Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Haki stare, ale jare

08.04.2013

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego opracowała raport dotyczący współpracy pomiędzy SB a KGB, a w nim m.in. informację o mającym centralę w Moskwie Połączonym Systemie Ewidencji Danych, czyli PSED.

Był to zbiór danych o „wrogach ustroju”, w tym i o opozycji peerelowskiej, z bloku sowieckiego nadzorowany przez KGB i GRU. Główne centra PSED znajdowały się m.in. w Niemczech Wschodnich, zaś w Lourdes na Kubie powstała główna stacja nasłuchu radioelektronicznego.

Można się zastanowić dlaczego ABW dopiero w 2013 roku publikuje raport o sprawach doskonale znanych i po wielokroć opisywanych już po 1989 roku. Również o PSED wiadomo od dawna. Nie to jest jednak najistotniejsze, tylko to, że te polskie nazwiska na dyskach komputerowych w Moskwie to po prostu zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Służby naszego wschodniego sąsiada lepszego prezentu – jak kartoteki byłych opozycjonistów, z których część ma dziś władzę - nie mogły dostać do rąk.

Skoro tych nazwisk może być – jak wynika z doniesień prasowych – kilka lub nawet kilkanaście tysięcy, to mamy „big problem”. Armię uśpionej do tej pory agentury wewnętrznej, tzw. tajnych współpracowników z czasów PRL, która być może w części została już przejęta przez Rosjan, „obudzona” np. szantażem i wykonuje zlecenia służb rosyjskich. Oj, prysły nadzieje byłych TW, że spalenie teczek przez SB w kraju będzie oznaczać święty spokój do końca życia i nie dadzą rady nawet poszukiwania prowadzone przez IPN.

 Zagrożenie bezpieczeństwa państwa jest tym większe, że nie tylko PSED był źródłem pozyskiwania danych o peerelowskiej opozycji. Był jeszcze kierunek niemiecki, czyli akta STASI. Wiosną 1990 roku, gdy ministrem spraw wewnętrznych był Krzysztof Kozłowski, Niemcy zaproponowali polskim służbom specjalnym zakup tych materiałów, co dokładnie opisał Mariusz Kowalewski w zeszłotygodniowym „Uważam Rze”. Niestety, przebili nas Amerykanie i teczki trafiły do Langley w ramach operacji „Rosenwood”. Zawierały spis agentury STASI w Polsce lub też wykaz rosyjskiej agentury nad Wisłą.

Informacji jakie pozyskiwała STASI nie można lekceważyć. Służba ta była jedną z najsilniejszych w bloku sowieckim i najbardziej podporządkowaną Moskwie. Jej oddział polski, Grupa Operacyjna Warszawa (Operativgruppe Warschau), działał od września 1980 roku, zabezpieczając wspólne interesy GRU, WSW i STASI. Ponoć to właśnie ludzie Grupy Operacyjnej Warszawa odgrywali główne role w operacji zniszczenia „Solidarności” i zastąpienia jej „transformacją ustrojową”.
Kilka tysięcy nazwisk polskich opozycjonistów w Moskwie - niech nawet tysiąc z nich odgrywa jakąś rolę w polityce i biznesie - to potężna armia rosyjskiej agentury wpływu. Dlatego pod tym kątem należy przeanalizować najważniejsze decyzje dotyczące np. umowy gazowej z Gazpromem i dywersyfikacji dostaw, czy system bankowy i ubezpieczeń społecznych który - według nieopublikowanego raportu prezesa NBP Jarosława Skrzypka, który miał być upubliczniony w kampanii prezydenckiej w 2010 roku - powstał jako produkt operacji finansowych GRU, WSW, WSI i STASI prowadzonych od 1987 r.

PSED to bomba z opóźnionym zapłonem, która może trafić w tzw. dawnych bohaterów podziemia. I tych z „Solidarności”, i tych tworzących obecnie Platformę Obywatelską, czy Prawo i Sprawiedliwość, by pozostać przy głównych szyldach. Nikt nie jest zainteresowany prawdą i dlatego informacja o raporcie ABW zaledwie mignęła w mediach. Żaden prawicowy „dziennikarz śledczy”, jak ten specjalizujący się w sposobach inwigilacji przez służby dużych galerii handlowych, czy żadna równie śledcza dziennikarka TVN24 nie spytali publicznie: „Co premier chce z tą sprawą zrobić?” Czy premier odpowiedziałby, że wystąpi z wnioskiem do Rosjan o przekazanie bazy danych PSED dotyczących Polski? Przypuszczam, że wątpię, ponieważ oznaczałoby to nad Wisłą taką lokalną OffshoreLeaks, i to być może z otoczeniem szefa rządu w roli głównej. A nuż nagle by się okazało, że wielu polityków, kadra kierownicza banków, czy elita biznesu  to zwyczajna agentura bądź agentura wpływu. Komu to potrzebne, skoro role na władzę i opozycję zostały już dawno rozpisane?

Milczy więc i premier, milczy opozycja, swoje partie rozgrywają Amerykanie, Niemcy i Rosjanie.

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook