Jedynie prawda jest ciekawa

Czarne koszule idą po ciebie

25.08.2013

Prof. Zygmunt Bauman otrzyma kolejny upragniony doktorat honoris causa, tym razem Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, która postanowiła „nie ugiąć się przed protestami skrajnej prawicy”.

Co prawda, „neofaszyści” i „skrajni prawicowcy”, jak to określa „Gazeta Wyborcza” stojąca w awangardzie postępu, rozpętali w Internecie festiwal nienawiści wobec naukowca i uczelni, ale od czego jest minister spraw wewnętrznych. Bartłomiej Sienkiewicz nie pozostawił ostatnio złudzeń mówiąc, że „monopol na przemoc ma państwo”. Niewykluczone więc, że jego dzielni podwładni już szykują jakieś w najlepszym razie obozy reedukacyjne, a wszyscy ci którzy nie myślą kategoriami poprawności politycznej nie mogą być pewni dnia ani godziny, tego że o szóstej rano zapuka do ich drzwi tylko mleczarz, by przypomnieć przestrogę klasyka Michnika.


Ponieważ jednak jak na razie „skrajna prawica”, tudzież „krzykacze” i „nienawistnicy”, jak nazywa protestujących przeciwko Baumanowi rektor DSW, dr hab. Robert Kwaśnica, bezkarnie chodzą po ulicach szerząc powszechny strach i zgorszenie, senat uczelni postanowił, że feta ku czci stalinowca z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, odbędzie się w innym terminie i miejscu, by „odebrać nienawistnikom okazję do zrobienia zadymy.”

Dzięki Magdalence i okrągłemu stołowi ci, którzy upominają się o prawdę historyczną czy oddają hołd „Żołnierzom Wyklętym”, są: „kibolami”, „ksenofobami”, „nacjonalistami”, „nienawistnikami”, „antysemitami” i Bóg wie kim jeszcze. Na piedestale stają natomiast tajni współpracownicy bezpieki, czy tzw. opozycjoniści, którzy byli pieszczochami partii komunistycznej a potem robili za opozycję korowską, bo ich matuszka partia odstawiła od piersi. Zaś uczelnie, które przyznają Baumanowi – by przy nim pozostać – doktorat honoris causa za zasługi dla nauki i bycie wybitnym naukowcem i akceptujące jego haniebną przeszłość są ukazywane przez salon jako obrońcy wolności nauki przed „faszystami”.

Rzeczywistość jednak skrzeczy i nie zmienią tego erystyczne popisy Kwaśnicy, czy innego rektora, czy prorektora. Bauman był ikoną instalowania nad Wisłą czerwonego zamordyzmu. I wbrew wybielaczom jego życiorysu nie był żadnym tam kancelistą stalinowskiego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pisałam o tym już niejednokrotnie, m.in. w tekście "Tak zacny agent Semjon". Przypomnę więc jedynie, że ten „kancelista” w ramach KBW likwidował „bandy”, czyli oddziały podziemia niepodległościowego, za co został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Skoro wszyscy honorujący podkreślają wkład Baumana w dorobek naukowy to może warto wskazać jak ten nieskazitelny człowiek nauki łamał kariery wybitnym naukowcom niepokornym wobec ustroju powszechnej szczęśliwości. Ojciec Mieczysław A. Krąpiec, długoletni rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, związany z tą uczelnią od 1951 roku, wspominał w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” z 9-10 lipca 2005 roku: „Były to dla kultury polskiej niezwykle trudne chwile, gdyż komuniści uznali, że trzeba zniwelować polską filozofię, ponieważ dominujące kierunki filozoficzne, jak tomizm, pozytywistyczna szkoła lwowsko-warszawska czy fenomenologia są wrogie komunizmowi i marksizmowi. Za namową Zygmunta Baumana i Leszka Kołakowskiego z państwowych uniwersytetów wyrzucono wtedy najwybitniejszych profesorów filozofii jak Władysława Tatarkiewicza, Romana Ingardena, Izydorę Dąmbską, czy Tadeusza Czeżowskiego. KUL stał się wtedy jedynym niezależnym ośrodkiem filozoficznym i, trzeba powiedzieć, że sprostał tej odpowiedzialności”. Trzeba przyznać, że Bauman i Kołakowski to dobrany duet demokratów salonu z Czerskiej i okolic. Podobnie jak Wisława Szymborska, czy Sławomir Mrożek, którzy w rezolucji w sprawie procesu księży Kurii krakowskiej za „szpiegostwo” domagali się przyspieszenia wykonania kary śmierci.

Jakiż to klangor na łamach „Gazety Wyborczej” odezwał się w obronie Baumana! Podobnie już było np. z „polskim antysemityzmem”, ale list jaki wysmażyło dwoje „młodych naukowców”, to jest dr Mirosław Tryczyk z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej i działacz praw człowieka oraz dr Monika Spławska-Murmyło, freelancerka, też – co oczywiste – działaczka praw człowieka i współautorka programu edukacyjnego „Wrocław przeciw rasizmowi i wykluczeniom”, przebija wszystko: „Czy wszyscy przyzwoici ludzie we Wrocławiu i w Polsce słyszą i widzą, co dzieje się z dnia na dzień? Czy rozumieją wagę tej sytuacji? (…) Oto na naszych oczach umierają demokracja i wolność, a triumfuje przemoc w czystej postaci!” - piszą.

To dopiero uwertura. Dalej jest jeszcze weselej. „W wolnej Polsce wielka postać międzynarodowej humanistyki, osobowość świata nauki i kultury, człowiek, który za swój wkład w rozwój nauk społecznych powinien być hołubiony w Polsce jak mało kto, odmawia przyjęcia tytułu naukowego największej prywatnej uczelni na Dolnym Śląsku, bo stał się obiektem ataku za to, że jest Żydem, oraz za to, że w młodości popełnił błąd, służąc w oddziałach KBW na stanowisku kancelisty. Nie wahamy się tego nazwać końcem demokracji i upadkiem wolności. Co mogą zrobić jeszcze bardziej spektakularnego środowiska neofaszystowskie niż to, co właśnie udało im się osiągnąć, czyli uniemożliwić wyższej uczelni wręczenie tytułu naukowego nie w nagrodę za czyjeś „życie”, ale za dokonania naukowe? Przecież to zamach na jedną z podstawowych wolności, wolność nauki. Udawało się tego dokonać Kościołowi przez całe stulecia epoki średniowiecznej i późniejszych, kiedy to za swoje poglądy uczeni trafiali na indeks ksiąg zakazanych czy nawet stosy, ale nawet wtedy nie zakazywano nadawania tytułów naukowych za pochodzenie narodowe i za czyny polityczne czy niepolityczne, zwyczajnie głupie, bo młodociane. Tylko NSDAP i Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w PRL, a dziś fundamentaliści islamscy w różnych krajach świata stosowały i stosują taką metodę eliminowania niewygodnych myślicieli. NSDAP i fundamentaliści islamscy za „żydowskie pochodzenie”, PZPR za błędne w jej mniemaniu decyzje polityczne, o których nie zapominała nigdy. W ten sam sposób postępują dzisiejsi neonaziści, którzy we Wrocławiu oraz w innych miastach rozpanoszyli się w sposób niebywały. Niemal nie ma dnia bez doniesień o dokonywanych przez nich aktach przemocy. Co środowiska neofaszystowskie i kibolskie mogą w sensie politycznym zrobić jeszcze gorszego? Pomaszerować na Warszawę w marszu czarnych koszul, by obalić rząd? W pełni skutecznie już i bezkarnie blokują nominacje naukowe w Trzeciej Rzeczpospolitej, zastraszają intelektualistów, przerywają wykłady, biją na ulicach, nieustannie łamią Konstytucję, nawołując do nienawiści na tle rasowym i religijnym. To się już dzieje, co będzie dalej?” A dalej jest jeszcze o tym, że trzeba bronić zagrożonej konstytucji i w imię tego zwalczać inne poglądy niż obowiązujące w salonie, gdyż inaczej konstytucja zostanie obalona, a neonaziści będą terroryzować ludzi o odmiennych poglądach, co skończy się tym, że „wszyscy znajdziemy się w kraju, który trudno będzie nazwać naszym! To będzie ich kraj! Brunatna, pełna przemocy i czystości rasowej Polska!” – biją na alarm naukowcy, Monika Spławska–Murmyło i Mirosław Traczyk.

Przeczytałam tę odezwę i wyjrzałam na ulicę, przy której mieszkam. I nic, ani jednej czarnej koszuli. Obdzwoniłam znajomych z Warszawy, Gdańska, Wrocławia i kilku innych miast pytając czy może u nich się już zaczęło, czy po ulicach maszeruje krótko ostrzyżona młodzież w czarnych koszulach i z faszystowskimi chorągwiami, wyszukuje Żydów, Muzułmanów, gejów i w imię czystości rasowej tłucze ich pałkami, a należące do nich sklepy, kebabownie, czy kluby polewa benzyną i podpala. I znów nic, żadnego potwierdzenia, tylko pytanie czy poza tym wszyscy zdrowi.  

Dlaczego zatem naukowcy z wrocławskiej uczelni dostali takiego odlotu? I skąd czerpali natchnienie? Po krótkim zastanowieniu odrzuciłam Cyrankiewicza, który w 1956 roku groził, że „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciwko władzy ludowej, niechaj będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. No to kto? Ten styl, ten atak na Kościół... Jest! Przecież to sam „pierwszy, niekomunistyczny, premier”, Tadeusz Mazowiecki, ten co wielbił stalinizm, piętnując piórem „amerykańskich dywersantów” w Kościele katolickim. Czym innym bowiem niż stalinowską propagandą był jego artykuł we „Wrocławskim Tygodniku Katolickim” z 27 września 1953 roku, podsumowujący proces biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka za „działalność dywersyjną, wymierzoną przeciw państwu ludowemu, działalność godzącą w najżywotniejsze interesy naszego narodu”. Znajdziemy w nim „wiązanie się się z imperialistyczną i nastawioną na wojnę polityką rządu Stanów Zjednoczonych”, a wojna ta miała zostać dokonana „przy pomocy neohitlerowskiego Wehrmachtu”. Mamy też „błędne poglądy” biskupa oraz „akcję dywersyjną wobec Polski Ludowej”. Jak również „nastawienie wrogie wobec postępu społecznego, wrogie wobec przemian społecznych i broniące dotychczasowego kapitalistycznego ustroju.”, która to postawa „wyrażała się też w widzeniu przyszłości dla Kościoła i katolicyzmu jedynie w dawnych warunkach, co w skutkach oznaczało wyzbywanie się apostolskiego nastawienia wobec nowych czasów i nowej epoki społecznej. Wrogość wobec reformy rolnej, wrogość wobec unarodowienia przemysłu i wobec innych podstawowych osiągnięć społecznych Polski Ludowej doprowadziła w wyniku tego nastawienia nie tylko do szkód dla ściśle pojętego interesu państwa.”

Prawda, że wystarczy tylko zamiast biskupa Kaczmarka, wstawić narodowców, „kiboli”, czy skrajną prawicę, a zamiast Polski Ludowej – Baumana i wolność naukową. I list gotowy! Można nawet od biedy pozostawić „neohitlerowski Wehrmacht”, co innego gdyby był „niemiecki”… Naukowcy Mirosław Tryczyk i Monika Spławska-Murmyło są godnymi naśladowcami Tadeusza Mazowieckiego dziś doradzającego prezydentowi Komorowskiemu. Jeśli dalej tak gorliwie będą nas bronić przed „brunatną falą faszyzmu” i „nawoływaniem do nienawiści na tle rasowym”, to kto wie, może przed nimi i sława i kariera, choć konkurencja też nie śpi.

Zainteresował Cię artykuł? Śledź nas na Facebooku!  

Julia M. Jaskólska

Autor bloga

jaskolska

Julia Jaskólska

Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Najczęściej czytane na blogu

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook