Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

„Ida” propagandówka

25.01.2015

Jaka jest recepta na sukces filmu o naszej najnowszej historii?

Jaka jest recepta na sukces filmu o naszej najnowszej historii? Pokazać, że Polacy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, jak to barwnie ujął lata temu izraelski premier Icchak Szamir, który nota bene urodził się jako Icchak Jaziernicki na Kresach i w 1935 roku wyemigrował do Palestyny.

Jest parę filmów z ostatnich lat w tym stylu. „Pokłosie” Pasikowskiego to co do przesłania „Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa na ekranie. Zresztą Tomasz Lis w „Newsweeku” pisał z entuzjazmem, że „Pokłosie” to „Gross wędrujący pod strzechy”. Pełna racja. Wszak to film z góry założoną tezą „polskiego antysemityzmu”. Pasikowski i tak tego nie ukrywał, wyłuszczając że zrobił „Pokłosie” ze wstydu, posiłkując się wydarzeniami z Jedwabnego z 1941 roku, sprzeciwiając się karmieniu nas „sienkiewiczowską wizją historii”, bo w rzeczywistości nasza karta okupacyjna jest bardzo brudna. Polacy bowiem wtedy w zasadzie nie robili nic innego tylko mordowali każdego spotkanego Żyda, lub co najmniej wydawali go Niemcom. Nie to co np. tacy Francuzi znani z poszanowania praw człowieka i wolności obywatelskich. Co prawda wsadzili do wagonów państwowych kolei SNCF ponad siedemdziesiąt tysięcy Żydów i wysłali ich to Auschwitz, ale to w porównaniu z okupowaną Polską jest całkiem nieistotnym drobiazgiem nie zasługującym na mino współuczestniczenia w holokauście.

Idąc dalej tym tropem, mamy, niemiecki tym razem, ale szeroko propagowany nad Wisłą, serial „Nasze matki, nasi ojcowie”, w którym z jednej strony jest rycerski Wehrmacht, a z drugiej antysemici z Armii Krajowej. Produkcja ZDF mimo protestu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych została przedstawiona w telewizji publicznej. „Nasze matki, nasi ojcowie” miały później szeroką prezentację na Zachodzie. I znów w świat poszedł obraz Polaka z nożem w zębach polującego na Żyda. Oczywiście, wizerunek zakłamany, ale po pierwsze siła przekazu medialnego jest przytłaczająca, a po drugie jeszcze do niedawna jedynym powstaniem w Warszawie znanym za granicą było powstanie w getcie. O Żegocie, karze śmierci za pomoc Żydom, powstaniu warszawskim, wyzwoleniu przez powstańców tzw. gęsiówki i udziale Żydów w walkach w stolicy, wiedziano tyle co nic.

Zbierająca zagraniczne nagrody i pretendująca do Oscara „Ida” Pawła Pawlikowskiego wpisuje się w ten sam scenariusz co właśnie m.in. „Pokłosie”. Nie będę tu pisać o samym filmie, który dla mnie jest źle zrobiony i momentami nudny, ale jest to naturalnie moje wrażenie subiektywne. Chodzi mi o przekłamania. Ani razu nie pada w nim słowo „Niemiec”, filmowa stalinowska prokurator „krwawa Wanda” Gruz, której pierwowzorem historycznym była nazywana „krwawą Luną” prokurator pochodzenia żydowskiego Helena Wolińska-Brus, jest ukazana w pozytywnym świetle, zaś mordercą Żydów, rodziców tytułowej bohaterki oraz syna Wandy, i złodziejem ich majątku okazuje się Polak.

Przeciwko temu zakłamywaniu historii zaprotestowali członkowie Fundacji Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi Przeciwko Zniesławieniom w petycji do Agnieszki Odorowicz, dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, który finansowo wsparł produkcję „Idy”. Piszą m.in., że „widz nie znający historii odnosi wrażenie, że zabójstwa Żydów w Polsce są na porządku dziennym i że historyczne wydarzenie jakim był Holokaust jest zawiniony przez Polaków. (…) Z tego też względu w czołówce filmu powinna zostać umieszczona informacja, że m.in. w latach 1939-1945 Polska była pod okupacją niemiecką, Polacy ukrywali Żydów mimo że groziła im i ich rodzinom za to kara śmierci, zaś Instytut Yad Vashem najwięcej tytułów Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata przyznał naszym rodakom.”

Mają rację, ale to wołanie na puszczy. W polskiej kinematografii wspomaganej finansowo przez państwo obowiązuje zupełnie inny kierunek: im więcej „polskiego antysemityzmu” tym lepiej. I tym bardziej twórcy mogą liczyć na pieniądze na produkcję. Także dlatego, że kolejne rządy po 1989 roku zgodnie z poprawnością polityczną akceptowały kolejne, coraz silniejsze akty antypolonizmu, wychodzące przede wszystkim z kręgów żydowskich w USA, trafnie określonych przez prof. Normana Finkelsteina mianem „przemysłu holokaustu”.

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook