwony Wietnam to nie kapitalistyczne i mocarstwowe Chiny, i dodatkowo pozostaje państwem pozostającym w ścisłym sojuszu wojskowym z Rosją. Przez ponad dwie dekady na półwyspie Cam Ranh znajdował się punkt zaopatrzeniowy Floty Pacyfiku Rosji, będący największą bazą sowieckiej marynarki wojennej za granicą.  W 2002 roku Moskwa oficjalnie zwróciła ten obiekt Wietnamowi. Teraz jak informował 8 sierpnia portal Głos Rosji Cam Ranh pełni rolę międzynarodowego centrum obsługi statków, w którym remontowane są m.in. rosyjskie okręty wojenne. Ponadto do 2016 roku wietnamska marynarka wojenna, w ramach kontraktu zawartego w 2009 roku o wartości trzech miliardów dolarów, ma otrzymać od Rosji  sześć okrętów podwodnych o napędzie konwencjonalnym projektu 636 (Kilo). Dzięki niezwykłej umiejętności ukrywania się przed radarami specjaliści NATO nazywają je „czarną dziurą na oceanie”. Rok później podpisane zostało porozumienie o budowie przez Rosję bazy okrętów podwodnych, jednocześnie Wietnamowi został zaoferowany kredyt umożliwiający np. zakup okrętów podwodnych. Do Wietnamu trafi także sześć okrętów rakietowych „Mołnia”, budowanych na rosyjskiej licencji. Razem wietnamska marynarka wojenna będzie posiadać dziesięć takich okrętów. W 2016 i 2017 roku zostaną mu przekazane dwie korwety projektu „Gepard”, a jak zaznacza doradca kierownika Sztabu Generalnego Federacji Rosyjskiej, admirał Igor Kasatonow: „Wszystko, co Wietnam może kupić w Rosji jest bardzo technologiczne i odpowiada doktrynie morskiej tego kraju. Małe okręty nadają się do obrony wietnamskich wód terytorialnych. Wietnam jest krajem z rozwiniętą linią brzegową. Rozwój małej floty jest dobrą perspektywą dla nich. Dzięki współpracy wojskowo-technicznej szybko stworzą taką flotę.”

Jakoś dziwnie te wszystkie elementy składają się w całość, potwierdzając po raz enty, że po 10 kwietnia nastąpiło odwrócenie sojuszy w ramach, jak to określił kiedyś Jarosław Kaczyński, kondominium rosyjsko-niemieckiego. Tusk i Komorowski wypychają Polskę z NATO i zachodniego systemu bezpieczeństwa prosto w opiekuńcze ramiona Moskwy i Wspólnoty Niepodległych Państw. I jakoś w tym momencie przypomina się uścisk Putina i Tuska w Smoleńsku...

 

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook