Jedynie prawda jest ciekawa

Geniusz sędziego

24.02.2015

Głos domagający się zaprzestania oczerniania Polski w świecie pewnie jeszcze długo będzie głosem wołającego na pustyni.

Niemiecki „Focus” może spać spokojnie, po tym jak w dwóch publikacjach na portalu internetowym w 2013 roku w odniesieniu do niemieckich obozów w Sobiborze i Treblince użył określenia „polski obóz zagłady”. Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał właśnie, że nie narusza to dóbr osobistych Janiny Luberdy-Zapaśnik, która jako dziecko trafiła do niemieckich obozów w Potulicach i Toruniu i oddalił jej pozew w tej sprawie.

Janina Luberda-Zapaśnik domagała się zakazania tygodnikowi rozpowszechniania w przyszłości określeń „polski obóz zagłady” lub „polski obóz koncentracyjny” oraz opublikowania oświadczenia, zawierającego sprostowanie, wyrazy ubolewania i przeprosiny. 23 marca przed sądem podkreślała, że sformułowanie „polskie obozy zagłady” wzbudziły u niej „ból, zdziwienie i oburzenie”, zaś „zachodnie media muszą sobie uzmysłowić, że to Niemcy zgotowali Polakom ten los (…). Pobyt w obozie był i jest dla mnie traumą na całe życie, straciłam w nim rodzeństwo, apeluję, by to określenie zniknęło”.

Jej głos, podobnie jak wielu innych osób domagających się zaprzestania oczerniania Polski w świecie m.in. przez środowiska „holocaust business”, to pewnie jeszcze długo będzie głos wołającego na pustyni. W poniedziałek sędzia Przemysław Jagosz uzasadniał oto, że nie da się stwierdzić, że użycie nieprawdziwych określeń wobec niemieckich obozów zagłady rzeczywiście naruszyło godność powódki, gdyż… nie dotyczyło bowiem konkretnie jej lub jej bliskich. Wychodzi więc na to, że np. za nazwanie Auschwitz „polskim obozem zagłady” może skarżyć albo ten kto przeżył niemiecką fabrykę śmierci, albo jego rodzina. Jeżeli zaś ktoś, tak jak pani Janina, się oburza, to zapewne tylko po to by umilić sobie wolny czas. Próbowałam sobie wyobrazić podobną sytuację w sądach izraelskich, i sędziego wygłaszającego pogląd, że ofiara holokaustu nie może dopominać się prostowania kłamstw o holokauście w mediach zagranicznych lub wnosić sprawy przeciwko np. żyjącemu oprawcy z obozu, bo miała akurat pecha i nie była w Birkenau, tylko w Sobiborze czy Bergen-Belzen. Ale prawdę mówiąc przerosło to już moją wyobraźnię.

Przywykłam jednak do różnych mniej lub bardziej kuriozalnych sądowych uzasadnień. Pamiętam na przykład jak sąd w sprawie Stanisława Remuszki, w pisemnym uzasadnieniu z 26 września 2005 roku stwierdził, że „negatywne treści na temat Adama Michnika redaktora naczelnego Gazety Wyborczej oraz wydawcy tej gazety Agory S.A. są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego”. I coś mi się zdaje, że sędzia Jagosz z Olsztyna pozazdrościł tu sławy swojej koleżance z Warszawy Agnieszce Matlak, która wtedy tak zawzięcie wzięła w obronę Adama M. Jagosz chyba nawet ją przebił, skoro nie zakwestionował prawdziwości nazewnictwa „polski obóz zagłady”!

Podobnie pełnomocnik „Focusa”, mec. Karolina Góralska udowadniała, że spór sądowy dotyczy wyłącznie kwestii prawnych, zaś zwrot „polskie obozy zagłady” nie mógł naruszyć dóbr osobistych konkretnego człowieka, bo dobrami osobistymi nie są „tożsamość i godność narodowa”, które są dobrami kolektywnymi i chronić je powinno polskie państwo.

Polemizowałabym z pierwszą częścią tego stanowiska, gdyż tożsamość i godność narodowa odnoszą się do narodu, a więc także do pojedynczego człowieka, który tego narodu jest częścią, więc oba pojęcia są, moim zdaniem, składnikami dóbr osobistych jednostki. I psim obowiązkiem władz polskich jest stanie na straży dobrego imienia państwa i jego obywateli.

A co robi owe państwo polskie? Ano nic, nie licząc kilku wymuszonych często interwencji wobec oczerniania Polski przez media zagraniczne, fałszowania najnowszej historii i oskarżania nas o współudział w zbrodniach wojennych, holokauście, czy o tworzenie i zarządzanie obozami koncentracyjnymi i obozami śmierci. Kolejne rządy, również te mające na swych sztandarach odkłamywanie historii najnowszej, przymykają na to oczy, więc być może niedługo jakiś „Focus”, „Der Spiegel”, „Daily Mail”, czy „New York Times”, napiszą przy nadarzającej się okazji, że II wojnę światową wywołaliśmy my, a pancernik „Schleswig-Holstein” salwami z dział odpierał ataki idące z Westerplatte. No i oczywiście powstanie film o polskim kapo obozowym, który dostanie kolejnego Oscara

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook