Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

TVN – czyli o co chodzi

13.02.2012

Człowiek dziesięć razy się potknie i ciągle chodzić nie umie. Kiedy zacząłem robić swoje filmy dla telewizji TVN, byłem już doświadczonym reporterem.

Rozwaliłem urbanowski tygodnik „Zły”, pałętałem się po Bałkanach, miałem na koncie dziesiątki reportaży i tekstów o największych aferach i działalności postesbeckich szajek, znałem półświatek, orientowałem się... a jednak bez zastrzeżeń uwierzyłem w wizję robienia w pełni niezależnego, rewolwerowego programu śledczego w telewizji TVN.

Na kilka lat porwała mnie wizja buszowania po Polsce i czyszczenia kraju za pomocą telewizyjnej kamery. W tym czasie, razem z Przemkiem Wojciechowskim, stworzyliśmy nieoficjalną historię polskiej gospodarki.

Pokazywaliśmy największe afery: od polskiego szlaku kokainowego (gdzie jako jedyni, w Nowym Jorku spotkaliśmy się z tajnym świadkiem amerykańskiej agencji DEA), poprzez drobiazgowe śledztwo w sprawie mafii paliwowej i jej międzynarodowych rozgałęzień, aferę prywatyzacyjną PZU, aż po udział rosyjskiego mafiozo, wspieranego przez Kreml, Siemiona Mogilewicza w gigantycznych dostawach gazu do Polski i nielegalny handel bronią organizowany przez oficerów WSI.

Opowiadaliśmy też, wspólnie z Juergenem Rothem, o Anecie, młodej doktorantce, która swoją naukową dociekliwością weszła w drogę tajniakom z wojskowych służb specjalnych. Opowiadaliśmy o Peterze Voglu, „układzie wiedeńskim” i jego powiązaniach z najwyższymi szczeblami władzy w Polsce, o aferze konsorcjum „Victoria”... - w naszych głowach zgromadziła się ogromna wiedza na temat podskórnego życia Polski.

Byliśmy tak zaślepieni, że nie widzieliśmy jak nad naszymi głowami zbierają się ciężkie chmury.

W pewnej chwili, kiedy już dobrze rozumiałem, kto w TVN rozdaje karty, ciągle jednak, nieco cynicznie, wychodziłem z leninowskiego założenia, że na stryczku wyprodukowanym przez kapitalistów – powiesimy tychże, w tym wypadku myślałem naiwnie, że skoro w TVN puszczają moje filmy (w żadnych z nich nie zamieściłem choćby sekundy, której bym nie sprawdził, na którą nie miałbym dowodów), to ja odpowiadam jedynie za moje filmy, a skoro puszczają to w telewizji  walterowców, to ja wykorzystam dostępne narzędzie, do tego, aby opinia publiczna dowiedziała się „jak hartowała się stal”, czyli jak ojcowie założyciele i pożyteczni idioci formowali zręby PRB – Polskiej Republiki Bananowej.

Głupi byłem wtedy, głupi i naiwny – TVN wykorzystywał moje produkcje jako swój listek figowy – mówili: -  Czego chcecie, nie jesteśmy tacy czerwoni, skoro robi dla nas filmy nawet Gadowski.

Tak więc moje nieskromne zamiary wykorzystania TVN powiodły się jedynie w części.

Kiedy chcieliśmy się zabrać za opowiadanie o polskim rynku finansowym i o dziejach największych oligarchów – w TVN nagle zaczęło się piętrzenie trudności.

Zdążyliśmy jeszcze wyprodukować cztery filmy z zamierzonej przez nas trzynastoodcinkowej serii śledczej opowiadającej o współczesnym terroryźmie i finito.

Kiedy w czwartym odcinku zastępca Abu Nidala – Abu Bakr rozpoczął opowieść o nielegalnym handlu bronią, który uprawiali polscy oficerowie służb specjalnych z arabskimi terrorystami, w reakcji na to w TVN postanowiono nie kontynuować serii i podjęto decyzje o zagłaskaniu nas na śmierć, czyli skierowaniu naszych zainteresowań na lżejsze i bardziej bezpieczne tematy.

 W „międzyczasie” zdarzył się 10 kwietnia 2010 roku i z władzami TVN nie było już o czym rozmawiać, bezczelna hucpa pod nazwą tefauenowskie „Fakty” et consortes osiągnęła swoje apogeum.

To jednak nie koniec, zabawa trwa.

Oto okazuje się, że w Polsce nie było żadnej mafii, no może była ta „Dziada” i „Pershinga”, bo o niej tefauen nakręcił nieudolny serial, ale paliwowa, gazowa, finansowa, mafia służb specjalnych?

Nie, takich mafii tu, nad Wisłą, nie stwierdzono, znaczit - nie było i nie będzie!

Rozwalono więc doszczętnie wszelkie prokuratorskie śledztwa, a gdy wymiar sprawiedliwości został sparaliżowany, najbardziej skompromitowane postaci z kręgów tych wszystkich „wyimaginowanych mafii” wygrywają procesy o odszkodowania i o „ochronę swojego dobrego imienia”, to sytuacja analogiczna do tej gdy w USA jakimś cudem wyszedłby z więzienia Al Capone z kumplami i sąd zmusiłby opinię publiczną do traktowania ich jak najbardziej zacnych patrycjuszy. Ba, sąd i establishment zadekretowałyby, że to najświatlejsi obywatele i autorytety moralne, anioły w ludzkie powłoki wcielone.

W tryumfalnym powrocie „niesłusznie oskarżonych” gorliwie ten sam TVN, który kiedyś chciał uchodzić za telewizję produkującą najlepsze materiały śledcze.

Najpierw TVN, na własne życzenie przegrywa proces z postaciami uwikłanymi w kontrakty gazowe. W tym procesie nie dopuszczono do występowania w charakterze strony i powołania naszych świadków, po czym TVN ochoczo zawarł kompromitującą ugodę. W reakcji na doskonały wyrok bohater afery rosyjskich pieniędzy, niejaki Leszek Miller, publicznie lał krokodyle łzy nad tym jakim to złym dziennikarzem jest ten wraży Gadowski.

Także TVN przygotował prowokację w programie Sekielskiego i Morozowskiego, gdzie wystąpił aniołek - Marek Dochnal, który bezkarnie, kłamliwie i bez riposty (ze strony tzw „kolegów dziennikarzy”) oskarżył mnie o pełnienie nieprawdopodobnej roli pośrednika w kontakcie pomiędzy nim a ówczesnym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobro.

Brednie absurdalne, ale opowiadane na antenie TVN zyskały swoją propagandową moc. Z tego co wiem, program był drobiazgowo zaplanowany i przygotowany wcześniej.

Przykładów dziwnej roli TVN w procesach z mafiozami jest więcej.

Ostatni jednak jest szczególnie bulwersujący – Przemek Wojciechowski zrobił film ukazujący kulisy działalności Aleksandra Gudzowatego – niedawno, kilka dni temu, dowiedział się, że TVN znów (oczywiście bez jego wiedzy) ochoczo przegrał proces z Gudzowatym i ogłosi na swojej antenie upokarzające dla Wojciechowskiego przeprosiny.

Całość została tak sprytnie pomyślana, że Przemek Wojciechowski był w tym procesie jedynie świadkiem, a więc nie mógł oponować, ani składać swoich wniosków dowodowych.

Zadzwonił do mnie i mówi: - Przecież wiesz, że ten reportaż był do bólu prawdziwy.

– Wiem – odrzekłem – ale, czy tu aby na pewno o prawdę chodzi? - dodałem cierpko.

Witold Gadowski

Autor bloga

GADOWSKISI

Witold Gadowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook