Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Zanim obejrzę „Wałęsę” i „Jaruzelskiego”

30.07.2013

"Sztuka wcale nie musi być zobligowana regułami politycznej poprawności i wierności historycznym faktom"

Gadanie o niezależności i niepodległości artystów, o ich bezinteresowności, śmieszy mnie do rozpuku. Największe galerie świata wypełnione są dziś dziełami, które powstawały na zamówienie potężnych i bogatych głupków. Genialni artyści świadczyli im swoje prostytucyjne usługi za dobre pieniądze. Wyidealizowany portrecik dla kardynała? – nie ma sprawy, portret króla, tchórzliwego królika, na wielkim koniu i w zbroi? – już się robi wasza ekscelencjo...

Rozmalować fasadę domu dla utuczonego, niemieckiego wieprza – kupca? ...Tiziano Vecelli, razem z Giorgione, już całują po wypierścienionych racicach. 

Tak było i jakoś nikt dziś nie oburza się na motywacje, dla jakich powstawały dzieła, przy których sam cmokałem siedząc sobie na ławeczkach w National Gallery.

Kiedy więc napije się zimnej wody i przypomnę sobie skąd jestem i jak było przede mną, to wcale nie mam ochoty wydziwiać nad działalnością twórczą pana Andrzeja Wajdy i pani Agnieszki Holland. Pan reżyser Wajda nakręcił film o Lechu Wałęsie, scenariusz napisał pan Janusz Głowacki. Film może być nawet interesujacy, może nawet (choć ostatnio pan Wajda już nie błyszczy) będzie dziełem. I jako film pozostanie. 

Pan Wajda robi film za pieniadze tych, którzy opłacili taką właśnie wizję dziejów i postaci pana Wałęsy. Jest mecenas, jest i dzieło na zmówienie. Co prawda Amber Gold, to nie rodzina Borgiów, ale zawsze. Zresztą reputacja obojga wymienionych mecenasów jest mocno zbliżona, z tą tylko róznicą, że Borgiowie – przez większą część czasu swej świetności – byli wypłacalni, a Amber Gold raczej nie. 

Brakło rubelków z Ambera, ale – sądząc po tym, że film jednak się pojawił – znalazł się jakiś inny, z podobną pewnie reputacją, mecenas. Słowem były rubelki, jest dzieło – nie ma sprawy.

Z panią Holland rzecz jest bardziej złożona, nie znamy bowiem mecenasa. Skoro pani Holland, utalentowana artystka (w tej sprawie nie lubie toczyć dyskusji, bowiem talent nie jest ani lewicowy, ani prawicowy, tylko po prostu sobie jest) chce zrobić film, to poczekajmy na efekt. 

Jeśli pani Holland sama wpadła na ten pomysł, albo też jej zlecono wykonanie biografii generała Wojciecha Jaruzelskiego, to widocznie ktoś chce za to zapłacić. 

W końcu Jaruzelski był gościem honorowym samego Władimira Władymirowicza, więc wysupłanie paru milioników z budżetu nababów Gazpromu nie powinno nastręczać najmniejszych trudności. I znów, dzieło powstać może zgrabne (choć u pani Holland w momencie, gdy ideologiczne skłonności biorą przewagę nad telentem, to wychodzi ...Janosik ciota) dzieło o człowieku nękanym rozterkami, o duszy rozdzieranej przez szaleńczo pokuśliwe demony. 

Nie będzie to film o tym konkretnym Jaruzelu – spawaczu, tylko o człowieku w ogóle. To może być nawet całkiem udany film. 

Olivier Stone, debilnie opętany komunizmem reżyser, stworzył kilka naprawdę frapujacych dzieł. Nie było w nich historycznej prawdy, ale była sztuka, a jego film dokumentalny poświęcony (i gloryfikujący) Fidelowi Castro uważam za niezwykle mocny i formalnie ciekawy. 

Wniosek z tych moich rozmyślań jest banalnie prosty: Sztuka wymaga szczerości, natchnienia i talentu, sztuka wcale nie musi być zobligowana regułami politycznej poprawności i wierności historycznym faktom. Sztuka konczy się jednak tam, gdzie jej struny miesza ideologia. 

Propaganda rzadko – może poza Eisensteinem i Leni Riefenstahl – może ocaleć jako sztuka.

Dziś, oglądając średniowieczne i renesansowe dzieła, czytając eposy Waltera Scotta, czy naszego Sienkiewicza, nie zadajemy sobie pytania o ich wierność historycznej prawdzie – przetrwały, bo po prostu nosiły w sobie znamiona czegoś niepowtarzalnego, dotknięcia geniuszu, intuicji...

Wstydzimy się przynać, że wspaniałe ujęcia Leni Riefenstahl do dziś robią na nas wrażenie swą świeżością i rozmachem, wstydzimy się... bo Riefenstahl przypięto etykietę piewczyni niemieckiego nazizmu. Czy ten fakt odebrał jej jednak wielkość w dziedzinie, którą uprawiała?

Czy – kłamliwy w swojej wymowie - „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy, słabiej dziś do nas przemawia tylko dlatego, że był obstalowany przez bolszewicką propagandę?

Zarówno film o Lechu Wałęsie, jak i ewentualną produkcję Agnieszki Holland poświęconą postaci generała Wojciecha Jaruzelskiego będę oglądał jako filmowe obrazy i jako takie będę je oceniał.

Nie mam zamiaru wieść dyskusji na temat ich historycznej prawdziwości, politycznego kontekstu w jakim powstają. To wszystko wiem i nikt nie przekona mnie do tego, że mam do czynienia z dziełami obiektywnymi, uwolnionymi od wymagań tych, którzy dają rubelki. 

Za czasów komuny powstało wiele wybitnych filmów, za które świadomie (najczęściej), bądź nie, zapłacili komuniści.

Moim synom zawsze będę tłumaczył historyczny kontekst w jakim powstawały „Kanał”, „Popiół i diament”, „Pancernik Potiomkin”... będę to robił, aż do momentu, gdy zrozumiem, że sami potrafią poruszać się po złożonych meandrach współczesności.

Wyobrażam sobie, że – na zamówienie – wybitny twórca może zrobić genialny film o Hitlerze, Stalinie, mordercy „Che” Guevarze...a nawet o takim skunksie jak Jaruzelski. 

Mogę sobie nawet wyobrazić, że takie dzieło będzie w stanie mnie poruszyć. Ni na jotę jednak nie zmieni to mojego sądu o tych postaciach, ale - kto wie czy, w kinie, nie uronię nawet krokodylej łzy.

Bo sztuka nie ma takich ograniczeń jak publicystyka, historia czy polityka. I dzięki ci Panie za to.

Bo, gdyby poglądy Gadowskiego kształtowały sztukę, świat stałby się koszmarem!

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook