Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Czas na Silver Gold?

30.08.2012

Cała Polska żyje dziś aferą parabanku Amber Gold i losami jej szefa Marcina P., męża Katarzyny Plichty. A Amber Gold to też syn premiera Tuska w tle.

Ba, obudził się z letargu i prokurator generalny Andrzej Seremet, który dziwnym trafem do tej pory nic nie wiedział o nieprawidłowościach związanych z działalnością spółki, mimo że dokumenty spływały do Ministerstwa Sprawiedliwości już dawno. Marszałek Ewa Kopacz przeznaczyła na aferę wielogodzinną debatę w Sejmie. Pewnie zostanie też powołana sejmowa komisja śledcza, by prześwietlić mechanizmy działania parabanku. Oczywiście Platforma jest przeciw, więc wszystko – jak zwykle w polskiej polityce ostatnich lat – zależy od tzw. ludowców z PSL, którzy pewnie (piszę tekst przed pojawieniem się wniosku o komisję na forum plenarnym Sejmu i dyskusją poselską)  powołanie komisji śledczej poprą, choćby po to by zemścić się na współkoalicjancie za aferę taśmową sprzed parunastu tygodni.

Igrzyska polityczne trwają. Zapomina się tylko o najbardziej poszkodowanych - dziesiątkach tysięcy ludzi, którzy najpewniej nie odzyskają ulokowanych w Amber Gold oszczędności. No dobrze, powie ktoś, ci ludzie dziś płaczą, ale po co chodzili do instytucji oferującej korzystniejsze warunki niż w niebie? Ano chodzili dlatego, że polskie państwo łupi społeczeństwo ile może i nikt już nie nadąża za wzrostem podatków i wydatków z domowego budżetu. Parabanki ze swoją ofertą stają się ostatnią deską finansowego ratunku i skrzętnie to wykorzystują. Pętla podatkowa Platformy Obywatelskiej, naganiająca klientów instytucjom typu Amber Gold, zaciska się coraz bardziej, mimo że jak przekonują premier Donald Tusk i minister Jan-Vincent Rostowski mamy raj, „zieloną wyspę”, i ogólnoświatowy kryzys się nas nie ima.

Żarty żartami, ale wieloletnia bezkarna działalność Marcina P., męża Katarzyny Plichty, człowieka o przeszłości kryminalnej z wyrokami na karku, przymykanie przez szeroko rozumiany aparat sprawiedliwości oczu na nieprawidłowości i brak składanych dokumentów finansowych przez władze Amber Gold, wcale mnie nie szokuje.

Nie usprawiedliwiam Marcina P., ale jest on tylko i wyłącznie dzieckiem korupcjogennego systemu toczącego niczym rak pookrągłostołową Polskę. Ile afer po 1989 r. zostało wyjaśnionych, ilu ich bohaterów skazano? No, ale niech „Kowalski” spóźni się o jeden dzień z odprowadzeniem VAT-u, albo niech bez kasy fiskalnej sprzedaje na dożynkach, tak jak te nieszczęsne członkinie Koła Gospodyń Wiejskich grochówkę - no to wtedy ma za swoje! Dobiorą się do niego wszystkie możliwe instytucje „stojące na straży prawa”. Od Straży Miejskiej, poprzez policję, urzędy skarbowe, z resortem Rostowskiego włącznie.

W czerwcu tego roku sąd w Houston skazał na 110 lat więzienia amerykańskiego finansistę Allena Stanforda, założyciela i szefa Stanford Financial Group. Stanford, zwany „małym Madoffem”, oszukał 30 tysięcy osób z ponad 100 krajów, zdefraudował siedem miliardów dolarów, prał brudne pieniądze i utrudniał pracę wymiaru sprawiedliwości. W swej działalności stosował tzw. schemat Ponziego, czyli mechanizm finansowy polegający na spłacaniu inwestorów z pieniędzy wypłacanych przez kolejne osoby.

Biedny Stanford miał pecha, nie dlatego, że wpadł, ale dlatego, że nie działał w Polsce, która stała się „azylem dla bandyty”. Niedawno „Puls Biznesu” opublikował bardzo wymowną statystykę. Wynika z niej, że w 2011 roku polskie sądy za oszustwa gospodarcze skazały aż 28, 4 tys. osób, więcej było tylko złodziei (36,7 tys.), pijanych rowerzystów (50 tys.) i kierowców (70 tys.). Z tych 28,4 tys. za kratki trafiło zaledwie 3,1 tysiąca osób. Reszta dostała wyrok w zawieszeniu. Mało tego, zazwyczaj sądy orzekały najniższy wymiar kary, czyli od 1 do 2 lat pozbawienia wolności. Ten najwyższy - od 5 do 8 lat więzienia - zastosowano tylko w pary przypadkach. Także grzywny przyprawiały skazanych przestępców w białych kołnierzykach o… śmiech. Najwyższe, w wysokości 5 tys. zł, orzeczono zaledwie wobec 213 osób. Po 300-500 zł musiało zapłacić 3,5 tys. osób.

Opłaca się być nad Wisłą być aferałem, mniejszego bądź większego kalibru. A gdy jeszcze ma się „plecy”… Gdyby tak, jak to jest w USA, przestępcy finansowi trafiali za kratki, a ich majątek byłby konfiskowany i przeznaczony na odszkodowania dla oszukanych, to po paru latach byłby spokój. Ale jeżeli za oszustwa finansowe dostaje się zwykle „zawiasy” i 300 zł grzywny, to nic tylko dalej kraść. Takich „menadżerów” podobnych do Marcina P., męża Katarzyny Plichty, czy szefów różnych firm turystycznych, plajtujących z dnia na dzień będzie więc przybywać. Miała być „zielona wyspa”? No to jest!

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook