Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Generał Żeligowski, czyli Białorusin-katolik

28.07.2015

„Gdy Sobieski był sułtanem, / Stary Bismarck z byka spadł. / Napojono osła sianem, /A ten osioł siano zjadł”.

Ten fragment z piosenki „Na zielonej Ukrainie” jakoś tak sam przyszedł mi do głowy, gdy przeczytałam kolejną „rewelację” historyczną zza wschodniej granicy. Tym razem rodem z Białorusi. Nacjonalistyczny portal 1863x.com w tekście „Средняя литва. Неизвестная история беларуского государства” orzekł oto, że generał Lucjan Żeligowski był Białorusinem, a zajmując w 1920 roku Wilno, chciał budować „państwo białoruskie”. Sprawa może przeszłaby niezauważenie, gdyby nie blog Polacy Grodzieńszczyzny, który tę fałszywkę błyskawicznie wychwycił.

Przeczytałam tekst, kończący się zawołaniem „Жыве Беларусь!”, by po raz enty utwierdzić się w przekonaniu, że papier jest cierpliwy i przyjmie nawet największą bzdurę pod słońcem. Czytamy, co prawda, że „Wileńszczyzna stała się jabłkiem niezgody” między odrodzoną Polską a powstającą Republiką Litewską, ale jest to jedyna prawdziwa informacja w tekście. Reszta to czysta propaganda białoruskiego nacjonalizmu. Wydarzenia z zabezpieczania Wilna dla Polski przez żołnierzy Żeligowskiego: pozorowany bunt, poprzedzający wkroczenie przez nich do miasta — w ramach planu marszałka Piłsudskiego — w październiku 1920 roku są doskonale znane. Ale w artykule tego się nie znajdzie. Polacy zniknęli. Jest za to „bunt Białorusinów”, „rozegranie białoruskiej karty”. Generał Żeligowski to „Białorusin-katolik”, jego oddziały to „białoruska armia”. No i 1. Dywizja Litewsko-Białoruska generała Jana Rządkowskiego — która sytuowała w ramach Wojska Polskiego oddziały Samoobrony tworzone spontanicznie przez Polaków z Wileńszczyzny i Grodzieńszczyzny, walczących o przynależność tamtych terenów do Polski — a także oddziały majora Mariana Zyndrama-Kościałkowskiego też nie były polskie. Są określone jako „oddziały sformowane wyłącznie z Białorusinów-katolików Zachodniej Białorusi, którzy nie chcieli służyć w polskich formacjach i woleli im tworzyć formację”! 

Przed pisaniem tekstu tak na szybko przejrzałam swoje zapiski dotyczące antypolonizmów wschodnich. Kilka z brzegu przykładów z państwa ze stolicą w Mińsku. W 2009 roku rządowa „Sawieckaja Białoruś”, opisując w jednym z artykułów walkę mieszkańców Brześcia z niemieckim okupantem, już we wstępie podkreśliła fakt, że historia wojenna zaczęła się dopiero w 1941 roku i miasto to jako pierwsze „przyjęło uderzenie hitlerowskiej armii i jako pierwsze stawiło opór wrogowi”. Faktów wcześniejszych: informacji o przynależności miasta do przedwojennej Rzeczpospolitej, pakcie Ribbentrop-Mołotow, wspólnej defiladzie sowiecko-niemieckiej z 22 września 1939 roku, czy wymienianiu się przez służby specjalne obu agresorów listami z nazwiskami Polaków, których należało zlikwidować, próżno było szukać.

Rok wcześniej w państwowej telewizji pokazany został serial „Smiersz”, w którym dobrzy NKWD-ziści walczą z żołnierzami z AK, przedstawionymi jako bandyci i kolaboranci. Takie niemieckie „Nasze matki, nasi ojcowie” w wersji wschodniej. By jednak nie ograniczać się tylko do filmu, to we wrześniu ubiegłego roku na budynku rejonowego oddziału milicji przy ul. Zwycięstwa w Lidzie, uroczyście odsłonięto tablicę upamiętniającą pracowników NKWD, którzy zginęli w walce z „nacjonalistycznymi bandytami” w latach 1944-1947. Czyli z Armią Krajową.

Pewnie, że tezy o białoruskich korzeniach gen Żeligowskiego i jego walce o Białoruś czy też brednie o „bandytach z AK” nie dają się obronić. Tak jak ta o Sobieskim-sułtanie, czy twierdzenie, że „Kopernik była kobietą”. Ale co to ma do rzeczy? Istotą białoruskiej nacjonalistycznej propagandy, której motorem jest Łukaszenka, jest wymazywanie Polaków z dziejów państwa białoruskiego i sprowadzenie naszych rodaków do obywateli drugiej, a nawet trzeciej kategorii. Podobnie zresztą jest i w Rosji Putina, i na Ukrainie Poroszenki. Przykładów jest co niemiara, co może niektórych zaskakiwać, ale tylko i wyłącznie dlatego, że o antypolonizmie wschodnim z zasady mało mówi się w naszych mediach. 

Słowa kluczowe:

Białoruś

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook