Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Czerwone zombi z czerwonej forsy

30.04.2013

Dwadzieścia cztery lata po „okrągłym stole”, przy którym dygnitarze z PZPR podzielili się władzą z tą częścią opozycji solidarnościowej, która okazała się uległa wobec komunistów do granic kolaboracji, lewica ma się dobrze. A nawet bardzo dobrze. Jej liderzy nie tylko nie wylądowali na śmietniku historii, ale cały czas są w grze. Grają ostro, szykując się do ponownego wejścia na salony władzy.

Według badania ulicznego przeprowadzonego przez portal eurowybory.pl i opublikowanego 28 kwietnia, Sojusz Lewicy Demokratycznej notuje poparcie na poziomie 14,1 procent, stając się trzecią siłą polityczną po Platformie Obywatelskiej i Prawie i Sprawiedliwości. Podobny wynik, od 15 do 20 procent, sondaże przewidują dla partii Leszka Millera w wyborach do Parlamentu Europejskiego. A przecież jest jeszcze Europa Plus, najnowsza inicjatywa Aleksandra Kwaśniewskiego, Marka Siwca i Roberta Kwiatkowskiego. Joanna Senyszyn z SLD w wywiadzie udzielonym „Uważam Rze” nie przecenia wagi tej inicjatywy, wskazując że może ona podzielić los LiD-u, czyli koalicji wyborczej SLD m.in. z Partią Demokratyczną powstałą z przekształconej Unii Wolności, z 2007 roku, ale jednak podkreśla, że „jeśli Europa Plus zabierze komuś głosy to przede wszystkim PO. Już widzę te hasła wyborcze: „Chcesz rządów PiS – głosuj na Europę Plus”. Czas działa na korzyść SLD i pogrąża polityków, którzy dobrzy są tylko w działaniach PR-owych”. Jest jednak jedno „ale”. Działaczka partii Millera mówi tu o sytuacji, gdy obie formacje lewicowe idą osobno. A co jeśli pójdą razem? Wydaje się, że Kwaśniewski, który był akuszerem LiD-u, i Miller wyciągają dziś wnioski z tamtej porażki, pamiętając czym skończyło się przed kilku laty rozejście się postkomunistów. Dzisiaj nie mówi się już o wrogości pomiędzy byłym prezydentem i byłym premierem, a o „szorstkiej przyjaźni”. Taka przyjaźń – jak to w polityce – nie jest żadną przeszkodą w stworzeniu bloku wyborczego. Tym bardziej, że ma on duże szanse na sukces. Kwietniowe badanie instytutu Homo Homini dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że Miller i Kwaśniewski mogą liczyć w wyborach parlamentarnych nawet na 27 procent głosów.

Niemożliwe? A dlaczego nie, skoro po 1989 roku nie przeprowadzono skutecznej lustracji i dekomunizacji, by wyeliminować z życia publicznego pezetpeerowską nomenklaturę i różnej maści esbeków. To że Jaruzelskiego nie można skazać, że Kiszczak od procesów wymiguje się złym stanem zdrowia, a jednocześnie robi zakupy, że sąd uznaje, że w grudniu 1970 robotników bito, a nie strzelano do nich, obciąża tzw. prawicę niepodległościową, obnażając jej katastrofalną nieskuteczność w czyszczeniu czerwonej stajni Augiasza podczas rządów Olszewskiego i PiS-u.

Jak rodziła się tzw. III RP, to liderzy Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego z tzw. lewicy styropianowej Michnika, Mazowieckiego i spółki, paktującej z czerwonymi aparatczykami przy „okrągłym stole”, nie dopuścili do rozliczenia komuny. Poszło z górki mimo dwóch niezakładanych przerw, w postaci gabinetów Olszewskiego i Kaczyńskiego, Miller i Kwaśniewski – by pozostać przy tych personach - są wciąż nie tylko demokratami bez skazy, ale mogą współrządzić Polską po wyborach parlamentarnych np. z Platformą Obywatelską, która jako jedyna może skutecznie wygrać wybory. Skutecznie tj. stworzyć w przyszłym Sejmie koalicję większościową, na co PiS, nawet je wygrawszy na dziś dzień nie ma szans. No bo kto z nim pójdzie? Z Platformą każdy, od PSL do lewicy. Polska scena polityczna jest zacementowana i chyba ma rację moja znajoma gdy mówi: „Gdyby wybory mogły cokolwiek zmienić, to zostałyby zdelegalizowane”. Coś w tym jest.

Ten cement, mieszanka haków i interesów, które stały się zaczynem operacji Magdalenka, decyduje o wszystkim. Był „dogowor” i koniec, kropka. Co z tego, że Zbigniew Ziobro przedstawił cały pakiet dokumentów dotyczących największej afery III Rzeczypospolitej o nazwie „moskiewskie pieniądze”? Nikomu nie spadł w III RP z tego powodu włos z głowy. A dziś, po latach, czytam tekst prześlizgujący się po temacie, taki jak ten z „Dziennika Gazety Prawnej”, gdzie po oczach wali pytanie „Moskiewska pożyczka. Nadal nie wiadomo, w co zainwestowano bratnią pomoc”. No i ręce opadają.

Mechanizm jest przecież znany (tekst Piotra Jakuckiego pt. „Czerwona forsa” ). Pieniądze z Moskwy przekazane za wiedzą Gorbaczowa zostały dobrze – z punktu widzenia lewicy – wykorzystane. Na początku lipca 1991 roku tygodnik „Rossija”, organ rosyjskiego parlamentu, ujawnił dokumenty świadczące, że w styczniu 1990 roku ówczesny I sekretarz KC PZPR – Mieczysław F. Rakowski podpisał w Moskwie porozumienie o zaciągnięciu od KPZR nie oprocentowanego kredytu w wysokości pół miliarda starych złotych polskich i 1 miliona 232 tysięcy dolarów amerykańskich. To jest właśnie początek moskiewskich pieniędzy dla PZPR i SdRP.

Pieniądze uzyskane od KPZR miały posłużyć na organizację XI Zjazdu PZPR oraz utworzenie nowej partii lewicy postkomunistycznej – czyli SdRP na czele której stanął Aleksander Kwaśniewski - i miały być zwrócone w ciągu roku. W bezpośredniej rozmowie z Janajewem, przeprowadzonej w Warszawie, Rakowski oraz Miller poinformowali, że 300 tysięcy dolarów zostało przeznaczonych na uruchomienie partyjnego dziennika „Trybuna”, 200 tysięcy – na wypłaty dla zredukowanych pracowników aparatu partyjnego. Kierownictwo SdRP było gotowe zwrócić pół miliona dolarów, a 200 tys. włożyć w biznes, by z zysków zwrócić całość kredytu. Według danych prasowych w listopadzie 1990 roku SdRP zwróciła Moskwie 600 tysięcy dolarów. Wysłannicy KPZR – Władymir Wierszynin (prawdziwe nazwisko Silwestrow, wysoki oficer KGB) i Witalij Swietłow – odebrali pieniądze od Millera i przesyłali je kanałami KGB do Moskwy, a więc poza normalną drogą bankową.

Po moskiewskiej pożyczce towarzysze rozkręcili dobrze prosperujące biznesy i bez obawy o własną skórę pełnoprawnie uczestniczą w polityce. Ale przecież żyjemy w końcu w państwie prawa. Tyle że ma ono w herbie grubą kreskę, dzięki której czerwone zombi zasiadają w Sejmie zamiast spędzać czas na spacerniaku. Powrót „Trybuny” do kiosków od połowy maja jest tego symbolem.

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook