Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zanim odbijemy media publiczne

12.01.2014

Jestem pewien, że koniec sztucznego świata medialnej świetności antypolskich , pokomuszych zdrajców jest już bliski.

(felieton na lepszy rok)

Dziennikarze… ostatnio z tą profesja kojarzone są takie nazwiska jak: Lis, Olejnik, Żakowski, Sekielski, Morozowski. Na sam dźwięk tych personaliów wielu ludzi ze wstrętem wzrusza ramionami. Pamiętam jak w 1989 roku, coś drgnęło, jak wielu ludzi zaczęło nam, młodym wówczas dziennikarzom, wierzyć.

Zawód zaczął się odradzać, ludzie nabierali wiatru w żagle. Oczywiście byli i tacy „dziennikarze”, którzy pisali „Erotyczne immunitety” Anastazji P., czy też wypełniali kolumny w szambowym tygodniku „Nie”. Do zawodu przyszło jednak wtedy wielu ciekawych, dobrych ludzi.

I co? Co z tego dziś zostało?

Pomijam już tefaunenowskie twory z połamanymi in statu nascendi kręgosłupami. Większość odeszła, zajęła się bardziej zyskowna działalnością. Świetni dziennikarze śledczy utworzyli firmę lobbingową MDI, inni pracują dla ukraińskiego Donbasu. Do zawodu natomiast wepchali się ewidentni kryminaliści, funkcjonariusze UOP i ABW oraz świeżo zacięci agenci wojskówki.

Nikt nigdy z zawodu nie wykopał takich kreatur jak Milan Subiotić, wrócił ostatnio i występuje – z podniesionym czołem – w telewizji „Superstacja” niesławnej pamięci Piotr Gębarowski.

Poziom intelektualny wśród najgłośniejszych dziennikarskich celebrytów wyznacza pani o dźwięcznie brzmiącym nazwisku Gozdyra.

Kilku innych – jak Cezary Michalski i Wojciech Czuchnowski – narobiło już w życiu tyle wiraży, że uwierzyć im mogą istoty wyjątkowo niewinne i niedoświadczone.

Będąc facetem w średnim wieku czuję się dinozaurem, przedstawicielem wymierającego gatunku, kimś, kto zupełnie nie przystaje do głównego nurtu , w jakim rozwija się nasz zawód.

Dziennikarz dziś, to znów ten zeszmacony i znerwicowany facecik grany przez Mariana Opanię w filmie „Człowiek z żelaza”. Stan dziennikarstwa w Polsce tak już rozzuchwalił ewidentnych zdrajców i kolaborantów, takich jak Daniel Passent , że teraz pełna gębą zaczynają znów robić za czołowych moralistów.

Piszę o tym wszystkim nie po to, aby bezpłodnie lamentować. Po prostu chcę nam wszystkim uświadomić, że mamy takie dziennikarstwo na jakie zasłużyliśmy. Nie pilnowaliśmy tej dziedziny, nie patrzyliśmy na ręce kapusiom, zdrajcom, obcemu kapitałowi. Pozwoliliśmy, aby ktoś tak idealnie znikąd jak Grzegorz Hajdarowicz przejął najpoważniejszy polski dziennik „Rzeczpospolitą”, przejął i doprowadził go do stanu upadku. Pozwoliliśmy na medialne tycie adiutantów Urbana . No to teraz mamy za swoje…

Co jednak możemy zrobić? Po pierwsze musimy zacząć korzystać z naszych obywatelskich i konsumenckich uprawnień. Jeśli w jakiejś knajpie demonstracyjnie puszczone jest tvn, a na stołach ścierwią się wyłożone egzemplarze „GW”, to po prostu tam się nie spotykamy, nie wydajemy tam ani grosza. Nie kupujemy prasy, która jest niepolska, nie oglądamy telewizji, które są robione za rosyjskie pieniądze. Nie wspieramy niemieckich koncernów medialnych.

Po drugie pilnujemy naszych praw. Tak jak z panem Wojewódzkim. Gdy wsadził polska flagę w psie odchody, na drugi dzień palnąłem na ten temat sążnisty felieton w polskim, jeszcze wówczas, „Dzienniku Polskim”, w ślad za tym felietonem poszła inicjatywa pana Budziakowskiego, który zaskarżył to zachowanie Wojewódzkiego i jego gości i w konsekwencji TVN dostał po brudnych łapach. Musiał zapłacić 500 tysięcy kary.

No, a to boli bardziej niż jakieś tam przeprosiny. Ludzi bez honoru słowa wszak nie kosztują nic.

Trzeba wiec poważnie traktować nasze religijne i narodowe świętości i bezwzględnie ścigać tych, którzy je profanują.

I rzecz trzecia – musimy tworzyć, wspierać, zasilać i rozwijać polskie media, nic przecież nie jest skostniałe na wieki wieków. Wiele jeszcze można zmienić. Twórzmy nasze media, spotykajmy się z niezależnymi, wolnymi ludźmi. Tak, żmudnie i krok po kroku odbudujemy tkankę polskości w tym co nas otacza.

Już dziś widzę jak „mój” tygodnik „wSieci” przyprawia o palpitacje serca całe stada skundlonych celebrysiów i ich wyznawców. Wyją z bólu, a więc celnie trafia.

Tygodnik rośnie w silę, staje się trudny do przemilczenia. Wrzeszczą coraz głośniej, a to znak, że celnie godzimy, że nie potrafią już utrzymać nerwów na wodzy.

Spokojnie czekajmy, odbijemy niedługo – dla Polaków – publiczną telewizje i radio i tak, powoli, mozolnie, zasiejemy na powrót polskie ziarno w świadomości naszych rodaków. Nie z takich terminów już wychodziliśmy...

Jestem pewien, że koniec sztucznego świata medialnej świetności antypolskich, pokomuszych zdrajców jest już bliski.

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook