Jedynie prawda jest ciekawa


Zdarzenie na Lesbos - próba zrozumienia

18.04.2016

Dwa dni zajęło mi przemyślenie tego, co papież Franciszek powiedział i uczynił na greckiej wyspie Lesbos.

Przyznam, że z wyniku tego namysłu wcale nie jestem zadowolony - powstało bowiem więcej pytań, niż było ich wprzódy.

Papież - w obecności patriarchów kościołów wschodnich - wezwał do miłosierdzia wobec emigrantów, które ma się przejawiać w bezwzględnym odruchu pomocy dla nich i pokonaniu wszelkich barier przed przyjmowaniem ich na Starym Kontynencie.

  

W praktycznym przejawie swojego myślenia papież zabrał do Watykanu kilka emigranckich rodzin. Wszystkie one były muzułmańskie.

Tak więc wraz z głowa kościoła katolickiego z Lesbos nie odleciał żaden chrześcijański uchodźca.

Papież mówił ważne słowa - słowa będące lekarstwem na codzienne otępienie i brak wrażliwości na los tych, którzy są biedniejsi od nas. Słusznie cytował przy tym słowa Jezusa Chrystusa... o tym, że cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych...

Sęk jednak w tym, że słowa papieża Franciszka i tym razem przyjmuje jak treść jego encykliki o konieczności ochrony środowiska naturalnego ziemi. Nie do końca rozumiem...

Ważne to i kardynalne, jednak jakby z boku głównego problemu.

Trochę obco brzmią mi wezwania katolickiego papieża, w momencie gdy muzułmanie sobie z niego drwią, a na pewno tego nie słuchają.

Zastanawiam się nad problemem: czy miłosierdzie i obowiązek niesienia pomocy nie mogą być kierowane rozsądkiem, dotychczasowymi doświadczeniami?

Być może już w tak postawionym pytaniu tkwi szatańskie nasienie, ale nie mogę otrząsnąć się z wrażenia, że w realiach islamskiej inwazji na oczyszczaną właśnie z chrześcijańskich akcentów Europę, słowa papieża (na pewno wbrew jego woli) brzmią jak zapowiedź ostatecznej kapitulacji.

Papież wzywa do przyjmowania wszystkich uchodźców, a jakby niewiele uwagi poświęca męczeństwu bliskowschodnich chrześcijan.

Czy dobro rzeczywiście powinno być takie plakatowe, takie jak z czytanek dla początkujących pensjonarek?

Być może świat zepsuł mnie już na tyle, że nie potrafię -  z dziecięcą ufnością -  przyjąć słów mego pasterza, ale trawi mnie - gdy ich słucham - robak sceptycyzmu, wirus wezwania do zauważenia realiów.

Wiem, że Nasz Pan przyszedł na świat, aby zmienić wszelkie "realia", jednak nie żałował przy tym mocnych słów wobec faryzeuszy i uczonych w piśmie, własnoręcznie smagał przekupniów, przepędzając ich ze świątyni.

Tymczasem papież Franciszek nie zauważa dyskryminacji chrześcijan w Europie...on jedzie na Lesbos i naucza, aby bezwzględnie przyjmować i pomagać w Europie muzułmanom.

Wiem - biedy nie należy różnicować i stopniować.

Jednak czy miłosierdzie zawsze musi opierać się jedynie na zerojedynkowym odruchu "ku"?

Czy chrześcijanie muszą bezwzględnie położyć ruki po szwam i pochylić głowy na papieskie nauczanie?

Czy nauczanie Ojca Świętego w sprawach uchodźców i migracyjnego kryzysu jest nauczaniem w sprawach wiary, w których papież posiada dogmat nieomylności, działa pod natchnieniem Ducha Świętego?

Jak słowa i gesty papieża - było nie było duchowego przywódcy "Rzymu" - odczytują sami muzułmanie?

Otóż oni przeważnie w ogóle go nie słuchają!

 A jeśli widzą jak im myje stopy i wzywa do bezwzględnego przyjmowania ich w Europie, to interpretują to na swój sposób.

Wybaczcie mi zuchwałość, ale wiem, że oni interpretują to jako słabość, gest poddania się.

Przewrotnie - pewnie fałszywy duch mi ją poddał - wpadła mi do głowy myśl, co byłoby gdyby Dawid - zamiast cisnąć kamieniem w głowę Goliata - umył mu stopy i zaprosił go do swego domu, podzielił się z nim wszystkim co miał?

Pewnie w słowach papieża kryje się mądrość, która ukaże się nam w przyszłości, ale mnie - jako reprezentantowi zawodu genetycznych niedowiarków - dziś wygląda to bardzo dezorientująco.

Dlaczego papież Franciszek nie odwiedził ostatnich chrześcijan ginących w Dolinie Niniwy?

Dlaczego uchodźcy, którzy spotkali się z Ojcem Świętym na Lesbos, to były rodziny z małymi dziećmi, kobiety, podczas gdy dziś drzwi do Europy szturmują agresywni mężczyźni w wieku przeważnie poborowym?

Wybaczcie, że dziele się z Wami moimi wątpliwościami, ale wszak sam Nasz Pan nakazał nam być rozważnymi i posługiwać się rozumami, w których przecież tkwi cząstka boskości.

Nie szukam łatwej puenty, nie polemizuję otwarcie z nauczaniem Ojca Świętego. Chciałbym jednak, aby czasem zniżył się do poziomu maluczkich, których wątpliwości zdecydowałem się wypowiedzieć głośniej niż inni.


Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

Wiadomości ze świata

więcej
CS151fotMINI

Czas Stefczyka 151/2018

PDF (5,47 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook